Wielu zawodników po opuszczeniu Boston Celtics, jednego z najbardziej utytułowanych klubów w historii NBA, gubi się w bezkresie ligi, ale Luke Kornet zdaje się być wyjątkiem od reguły. Po burzliwych początkach kariery, gdzie tułał się po kontraktach 10-dniowych i różnych drużynach, znalazł swoje miejsce w Bezących — choć na krótko. Teraz, grając dla San Antonio Spurs, Kornet dzieli się swoimi spostrzeżeniami na temat dynamicznej transformacji, jaką przechodzi jego były zespół pod wodzą nowych (a raczej powróconych) struktur.
Od zaplecza do $41 milionów: Burzliwa droga Luke’a Kornetta
Dla gracza, który przez pierwsze pięć lat kariery przeskakiwał między organizacjami, Luke Kornet potrzebował stabilizacji, a tę znalazł w Bostonie. Był koszykarskim nomadem: zaczął jako nieopłacony wolny agent z dwustronnym kontraktem w Knicks, zaliczył przystanki w Chicago, Cleveland i Milwaukee. Dopiero drugi powrót do Celtics po terminie wymian w 2022 roku okazał się dla niego przełomem.
W sezonie 2022-2023 Kornet odgrywał rolę rezerwowego centra dla Ala Horforda, grając w 69 spotkaniach. Ugruntował tę pozycję rok później, występując w 63 meczach, a w minionym sezonie zagrał 73 razy, z czego 16 razy w pierwszej piątce. Najciekawsze jest to, jak sztab szkoleniowy Celtics „oduczył” go bycia stretch-5, czyli centra, który spędza większość czasu za łukiem. Mimo iż Kornet miał aspiracje do bycia graczem rzucającym za trzy, jego efektywność była co najwyżej przeciętna (32,1% w karierze). Postawiono więc na jego mocne strony: walkę pod koszem. Efekty były imponujące: 11,7 punktu i 10,3 zbiórki przy 1,9 bloku w ostatnim sezonie – twarde liczby. Dodajmy do tego jego niepowtarzalny charakter w wywiadach i szatni, a otrzymamy gracza, którego kibice po prostu pokochali.
Decyzja za miliony: Dlaczego Spurs, a nie powrót do Bostonu?
Niestety, solidna postawa Kornetta miała też swoją ciemną stronę: stał się zbyt drogi dla Celtics, którzy desperacko próbowali uniknąć finansowej pułapki drugiego progu podatkowego ligi (second apron). Pomimo rozważania powrotu do Massachusetts, oferta, która ostatecznie zadecydowała, przyszła z Teksasu. Spurs zaoferowali mu czteroletni kontrakt opiewający na solidne 41 milionów dolarów.
Kornet, przebywając ostatnio w Bostonie, wracał do wspomnień. Przyznał, że wybór był egzystencjalny, a nie tylko sportowy. Jak sam stwierdził:
„Ostatecznie wybór był zasadniczo pomiędzy tutaj (Bostonem) a San Antonio. Czuję, że były oczywiście liczne rozmowy z moją żoną, a szczerze mówiąc, wiele modlitwy i uświadomienia sobie, gdzie jesteśmy w życiu, i odejście było bardzo, bardzo trudne. Tyle relacji…”
To nie jest typowa, chłodna kalkulacja kontraktowa. To osobista podróż, akceptacja zmian i „zrobienie kroku naprzód”, gdziekolwiek Bóg ich zaprowadzi. Dziś to San Antonio jest jego domem, mimo że nadal musi mierzyć się z wyzwaniami, choćby zastępując kontuzjowanych graczy, w tym oczywiście fenomenalnego Victora Wembanyamę.
Podglądanie rywali: Co Kornet sądzi o dzisiejszych Celtics?
Mimo że Kornet opuścił zespół, który w tym sezonie radzi sobie rewelacyjnie (24-14 na Wschodzie, mimo absencji Jayson Tatum z powodu zerwanego ścięgna Achillesa) – a Boston w międzyczasie pożegnał również Jrue Holidaya i Kristapsa Porzingisa w ramach cięć kosztów – ma pozytywny ogląd sytuacji.
Kiedy zapytano go o wrażenia z oglądania dawnych kolegów, jego analiza trafia w sedno tegorocznej filozofii gry Celtics. Zamiast skupiać się na indywidualnych statystykach, widzi zmianę mentalną:
„Szczerze mówiąc, energia, siła i ruch, ten mały chaos, z jakim grają,” odpowiedział Kornet, opisując wrażenia. „Gra znacznie więcej młodych skrzydłowych, więc jest w tym duża energia, czuję, że wszyscy podnoszą obciążenie ofensywnie. Szczerze mówiąc, fajnie jest widzieć, jak grają szybko, swobodnie i agresywnie, reagując bardziej na bieżąco. To fajne do oglądania, ponieważ oczywiście jest tu wielu mądrych graczy, którzy mają zdolność do robienia takich rzeczy. Oczywiście Jaylen (Brown) był niesamowity i przejął większą rolę, był świetny. Tak więc fajnie jest patrzeć, jak każdy robi ten kolejny krok dla siebie i dla drużyny.”
Widać, że Kornet docenia przejście Celtics w tryb „zero hamulców”, gdzie ciężar gry spoczywa na barkach zawodników takich jak Brown, a mniejszy nacisk na ściśle kontrolowaną grę z dużą liczbą podań ustąpił miejsca czystej fizyczności i spontaniczności. Były rezerwowy centra Celtics dostrzega tę ewolucję, nawet siedząc po drugiej stronie barykady w Teksasie.









