Czy Tyrese Maxey, ten diabelsko szybki rozgrywający z Filadelfii, naprawdę ma MVP w zasięgu ręki? Podczas gdy jedni wciąż mówią o Elitarnym Shaiu, Maxey nie tylko dotrzymuje kroku, ale zaczyna wyprzedzać legendy Sixers we własnej hali. Przygotujcie się na analizę latającego skrzydłowego, który spokojnie burzy historyczne księgi rekordów.
Tyrese Maxey: MVP-kaliber na parkietach Wschodniej Konferencji
Philadelphia 76ers ma w Tyresie Maxeyu prawdziwego klejnot, a obecny sezon to absolutna eksplozja talentu. Ten były wybór pierwszej rundy nie tylko stał się pełnoprawnym liderem, ale zdominował statystyki w sposób, którego mało kto się spodziewał. Warto podkreślić, że Maxey prowadzi w całej lidze w liczbie minut spędzonych na parkiecie, co samo w sobie świadczy o jego niezastąpionym statusie dla Szóstek. Jeszcze bardziej uderzające jest to, że z 24 meczami z co najmniej 25 punktami, ustępuje w tej kategorii tylko i wyłącznie panującemu MVP, Shaiowi Gilgeous-Alexanderowi – to już jest Liga Mistrzów koszykówki, Panie i Panowie.
Maxey, który przewodzi gracze Wschodniej Konferencji w głosowaniu na All-Star, pędzi po rekordy klubu. Prognozy mówią, że ma szansę zanotować oszałamiające 304 celne trójki w jednym sezonie. To epicka przeszkoda, biorąc pod uwagę, że dotychczasowy rekord Sixers, ustanowiony przez J.J. Redicka w 2018 roku, wynosił 204. W meczu noworocznym przeciwko Dallas Mavericks, Maxey dołożył cztery „oczka” z dystansu, kończąc spotkanie ze świetnymi 34 punktami i 10 asystami. Nawet Jason Kidd, szkoleniowiec Mavs, musiał skłonić głowę: „Jest All-Starem. To jeden z najbardziej obiecujących młodych graczy w tej lidze. Zawsze to powtarzałem – on stale dodaje coś do swojej gry”.
Czy on naprawdę jest już „tym” facetem dla Sixers?
Maxey już w zeszłym sezonie pokazał przebłyski gwiazdy, kwalifikując się do All-Star Game, ale tegoroczna ewolucja jest fenomenalna. Absolwent Kentucky notuje karierową średnią 30,9 punktu i 7,2 asyst. Jest jedynym zawodnikiem na Wschodzie rzucającym średnio ponad 30 „oczek” na mecz. Kluczem jest tu niesamowita efektywność z dystansu – oddaje 9,3 próby za trzy na mecz, a jego 110 trafionych trójek plasuje go w czołówce ligi. Już i tak diabelnie szybki i obdarzony łatwością wykańczania akcji pod koszem, Maxey, stając się elitarnym strzelcem za trzy, wyrasta na jednego z najbardziej kompletnych graczy w NBA. Uważne oko ekspertów to potwierdza. Jak ujawniła Ramona Shelburne z ESPN, latem wewnątrz organizacji Sixers nastąpił zwrot akcji: Maxey został uznany za „franchise’owego” gracza. Powiedziała: „Czuję, że to jest drużyna Tyrese’a Maxeya… Szóstki musiały się przestawić – i okazuje się, że Tyrese Maxey jest naprawdę dobry, i on jest teraz franczyzą”.
Tempo szalone, liczby obłędne: Maxey nie zwalnia
Od pierwszego gwizdka do końcowej syreny, to jest breakneck pace, o którym sam LeBron James wspomniał w grudniu, porównując dynamikę Maxeya do swojej: „Gwarantuję, że jego tempo jest o wiele szybsze niż moje w tych czasach. Ale uwielbiam ten sukces i pokorę, z jaką Tyrese to robi, a to zaczyna się od jego rodziny. On po prostu w pełni wykorzystuje okazję, jaka go spotkała, i wycisnął z niej maksimum”.
Maxey jest silnikiem ofensywnym Sixers, regularnie prowadząc zespół w punktach i notując średnią 39,9 minuty na mecz – to absolutny top w NBA. Ta ciągła obecność na parkiecie, połączona z morderczą produktywnością, ustawia go idealnie na drugą wizytę w Meczu Gwiazd. Jeśli utrzyma to szalone tempo, kwestią czasu jest, zanim samotnie zapanuje nad listą graczy Sixers z największą liczbą trójek w jednym sezonie – to osiągnięcie, które formatuje się na pobicie jeszcze przed rozpoczęciem playoffów.









