Luke Kennard nieśmiało rozwiązuje kluczowy problem ofensywy Lakers.

Wielkie sagi NBA rzadko zaczynają się od szeptu, ale transfer Luke’a Kennarda do Los Angeles Lakers zdaje się być właśnie takim cichym trzęsieniem ziemi. Czy zawodnik, który nie był głównym tematem na Trade Deadline, okaże się brakującym elementem układanki dla Jeziorowców w walce o play-offy? Analitycy spoglądają na jego statystyki, a kibice z nadzieją wypatrują, czy ten strzelec z dystansu faktycznie potrafi tchnąć nowe życie w szwankującą ofensywę.

Czy Luke Kennard to cichy bohater Lakers? Początek, który zaskakuje

Kiedy Los Angeles Lakers dokonali wymiany z Atlanta Hawks, pozyskując Luke’a Kennarda w zamian za Gabe’a Vincenta i wybór w drugiej rundzie draftu w 2032 roku, ruch ten nie wywołał medialnej burzy. Nie był to transfer typu „franchise-altering”. Jednak pierwsze mecze Kennarda w barwach Lakers sugerują, że Lakers mogli właśnie zażegnać jeden ze swoich największych problemów ofensywnych – katastrofalną skuteczność zza łuku. Na dzień wymiany, Lakers plasowali się na 28. miejscu w lidze pod względem rzutów za trzy punkty. W tym samym czasie Kennard notował fenomenalną skuteczność, przekraczającą 49 procent zza linii 7,24 metra. Lakers nie szukali gwiazdy; potrzebowali po prostu przestrzeni.

I dokładnie to Kennard dostarcza. W średnim wymiarze 22,3 minuty na parkiecie, notuje 10,1 punktu, ale kluczowe są wskaźniki efektywności: 61 procent skuteczności z gry, 50 procent za trzy i 92 procent z linii rzutów wolnych. Choć ta hiper-efektywność może z czasem ulec normalizacji, wpływ na grę Lakers jest natychmiastowy i namacalny. W tym niewielkim, lecz znaczącym próbce, Lakers zdobywają 125 punktów na 100 posiadań z Kennardem na parkiecie, wyprzedzając rywali o około siedem punktów na 100 posiadań w tych minutach. Dla drużyny, która przez większość sezonu miała problem z przekuciu przewag na punkty, jest to zmiana o charakterze fundamentalnym.

Jak jeden strzelec uwalnia ofensywę Jeziorowców?

Ofensywa Lakers często stawała w miejscu w pierwszej części sezonu z powodu braku konsekwentnych zagrożeń z perymetru. Co dziwne, przez cały sezon najbardziej efektywnym i regularnym strzelcem Lakers okazał się Rui Hachimura, który trafia około 43 procent zza łuku, ale przy stosunkowo niskiej próbie czterech rzutów na mecz. Fakt, że w składzie obok takich talentów jak LeBron James czy Austin Reaves, Hachimura jest głównym „rozciągaczem” (spacerem) ustawionym w pierwszej piątce, świadczy o głębokości problemu.

Dopiero sprowadzenie Kennarda zaczęło to równać. Jego reputacja jako elitarny strzelec zmusza obrońców do trzymania się go na dystans. Kiedy obrońcy pomagający na spółkę z centrum zapadają się w kierunku kosza, pozostawienie Kennarda bez krycia staje się śmiertelnym ryzykiem. To jest właśnie ten rodzaj przestrzeni, którego Lakersom brakowało.

W podcaście „Hoops Tonight”, prowadzący Jason Timpf trafnie podsumował wpływ Kennarda, nawet biorąc pod uwagę niską liczbę oddawanych rzutów:

„Luke Kennard wnosi do tej drużyny koszykarskiej rzeczy, których oni nie mieli, a to pozwala im osiągnąć poziom w ofensywie, którego naprawdę nie osiągnęli w żadnym momencie [sezonu].”

Dla kontrastu, Gabe Vincent, którego wymieniono, notował 4,8 punktu na mecz, trafiając zaledwie 34,6 procent z gry i 36,9 procent za trzy w 29 występach. Choć jego gra w obronie i kreowanie akcji miały pewną wartość, nie rozwiązując problemu „rozciągania parkietu”.

Dlaczego Kennard będzie kluczowy w fazie play-off? Grawitacja na parkiecie

Obecność Kennarda całkowicie zmienia równanie gry. Zamiast pozwalać obrońcom na swobodne opuszczanie perymetru, by pomagali przy LeBronie lub Anthony Daviesie, muszą oni uwzględnić jednego z najbardziej efektywnych strzelców w lidze. Sama ta różnica zmienia podejście obrony przeciwników do Lakers.

W play-offach, gdzie gra naturalnie zwalnia, staje się bardziej fizyczna i koncentruje się na grze w półdystansie (half-court setting), „grawitacja” Kennarda będzie miała gigantyczne znaczenie. Ta grawitacja, czyli siła przyciągania obrońców, otworzy więcej przestrzeni dla trójki gwiazd Lakers. Może i nie jest to najbardziej ekscytujące nazwisko, które zapada w pamięć podczas gorączki posezonowej, ale Luke Kennard może się okazać dokładnie tym czynnikiem, którego Los Angeles potrzebuje, aby rozpalić ogień i pójść na głębokie zanurzenie w turnieju. Jego zdolność do karania każdego błędu defensywnego może być przepustką do sukcesu w fizycznej walce, jaką są play-offy NBA.

0 / 5. Ocen: 0

Maniak koszykarski od co najmniej dekady, oglądam wszystko, co się da, żeby być na bieżąco. Od kilku lat w redakcji odpowiedzialny za newsy ze świata koszykówki.

Podobne newsy

1 of 483