W świecie NBA plotki często wyprzedzają oficjalne komunikaty, a ta ostatnia z pewnością rozgrzeje fanów koszykówki na całym świecie. Wyobraźcie sobie pojedynek gigantów rzutu, pojedynek na punkty, który może przejść do historii. Wszystko zaczęło się od prywatnej wiadomości, która niespodziewanie obiegła sieć, potwierdzając wielki powrót i dając nam przedsmak historycznego widowiska na All-Star Weekend.
Skandal na DM: Lillard ujawnia plany Curry’ego i reszty strzelców
Damian Lillard, świeżo upieczony, choć już trzeci raz, mistrz Konkursu Rzutów za Trzy Punkty (State Farm NBA Three-Point Contest) w 2026 roku, najwyraźniej ma wizję, jak uczynić edycję 2027 – która odbędzie się w Phoenix – absolutnie legendarną. Lillard, po dramatycznym zwycięstwie w Los Angeles, sięgnął po Instagrama i opublikował zrzut ekranu prywatnej konwersacji z ikoną Golden State Warriors, Stephenem Currym.
Wiadomość od Lillarda brzmiała: „W przyszłym roku… ja, ty, Klay, Book i jeszcze czterech prawdziwych strzelców” (tłum. z ang. „Next year … me, you, Klay, Book, and four more real shooters”).
Reakcja Curry’ego, MVP trzykrotnego mistrza NBA, była natychmiastowa i pełna entuzjazmu, co dało fanom zielone światło. Stephen odpisał: „Jasne, jestem w to. Wiem, że Klay się zgodzi, jeśli poproszę, a Book będzie u siebie w domu. Idealne ustawienie” (tłum. z ang. „Yessir I’m in. Know Klay will do it if I ask and Book will be at home. Perfect setup”). Lillard puścił to w eter z lakonicznym komentarzem: „To się jara!” (tłum. z ang. „It’s lit.”).
Ta wymiana zdań, ujawniona przez osobę, która właśnie wyrównała rekord liczby zwycięstw w tym prestiżowym konkursie, natychmiast podgrzała atmosferę wokół przyszłorocznego All-Star Weekend w Phoenix.
Wojownik Curry powraca: Potwierdzenie legendy na ostatniej prostej
Dla Stephena Curry’ego, absolutnego lidera wszech czasów pod względem celnych trójek w historii NBA, powrót do konkursu nie jest tylko kwestią sentymentu. Gwiazdor, który wkrótce skończy 38 lat i wchodzi w ostatni gwarantowany sezon swojego kontraktu z Warriors, udowadnia, że te momenty budowania dziedzictwa wciąż mają dla niego kluczowe znaczenie.
Sam Curry, korzystając z transmisji NBC, potwierdził swój zamiar powrotu do tego widowiska, co oznaczałoby jego ósmy występ w karierze. Pamiętajmy, że Curry triumfował w latach 2015 (Nowy Jork) i 2021 (Atlanta), ale od tamtego czasu trzymał się z dala od tego pojedynku strzeleckiego. Jego decyzja, by dołączyć do Lillarda, jest potężnym sygnałem dla całej ligi – Król Trójek wciąż ma coś do udowodnienia.
Kto oprócz Wielkiej Trójki wejdzie na parkiet? Potencjalnie historyczna obsada
Jeśli układ sił, który zarysował Lillard, faktycznie dojdzie do skutku, rok 2027 w Phoenix może być świadkiem najbardziej elektryzującego składu w historii Konkursu Rzutów za Trzy Punkty.
Z jedną kluczową gwiazdą Warriors – Stephenem Currym, i drugą – Damianem Lillardem – wszystko wydaje się proste. Lillard zrównał się z rekordem po swoim zwycięstwie w 2026 roku, notując w rundzie finałowej 29 punktów, wyprzedzając Bookera (27) i rookie Kon Knueppela (17).
Lillard wcześniej wygrywał w 2023 i 2024 roku, a jego ostatni triumf stał się pretekstem do tego, by wyciągnąć Curry’ego z emerytalnego (konkursowego) życia.
Ale to nie koniec. Lillard wymienił także Klaya Thompsona. Choć Thompson, po odejściu z Warriors w 2024 roku do Dallas Mavericks, jest teraz rywalem, jego historia ze Splash Brothers i dwa zwycięstwa w konkursie (2016, ostatni występ w 2018) czynią go naturalnym kandydatem. Curry ma pewność, że przekona swojego byłego partnera do udziału.
Co więcej, do gry wchodzi Devin Booker. Booker, rodowity mieszkaniec Phoenix, przegrał tytuł w minimalnej różnicy z Lillardem w 2026 roku i już wcześniej wyrażał pragnienie rewanżu na matce dla tego wydarzenia. Sam Booker oświadczył: „Bardzo mi na tym zależało. Chciałbym bronić tytułu w Phoenix, ale prawdopodobnie będzie to ostatni raz, kiedy to zrobię w przyszłym roku, jeśli dostanę zaproszenie” (tłum. z ang. „I wanted this one bad. Wish I was defending it in Phoenix, but it’ll probably be the last time I do it next year if I get the invite.”).
Curry zdradził także, że zamierza werbować samego Kevina Duranta. Dodanie KD do tej listy, obok Curry’ego, Lillarda, Bookera i być może Thompsona, oznaczałoby zgromadzenie absolutnej elity strzeleckiej ery współczesnej koszykówki na jednym parkiecie. To byłby skandaliczny pokaz umiejętności, na który czekaliśmy od lat.
Decyzja Curry’ego, by dołączyć do tego szaleństwa, pokazuje, że nawet u szczytu sławy i na emeryturze koszykarskiej, wciąż pragnie testować się z najlepszymi. Dzięki przypadkowo ujawnionemu tekstowi, odliczanie do Phoenix 2027 właśnie się rozpoczęło.









