Los Angeles Lakers, mimo kosmicznej formy duetu LeBrona Jamesa i Luki Dončića, notują serię porażek, co budzi niepokój w Mieście Aniołów. Czy to tylko chwilowy kryzys zdrowotny, czy może głębszy problem z chemią w zespole, który pod lupą byłego centra NBA, Kendricka Perkinsa, jawi się jako zbiór indywidualności, a nie prawdziwa drużyna?
Czy Lakers to banda indywidualistów, a nie zgrany kolektyw? Kontrowersyjna diagnoza Perkinsa
Los Angeles Lakers przeżywają trudny okres, szczególnie w obliczu kontuzji Austina Reavesa. Choć gwiazdy takie jak LeBron James i Luka Dončić dostarczają statystycznie fenomenalnych występów – co jest oczywiste, gdy te dwa nazwiska są obecne na parkiecie – bilans ostatnich pięciu meczów mówi sam za siebie: cztery porażki. Porażki z teoretycznie słabszymi rywalami, jak Sacramento Kings czy Charlotte Hornets, sugerują, że coś jest fundamentalnie nie tak.
Były centri NBA i analityk, Kendrick Perkins, nie owijał w bawełnę, uderzając w samą istotę problemu Lakers. Według niego, największą zmorą mistrzowskiego kandydata jest egoizm na boisku.
„To jest banda indywidualistów. Pokazują się do pracy, wykonują swoje zadania, każdy idzie w swoją stronę i tak prezentują się na parkiecie. Kiedy masz drużyny defensywne z indywidualnościami, które wyglądają tak, jak oni, nie są zgrani, to na pewno nie mają chemii poza boiskiem” – grzmiał Perkins.
Perkins sugeruje, że mimo imponujących liczb Jamesa czy Dončića, które oczywiście świetnie wyglądają w rubryce „Indywidualne statystyki gracza”, nie przekłada się to na zwycięstwa. Jego zdaniem, kluczowym problemem jest obrona, która przy braku synchronizacji staje się łatwym celem dla rywali. Jak widać, w obecnej konfiguracji grają o swoje CV, a nie o tytuł.
Brak chemii poza parkietem: Obiad z drużyną czy tylko grupowy czat bez aktywności?
Kolejnym punktem zapalnym, na który wskazał Perkins, jest kwestia budowania więzi poza parkietem, która jest fundamentem dla każdej elitarnej drużyny. W NBA mówi się, że prawdziwy duch tworzy się przy wspólnych kolacjach, w grupowych czatach czy na nieobowiązkowych spotkaniach po treningach. Perkins podał pod wątpliwość samą definicję „drużyny” w kontekście Jeziorowców.
„Czy ty miałeś czelność nazwać Lakers drużyną?” – zapytał Perkins na antenie NBA Today. – „To nie jest drużyna, to jest zbiór jednostek. Założę się o wszystko, co mam, że u Lakers nie ma grupowego czatu. A jeśli jest, to nikt tam nic nie pisze. Założę się, że nie ma wspólnych kolacji na wyjazdach.”
Te słowa uderzają w czuły punkt. Kiedy Lakers wygrywali, potrafili kontrolować mecze i pokazywać spójność. Teraz, gdy brakuje jednego kluczowego elementu układanki (Reavesa), cała konstrukcja się chwieje, co potwierdza, że fundamenty są słabe. Presja na zespole z Los Angeles jest olbrzymia – gorący start ustawił poprzeczkę na poziomie elity Zachodu, a obecna seria porażek spycha ich w głąb tabeli.
Czy okno transferowe uratuje tę galaktyczną trójkę?
Naturalnie, gdy pojawia się kryzys, kibice i analitycy szukają ratunku w biurze zarządu. Wkrótce do gry wróci Austin Reaves, który ma stanowić trzeci element tej ofensywnej układanki. Wizja LeBrona, Dončića i Reavesa jako Big Three brzmi kusząco, ale problem leży gdzie indziej. Jak słusznie zauważył Perkins, defensywa Lakers jest dziurawa jak sito. Rywale regularnie karzą ich otwartymi rzutami za trzy punkty i łatwymi koszami pod obręczą.
Okienko transferowe to szansa, ale Lakers dysponują ograniczonym zasobem aktywów. Plotki sugerują, że kierunek obrany przez Lakers to raczej ostrożne planowanie perspektyw na przyszłość, niż szalone wymiany teraz. Oznacza to, że obecny rdzeń zespołu najprawdopodobniej będzie musiał doprowadzić ich do play-offów.
Zatem, jeśli nie nastąpią spektakularne wzmocnienia, to zawodnicy, którzy obecnie noszą żółto-fioletowe barwy, sami zdecydują o swoim losie. Jedyną nadzieją jest to, że Kendrick Perkins zostanie udowodniony jako człowiek, który się mylił co do chemii – że mimo wszystko, potrafią oni znaleźć tę siłę w zespole i „hustle”, aby wznieść się ponad indywidualne ambicje, zanim zima w Kalifornii stanie się całkiem mroźna.









