W świecie NBA, gdzie medialny szum potrafi szybko pogrzebać karierę, Paul George w Filadelfii 76ers znalazł się pod psychiczną presją. Po fatalnym starcie i falach krytyki, które okrzyknęły go mianem „skończonego”, teraz wydaje się, że skrzydłowy odnajduje swój rytm. Czy to tylko chwilowy przebłysk, czy może mistrz powraca, by uratować zawiłą układankę Sixers?
Czy „PG” naprawdę był „washed”? George odpowiada hejterom
Philadelphia 76ers, mimo licznych perypetii kadrowych i kontuzji, wciąż tli się nadzieją na zaistnienie w play-off. Największą niewiadomą pozostaje forma Paula George’a, który opuścił początek sezonu, rekonwalescencyjnie dochodząc do pełni sił po urazie, nadszarpującym jego debiut w barwach Siódemek. Wielu ekspertów i kibiców zaczęło już machać białą chusteczką, widząc w nim gracza, który na zawsze wypadł z grona All-Star.
Jednak ostatnie występy George’a, zwłaszcza ten spektakularny przeciwko Atlanta Hawks, dodały skrzydeł nie tylko jemu, ale i całej organizacji. Sam zawodnik nie zamierza dłużej znosić zarzutów o „przemijanie” i postanowił się do nich odnieść.
Tłumacząc swoje letnie zmagania i reakcję na krytykę, George stwierdził:
„Cóż, zanim tu trafiłem, kończyłem jeden z moich najbardziej efektywnych sezonów. Byłem wtedy All-Star. Nie sądziłem, że tak szybko stanę się 'skończony’, ale wiedziałem. Wiedziałem, że w tej lidze liczy się to, co robisz tu i teraz, a oni mają tendencję do zapominania o wszystkim, co dotychczas osiągnąłem. To była dla mnie pewna motywacja, by latem wyleczyć się i pozwolić reszcie potoczyć się sama.”
Ten mentalny reset jest kluczowy. George ma świadomość, że w NBA liczy się teraźniejszość, a jego dotychczasowe zasługi, choć imponujące, bledną wobec aktualnej formy.
Jak weterani podtrzymują ogień Sixers?
Obecny bilans 76ers (14-11) to w dużej mierze zasługa fenomenalnej gry Tyrese’a Maxeya, który eksplodował formą i regularnie notuje ponad 30 punktów na mecz. Choć Maxey zdejmuje z barków George’a i Joela Embiida duży ciężar, to właśnie ta dwójka, obciążona zarówno gigantycznymi kontraktami, jak i historią kontuzji, musi dostarczać stabilności, by myśleć o głębszym progresie w Konferencji Wschodniej. Philadelphii brakuje pewności siebie w głębokim etapie rozgrywek, co w czasach, gdy Embiid jest niepewny, a George wraca po przerwie, jest problemem krytycznym.
W pierwszych tygodniach sezonu sztab szkoleniowy ostrożnie zarządzał minutami George’a, często sadzając go na ławce w drugich częściach meczów rozgrywanych dzień po dniu (back-to-back). Stopniowo jednak obciążenie wzrasta, a rezultaty są coraz lepsze. Trzy z ostatnich czterech spotkań przyniosły George’owi minimum 20 oczek, co niezbicie dowodzi, że wciąż posiada on atrybuty, by być istotnym ogniwem w ofensywie.
Warto zwrócić uwagę, że debiutant VJ Edgecombe, który miał być iskrą zapalną, po początkowym błysku lekko przygasł, co jest naturalnym zjawiskiem w kontakcie z lepiej przygotowanymi defensywnie rywalami. Młodzi potrzebują czasu, a George musi stanowić bufor bezpieczeństwa i podbijać pułap drużyny, dopóki młodzież nie ugruntuje swojej pozycji.
Czy stabilizacja George’a to bilet do Elity Wschodu?
Gdyby Maxey musiał pauzować na dłużej, nagła utrata jego punktów mogłaby zniszczyć całe dotychczasowe momentum 76ers. Dlatego pozytywny wpływ posiadania George’a w większej roli, grającego na wysokim poziomie, jest nieoceniony. To umożliwia Sixers przejście do bardziej zrównoważonej i wszechstronnej ofensywy, co – paradoksalnie – może pomóc w zarządzaniu obciążeniem fizycznym starszych graczy.
Powrót Paula George’a do formy gracza, z którym można wiązać realne ambicje mistrzowskie, drastycznie podnosi sufit możliwości 76ers, zwłaszcza jeśli Joel Embiid odzyska choćby ułamek swojej MVP-owskiej formy. Obaj ci zawodnicy są jednak dużymi zmiennymi – jedno niefortunne załamanie zdrowotne może pogrzebać cały sezon, ale obaj mogą także dać fanom realną nadzieję na walkę o tytuł.
Obecna Konferencja Wschodnia jawi się jako nieco słabsza niż w poprzednich latach, co daje Philadelphia marzenia o osiągnięciu czołowej czwórki. Poprawiająca się gra George’a i jego deklarowana pewność siebie w kontekście przełamania złej passy to z pewnością dobra wiadomość dla kibiców walczących o sukcesy w tym sezonie.









