LeBron James uniknął groźnej kontuzji kolana po kolizji z debiutantem.

Noc w Phoenix niemal skończyła się katastrofą dla Los Angeles Lakers, gdy LeBron James, weteran NBA, starł się z juniorem Utah Jazz, Walterem Claytonem Jr. Pomimo efektownego zwycięstwa 143-135, to właśnie moment kolizji w drugiej kwarcie budzi największe emocje i obawy przed przyszłością „Króla”. Czy Lakers mają powody do paniki, skoro ich architekt ledwo uszedł z życiem z potencjalnie groźnego urazu?

Czyżbyśmy otarli się o katastrofę? Obolenia Króla i dreszcze w sztabie

LeBron James, po tym jak Lakers przypieczętowali zwycięstwo nad Jazz, nie krył ulgi. Po zderzeniu z Claytonem Jr. ujawnił, że poczuł „ostry ból” w tym samym kolanie, które nękało go podczas niedawnej serii play-off przeciwko Minnesota Timberwolves – ból związany z naderwaniem więzadła pobocznego przyśrodkowego (MCL). To nie jest byle co, zwłaszcza dla gracza o tak gigantycznym kapitale doświadczenia i obciążeniu fizycznym.

„Poczułem takie małe ukłucie w kolano, ostry ból” – powiedział James po meczu, cytowany przez Dave’a McMenamina z ESPN. Dodał, że kopnięcie trafiło go w wewnętrzną, przyśrodkową stronę stawu i musiał zwolnić tempo, by zobaczyć, jak ból ustępuje. Jego dalsza refleksja była jednoznaczna: „Powiedziałem Mike’owi [Manciasowi], mojemu trenerowi, że uratowaliśmy się o włos”. To zdanie, rzucone w kontekście potyczki z beniaminkiem, a nie twardym obrońcą Zachodu, musi budzić niepokój każdego fana Lakers.

Na szczęście dla Los Angeles, James zdołał przetrwać ten moment. Mimo chwilowego osłabienia, zapisał na koncie efektowne 28 punktów, 10 asyst i 7 zbiórek, kończąc mecz na parkiecie. Incydent miał miejsce przy stanie 7:52 w drugiej kwarcie, po wyjściu z zasłony Marcusa Smarta. James upadł i długo pozostawał na parkiecie, otoczony troskliwymi kolegami z drużyny. Fakt, że wrócił do gry przed końcem kwarty i dograł pierwszą połowę, sugeruje, że to „ukłucie” szybko się załagodziło. Ale w kontekście wieku i historii urazów, nawet najmniejszy sygnał ostrzegawczy jest traktowany na wagę złota.

Lakers nie samymi kontuzjami stoją: Szereg absencji, które martwią

Przeżycie „przygody” z LeBrona jest dobrym omenem, ponieważ Lakers, pomimo bilansu 19-7, i tak zmagają się z listą kontuzjowanych zawodników. W obliczu urazu swojego lidera, te problemy stają się bardziej palące.

Obecnie zespół ma problemy z:

  • Austinem Reavesem: Zmaga się ze naciągnięciem łydki; ma być reewaluowany za tydzień. To kluczowy gracz, drugi najlepszy strzelec i kreator w tym sezonie.
  • Gabe’em Vincentem: Cierpi na ból pleców, co wyklucza go z gry na co najmniej tydzień, biorąc pod uwagę okoliczności, w jakich ten ból się pojawił.
  • Deandre Aytonem: Zgłasza bolesność łokcia, choć wygląda na to, że uraz ten nie powinien go wykluczyć na dłużej z rotacji środkowych.

Ta mieszanka nieobecności oznacza, że trener JJ Redick musi żonglować rotacją, bazując na niewystarczającej głębi składu. A patrząc na styl gry Lakers, utrzymanie zdrowia LeBrona jest absolutnie nadrzędne – to on dyryguje flow ofensywnego. Każde oszczędzanie go, nawet na jeden mecz, może być koniecznością, jeśli kontuzja w kolanie okaże się mieć ukryte reperkusje.

Obrona na urlopie, gwiazdy niezadowolone z siebie

Zwycięstwo nad Jazz, mimo wszystko, wywołuje mieszane uczucia. Owszem, Lakers wygrali, ale utrata 135 punktów, z czego 78 w pierwszej połowie, na rzecz drużyny walczącej o wysokie miejsce w drafcie, to skandal, który powinien zaniepokoić sztab szkoleniowy. To pokazuje, że nawet przy zdrowym LeBronie, obrona ma poważne luki.

Co ciekawe, najgłośniej krytykował się Luka Dončić, który w barwach Jazz notował fantastyczne liczby: 45 punktów, triple-double (14 asyst, 11 zbiórek i 5 przechwytów). Słoweńska gwiazda, z typową dla siebie samokrytyką, uznała swój występ za niewystarczający.

„Szczerze mówiąc, mogłem zrobić o wiele więcej” – stwierdził Dončić, kontynuując: „Ale myślę, że ta jedna strata była najlepszą statystyką w tym arkuszu. Mieliśmy siedem strat, co jest dla nas imponujące, a wygraliśmy mecz”. W domyśle: jego dominacja indywidualna nie przełożyła się na pełną kontrolę nad przebiegiem spotkania przez zespół.

Ironią losu jest fakt, że to właśnie Dončić i James byli architektami ofensywy Lakers. Trener Redick, choć chwalił ich indywidualny wkład w zwycięstwo, powtórzył refleksję Dončicia na temat zaangażowania defensywnego całego zespołu.

„[Dončić miał] momenty doskonałej gry, zaangażowania i realizacji założeń defensywnych, a potem momenty, w których nie był tak zaangażowany i nie realizował założeń defensywnych” – ocenił Redick. „Ale powiedziałbym, że to dotyczy wszystkich. Najważniejsze jest to, że grał wystarczająco dobrze, by poprowadzić nas do zwycięstwa. On i LeBron [James] mieli łącznie 24 asysty i tylko trzy własne straty”.

Lakers (19-7) teraz muszą szybko zapomnieć o obronie z meczu z Jazz, ponieważ w sobotę czeka ich derbowy pojedynek na wyjeździe z LA Clippers (6-21). W obliczu wrażliwości LeBrona na kolano, potrzebują oni pełnej koncentracji i stabilności, a nie kolejnych fajerwerków na zasadzie „zdobędziemy więcej punktów niż stracimy”.

0 / 5. Ocen: 0

Maniak koszykarski od co najmniej dekady, oglądam wszystko, co się da, żeby być na bieżąco. Od kilku lat w redakcji odpowiedzialny za newsy ze świata koszykówki.

Podobne newsy

1 of 482