Cleveland Cavaliers, po chaotycznym starcie sezonu, zdają się wreszcie odnaleźć swój rytm, wygrywając cztery mecze z rzędu. Gdy na parkiecie brakuje kluczowych graczy, tacy liderzy jak Donovan Mitchell wchodzą na absolutnie niebotyczny poziom, co stawia ich w świetle latarni jako realne zagrożenie we wciąż otwartej Konferencji Wschodniej.
Czy Banchero sam wyciągnie Orlando z bagna? Sprawiedliwość dla Mitchella
Środowe starcie, zwieńczone drugim zwycięstwem nad Orlando Magic, potwierdziło pewną hipotezę: kiedy Donovan Mitchell jest w transie, nic go nie zatrzyma. Mówimy o zawodniku, który, zdaniem wielu, niesłusznie został pominięty w zestawieniu startujących All-Star. Ostatnie cztery spotkania to pokaz brutalnej siły: Mitchell notuje średnio 37 punktów na niesamowitej efektywności 49% z gry. W ostatnim meczu załadował 45 punktów, a jego „halftime buzzer-beater” był wisienką na torcie jego dominacji. To jest styl gry, który mówi wprost: „Widzieliście, co mnie ominęło? Teraz patrzcie, co straciliście!”.
Zanim przejdziemy do Cavaliers, musimy oddać sprawiedliwość Paolo Banchero. Młody skrzydłowy Orlando zanotował jedną ze swoich najbardziej wydajnych gier w karierze – 37 punktów i 10 zbiórek, trafiając 13 z 21 rzutów z gry. Banchero robił absolutnie wszystko, co do niego należało, zyskując faul za faulem. Jednakże, pojawia się gorzka refleksja: Orlando potrzebuje wsparcia. Drużyna zdobyła tylko 61 punktów w pozostałej części składu! Nawet jeśli z wyjściowej piątki brakowało tak ważnego gracza jak Franz Wagner, dysproporcja jest uderzająca. Jeśli Magic chcą myśleć o realnej walce na Wschodzie, ich druga linia musi nagle zacząć dostarczać regularnie punkty. Banchero nie może być sam z tym ciężarem.
Jak to skomentowano w analizie po meczu:
„Rest of the Magic combined to score just 61, and they had no answers for Donovan Mitchell. This team needs something additional.”
Przytłaczający brak wsparcia dla Banchero sprawił, że Donovan Mitchell mógł w pełni wykorzystać swoją wściekłość po pominięciu w wyborze gwiazd. Po takim występie, jego siódmy występ w All-Star Game jako rezerwowy wydaje się formalnością, a jego kandydatura do składu All-NBA Pierwszej Piątki nabiera rumieńców.
Cavaliers osiągają tryb „endżajnu” – Liderzy zaskakują
Trzecia i kluczowa obserwacja dotyczy samych Cavaliers, którzy z bilansem 28-20 wracają na scenę jako poważna siła. Ten zespół, pomimo początkowych problemów, zaczyna wyglądać dokładnie tak, jak przepowiadali mu eksperci przed sezonem. Donovan Mitchell jest nie do zatrzymania, ale inni robią swoje.
Zaskakuje solidność Jaysona Tysona, który dzięki kontuzjom rywali wskoczył na bardziej znaczącą rolę i okazał się niezawodnym ogniwem. Jednocześnie Evan Mobley, choć może nie świeci statystykami w ataku tak jasno jak Mitchell, jest tytanem w obronie, blokując dosłownie każdy rzut, oraz coraz pewniej angażuje się w ofensywę. Kluczowa jest chemia – widać, że ci gracze naprawdę lubią ze sobą grać.
Ten moment idealnie zbiega się z poprawą kondycji kadrowej. Powroty Sama Merrilla i DeAndre Huntera natychmiast wzmocnią rotację na obwodzie. A co będzie, kiedy do gry wróci Darius Garland? To jest pytanie, które spędza sen z powiek trenerom w Celtics czy Bucks. Cavs są obecnie na fali wznoszącej, a ich nadchodząca seria wyjazdowa na Zachodzie będzie prawdziwym poligonem doświadczalnym. Jeśli utrzymają tę intensywność, Wschód będzie musiał się z nimi liczyć, niezależnie od tego, jakiego ruchu dokonają na rynku transferowym. Ten zespół pnie się w górę, a ich moment na dominację wydaje się nadchodzić.









