Koniec pewnej ery w Orlando, początek rewolucji w Nowym Orleanie. Mimo nieoczekiwanego zwolnienia, Jamahl Mosley zdążył znaleźć już nowy dom, a decyzja Pelicans budzi spore emocje. Czy ten trenerski ruch to strzał w dziesiątkę, czy może kolejny skok na głęboką wodę dla organizacji z Luizjany? Przyjrzyjmy się, dlaczego Mosley, mimo wczesnego pożegnania z Magic, został wybrany, by poprowadzić pelikany do chwały.
Jamahl Mosley: Od zwolnienia do nowego pięcioletniego kontraktu w pięć sekund
Świat NBA zafascynowany jest nagłymi zwrotami akcji, a przeprowadzka Jamahla Mosleya z Orlando Magic do New Orleans Pelicans to podręcznikowy przykład. Jeszcze niedawno Mosley musiał opuścić Florydę, pomimo solidnych postępów, a już teraz wiemy, że związał się z Pelicans pięcioletnim kontraktem. To potężna deklaracja wiary ze strony zarządzających z Luizjany.
Jak donosił Shams Charania z ESPN, Mosley obejmuje stery po tymczasowym szkoleniowcu Jamesie Borrego, który również był kandydatem do objęcia tej roli, ale ostatecznie musiał uznać wyższość bardziej doświadczonego Mosleya. W kontekście poszukiwań, na stole leżało nawet nazwisko byłego All-Stara, Rajona Rondo, ale zarząd Pelicans postawił na sprawdzone schematy budowania ekipy.
Charania, ujawniając szczegóły transferu, podkreślił, że Mosley przyjmuje posadę po pięciu sezonach w Orlando, gdzie zdołał doprowadzić Magic do trzech kolejnych występów w fazie posezonowej. To imponujące osiągnięcie, zwłaszcza biorąc pod uwagę początkowy stan przebudowy drużyny.
W jednym ze swoich wpisów Charania napisał: „(…) Mosley obejmuje stanowisko trenera głównego franczyzy na pięcioletni kontrakt, jak donoszą źródła ESPN. Mosley przyjmuje ofertę Pelicans po pięciu sezonach w Orlando, gdzie poprowadził Magic do trzech kolejnych występów w playoffach” (tłumaczenie własne).
Czy Pelicans mają ten sam profil co Magic po przebudowie?
Najbardziej intrygujący jest powód, dla którego Pelicans zdecydowali się na Mosleya. Według doniesień, kluczowe osoby w zarządzie Pelicans utrzymywały ciągły kontakt z Mosleyem od momentu jego zwolnienia z Magic 4 maja. Formalne spotkanie nastąpiło w ubiegłym tygodniu na pokazowym drafcie NBA w Chicago.
Zarząd Pelicans uważa, że obecny stan drużyny New Orleans jest analogiczny do sytuacji, jaką Mosley zastał, gdy przejął przebudowujące się Orlando w 2021 roku, po fatalnym sezonie zakończonym 21 zwycięstwami. Ta strategia w Orlando przyniosła wymierne efekty: poprawa sezon po sezonie, a następnie regularne awanse do playoff.
Co jest znakiem rozpoznawczym trenera Mosleya? Defensywa. Jak zauważył Charania: „Źródła podają, że czołowi urzędnicy Pelicans utrzymywali stałą komunikację z Mosleyem od momentu, gdy został on zwolniony przez Magic 4 maja, a obie strony formalnie spotkały się twarzą w twarz w zeszłym tygodniu na pokazowym drafcie NBA w Chicago. Pelicans wierzą, że franczyza znajduje się w punkcie podobnym do planu rozwoju Mosleya przy przejmowaniu przebudowujących się Magic w 2021 roku po sezonie z 21 wygranymi. Doprowadziło to do sezonowej poprawy, a następnie do występów w playoffach. W Orlando Mosley budował zespoły zakotwiczone w silnej obronie, z Magic zajmującymi trzecie miejsce w lidze pod względem defensywy ogółem w sezonie 2023-24 i drugie miejsce w sezonie 2024-25” (tłumaczenie własne).
Wcześniejsze rozstanie Mosleya z Orlando miało związek z „wypaleniem” po tym, jak Magic nie zdołali awansować dalej w playoffach, mimo prowadzenia w serii 3-1 z Detroit Pistons. Ta gorzka porażka być może przyspieszyła jego odejście z Florydy, ale otworzyła mu drzwi do Luizjany, gdzie ma za zadanie przywrócić Pelicans do fazy posezonowej po dwóch nieobecnościach.
Czy rewolucja Mosleya będzie oznaczała trzęsienie fundamentów w Pelicans?
Zatrudnienie nowego head coacha to zawsze sygnał, że organizacja zamierza dokonać pewnych korekt – a w przypadku Pelicans mogą one być radykalne. Pytanie brzmi, czy Mosley będzie miał pełną swobodę w przebudowie składu, czy też będzie musiał pracować z aktualnym zestawem zawodników, który ostatnio zawiódł w kluczowych momentach.
Pojawiają się spekulacje, że klub może rozważyć transfer skrzydłowego Treya Murphy’ego III. To jeden z najlepszych graczy Pelicans, ale jednocześnie posiada on znaczną wartość handlową. Biorąc pod uwagę, że Pelicans nie posiadają swojego wyboru w pierwszej rundzie tegorocznego draftu NBA, wymiana Murphy’ego na cenne prawa do wyboru może być kuszącą opcją dla Joe Dumarsa i zarządu.
A co ze Świętym Graalem organizacji – Zionem Williamsonem? Choć Zion zanotował solidny sezon, jego historia jest naznaczona ciągłymi problemami zdrowotnymi, co sprawia, że trudno na nim polegać w perspektywie długoterminowej. Możliwe, że Pelicans zaczną sonduować rynek, badając, jakie oferty mogliby otrzymać za swojego utalentowanego, ale kruchego pod względem zdrowia, silnego skrzydłowego.
Choć dyrektor operacji koszykarskich Joe Dumars niedawno publicznie zapewniał media, że klub zamierza zatrzymać Williamsona i koncentruje się na powrocie do playoffów, to zatrudnienie Mosleya, trenera z silnym profilu defensywnym, może wymusić przewartościowanie priorytetów sportowych. Przejście Mosleya i potencjalne roszady kadrowe to sygnał, że w powietrzu Pels wisi zapach zmian, które mogą zdefiniować przyszłość tej drużyny na najbliższe lata.









