Dzień bez sędziego? Dramatyczna sytuacja w meczu 76ers kontra Magic obiegła parkiety NBA, a winowajcą niekontrolowany pęd podczas akcji pod koszem. Choć dyskusja o decyzjach arbitrów to chleb powszedni kibiców, tym razem uwaga skupiła się na stanie fizycznym jednego z najbardziej rozpoznawalnych twarzy sędziowskiego grona – Billa Kennedy’ego. Jego kontuzja zmusiła sędziów do zejścia z parkietu, pozostawiając koszykarzy w niecodziennej sytuacji.
Amputacja sędziego w trakcie spotkania – dramat na wózku inwalidzkim
W końcówce pierwszej kwarty elektryzującego starcia Philadelphia 76ers z Orlando Magic, doszło do scen, które rzadko oglądamy w najlepszej lidze świata. Weteran gwizdka i legenda sędziowskich wyzwań, 59-letni Bill Kennedy, nagle zaczął kuleć. Problem pojawił się podczas szybkiego ataku 76ers. Z relacji wynika, że Kennedy, biegnąc wzdłuż linii końcowej, sygnalizował ból. Sytuacja pogorszyła się na tyle, że po akcji Paula George’a, który zmniejszył wynik do 22-20, Kennedy nie był w stanie kontynuować.
Zaraz potem poszkodowany arbiter poprosił o przerwanie gry, kiedy Magic ogłosili czas. Jego zejście z parkietu na wózku inwalidzkim, to widok, który na pewno wrył się w pamięć obecnym na widowni. Pozostali dwaj sędziowie musieli dowieźć mecz do końca, a 76ers ostatecznie wygrali 103-91. Informacje z mediów NBA są jednoznaczne: Chris Haynes donosi, że Kennedy jest wyłączony z gry na czas nieokreślony, choć panuje optymizm, że wróci przed końcem sezonu zasadniczego w kwietniu.
Dlaczego Bill Kennedy to postać, której brakuje na parkiecie?
W świecie, gdzie kibice nie szczędzą krytyki pod adresem sędziów (czasem słusznie, czasem nie), Bill Kennedy od dawna jest wyjątkiem. To postać uwielbiana, szanowana za klarowność komunikacji z zawodnikami i trenerami. Wręcz legendarny stał się jego sposób tłumaczenia decyzji podczas trenerskich challenge’ów — zawsze animowany i, pozwólmy sobie na to słowo, widowiskowy.
Właśnie ta charyzma sprawiała, że trenerzy szukali z nim kontaktu, nawet gdy nie szukali sprawiedliwości. Świadczy o tym anegdota szkoleniowca Boston Celtics, Joe Mazzulli, który żartował z tego miesiąca, że rzucił wyzwanie proceduralne tylko dlatego, że „naprawdę chciał usłyszeć Billy’ego Kennedy’ego”. To kwintesencja jego relacji z ligą.
Zgodnie z jego biografią, sędziowanie było jego życiową pasją. Już w zeszłym tygodniu kanadyjskie media opisywały go jako „skarb narodowy”, który serwuje „mistrzowskie lekcje storytellingu”.
Od 12. roku życia na gwizdku – droga do bycia ikoną
Pochodzący z Arizony Kennedy rozpoczął swoją karierę w gwizdku mając zaledwie dwanaście lat – to ci dopiero wczesne powołanie! Po tym etapie przyszło piętnaście lat w koszykówce licealnej i dwie i pół dekady w rozgrywkach uniwersyteckich. Do tego dorzucił pięć lat w lidze CBA.
Jak donosi The New York Times, Kennedy sędziował aż 26 sezonów w NBA. Lista jego osiągnięć jest imponująca: 139 meczów play-off i sześć Finałów NBA. On sam wskazywał, że najmilszym wspomnieniem była pierwsza nominacja do Finałów w 2010 roku, kiedy sędziował starcie Boston Celtis z Los Angeles Lakers. Prawdziwy peak kariery.
Poza parkietem Kennedy aktywnie angażuje się w działalność charytatywną. Z byłym sędzią NBA, Tommym Nuñezem, prowadzi National Hispanic Basketball Classic, zbierając fundusze na rzecz młodzieży z ubogich dzielnic, a także współpracuje z Boys & Girls Club w Phoenix.
Przełamywanie barier: pierwszy otwarcie homoseksualny sędzia NBA
W męskim, często macho świecie profesjonalnego sportu, orientacja seksualna Kennedy’ego bywała punktem zapalnym. Publicznie dokonał coming outu w 2015 roku, po tym, jak były zawodnik Rajon Rondo został ukarany za skierowanie w jego stronę antygejowskiego obelgi. Kennedy jest pierwszym w historii otwarcie homoseksualnym męskim sędzią w NBA.
Co ciekawe, jego orientacja została ujawniona już w 2010 roku przez skompromitowanego byłego sędziego, Tima Donaghy’ego. Jednak, jak Kennedy wyznał ESPN, poinformował o tym już wcześniej szefostwo ligi w 1999 roku po fałszywym doniesieniu ze strony pracownicy obsługi technicznej podczas meczu Detroit Pistons.
Po incydencie z Rondem, Kennedy stanowczo oświadczył dla Yahoo Sports: „Jestem dumny, że jestem sędzią NBA i jestem dumny, że jestem gejem. Idę śladami innych, którzy się ujawnili, mając nadzieję, że wyślą komunikat młodym mężczyznom i kobietom w sporcie, że nie wolno nikomu sprawić, by poczuli wstyd z powodu tego, kim są” – to mocne słowa, które rezonują poza boiskiem.
A jak taki autorytet spędza wolny czas? Lubi piosenki Luthra Vandrossa, jego ulubiony posiłek to filet mignon popity dobrym czerwonym winem, marzy o wizycie w Jerozolimie i przy Piramidach Egipskich, a co kluczowe, jest oficjalnym królem karaoke wśród sędziów NBA. Tego faceta po prostu nie da się nie lubić.









