Mitchell Robinson, centrowy New York Knicks, mimo niedawnej operacji, już dostarcza kibicom rozrywki, odkopując jeden z najdziwniejszych, a zarazem najzabawniejszych wątków minionych playoffów. Jego najnowszy wpis w mediach społecznościowych zmusza fanów do ponownego przeżycia legendarnej „historii uzdrawiania” związanej z Jordanem Clarksonem i OG Anunobym. Czyżby ta lekka szopka stała się nowym, nieoficjalnym talizmanem drużyny z Nowego Jorku?
Czy Mitchell Robinson potrzebuje „magii” Clarksona na rekonwalescencję?
Po niedawnej operacji, Mitchell Robinson zdecydował się na wpis na Instagramie, który natychmiast wywołał falę komentarzy wśród fanów Knicks. Post nawiązywał wprost do słynnej już rutyny „uzdrawiania” praktykowanej przez jego kolegę z drużyny, Jordana Clarksona. Amerykanin podziękował Clarksonowi w opisie, co naturalnie ożywiło dyskusje na temat tego lekkiego akcentu, który zyskał status ulubieńca publiczności w trakcie play-offowej batalii Nowojorczyków.
Ten żartobliwy gest, choć ewidentnie robiony z przymrużeniem oka, doskonale obrazuje chemię panującą w szatni Knicks, która była kluczowa podczas jednego z najbardziej udanych okresów dla tej franczyzy od dekad. Dla Robinsona, który rozpoczął proces rehabilitacji, post ten jest także wyraźnym sygnałem pozytywnego nastawienia. W kontekście rekonwalescencji Robinsona, żart sugerujący, że być może znów wykorzysta się „wyjątkowe zdolności uzdrowicielskie” Clarksona, brzmi zarówno optymistycznie, jak i komicznie.
Jak Jordan Clarkson nieoczekiwanie został nieoficjalnym medykiem Knicks
Cała reputacja Clarksona jako „uzdrowiciela” narodziła się podczas pierwszej rundy playoffów przeciwko Atlanta Hawks. Problem pojawił się, gdy OG Anunoby podkręcił kostkę w Meczu Numer Jeden i z trudem dotarł na ławkę. Wtedy właśnie Clarkson przysiadł obok niego i zainicjował swój kultowy gest „uzdrawiania”.
Jak relacjonował sam Clarkson w rozmowie z New York Daily News w tamtym czasie, Anunoby poprosił go o pomoc przy kostce: „Podszedł do ławki i poprosił, żebym to zrobił dla jego kostki. Usiadłem obok niego. Wrócił na parkiet. Potrzebujemy go na boisku, więc zrobię wszystko, co muszę, żeby utrzymać go w grze”. Clarkson opisał swoją metodę jako posypanie kolegi z drużyny „trochą magii”. Dodał: „Posypałem go odrobiną przyprawy, stary. Właśnie odrobiną magii”.
Efekt? Anunoby wrócił na parkiet, spędził na nim aż 38 minut (najwięcej w zespole) i zdobył 18 punktów, znacząco przyczyniając się do kluczowego zwycięstwa Knicks. Ten incydent tylko podsycił legendę akcji Clarksona.
Anunoby wcześniej dziękował Clarksonowi za leczenie nadgarstka
Co ciekawe, incydent z kostką nie był pierwszym razem, kiedy Anunoby przypisał Clarksonowi cudowne zdolności regeneracyjne. Kilka tygodni wcześniej, podczas meczu z Memphis Grizzlies, Anunoby doznał kontuzji nadgarstka tuż przed końcem drugiej kwarty. Po konsultacji z głównym fizjoterapeutą Knicks, Anthonym Goenagą, Jordan Clarkson ponownie wykonał swój rytuał.
Anunoby później, już z uśmiechem, przyznał, że to zasługa kolegi: „Jordan wyleczył mój nadgarstek” – powiedział Anunoby po meczu. Skrzydłowy wrócił na boisko i zdobył 18 ze swoich 25 punktów już po tym zdarzeniu, napędzając mitologię „magii” Clarksona przy linii bocznej.
Rutyna Clarksona zyskała też sporą popularność wśród filipińskich fanów koszykówki. Jako zawodnik z filipińskim dziedzictwem (ze strony matki), który reprezentował już kadrę Filipin, Clarkson jest tam jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci sportowych. Chociaż jego „uzdrowicielskie moce” to oczywiście żart koleżeński, niektórzy fani na wesoło łączą tę ceremonię z tradycyjnymi praktykami ludowymi, takimi jak te stosowane przez albularyo (uzdrowicieli) na filipińskiej prowincji. Clarkson nigdy nie sugerował, by jego gest miał być czymkolwiek innym niż humorem, ale ten powtarzający się dowcip tylko zwiększył jego popularność zarówno wśród fanów Knicks, jak i w kraju pochodzenia jego rodziny.
Czy chemia w drużynie Knicks potrafi zdziałać cuda w Finałach NBA?
Choć „moce uzdrowicielskie” Clarksona stały się bieżącym żartem, ta anegdota odzwierciedla coś ważniejszego w tym zespole Knicks. Koleżeństwo i niesamowita chemia panująca w szatni były widoczne przez cały sezon, prowadząc New York do ich pierwszego Finału NBA od 1999 roku pod wodzą trenera Mike’a Browna [uwaga: w materiale źródłowym błędnie podano trenera Mike’a Browna, był to Tom Thibodeau].
Wpis Robinsona jest kolejnym dowodem tej więzi. Oczywiście, fani raczej nie oczekują, że „magia” Clarksona przyspieszy powrót środkowego do pełnej sprawności. Jednak bieżąca historia sugeruje, że ten weteran o filipińsko-amerykańskich korzeniach już zyskał status jednego z najzabawniejszych amuletów szczęścia w zespole. A na podstawie ostatniej wiadomości Robinsona, jego reputacja tylko rośnie.









