Przez ostatnie miesiące obserwowaliśmy, jak New York Knicks, po kluczowym wzmocnieniu w postaci Karla-Anthony’ego Townsa, budowali swoją chemię i tożsamość na parkiecie. Jednakże, gdy na horyzoncie pojawia się perspektywa sprowadzenia Greckiej Freak, cała ta starannie budowana struktura zaczyna drżeć w posadach. Czy nowojorska układanka jest gotowa na rewolucję, która mogłaby zdefiniować dekadę?
Czy Knicks naprawdę chcą oddać to, co mają, za Greckiego Potwora?
Z jednej strony kardigan Knicks utkał się z doświadczeń minionego sezonu. Grupa, która przeszła przez brutalny proces aklimatyzacji po sprowadzeniu Karla-Anthony’ego Townsa z Minnesoty, wypracowała pewną wartość na parkiecie. Ten niewymierny „zgranie” jest bezcenne, zwłaszcza po intensywnym, a ostatecznie rozczarowującym pościgu za sukcesem w play-offach. Tworzenie nowej synergii, nauka wzajemnych ruchów – to wszystko wymaga czasu.
Ale z drugiej strony… Giannis Antetokounmpo potencjalnie ląduje na targu transferowym! Pytanie brzmi: czy nie należałoby poświęcić dosłownie wszystkich zasobów, łącznie z „częściami ciała i/lub członkami rodziny”, byle tylko mieć szansę na pozyskanie Greckiej Freak? To jest dylemat na miarę greckiej tragedii w sercu Madison Square Garden.
Zanim jednak rozmowy o transferze „Giannis do Knicks” nabiorą realnych kształtów, musi zajść szereg wydarzeń. Po pierwsze, Milwaukee Bucks musieliby faktycznie wystawić go na sprzedaż. Obecnie nie dają takich sygnałów – wręcz przeciwnie, próbują wzmocnić skład, by zatrzymać Antetokounmpo. A czas tyka, biorąc pod uwagę, że do okna transferowego pozostało zaledwie sześć tygodni.
Dla samych Knicks, nawet jeśli Bucks zdecydują się na radykalne cięcie, nie ma stuprocentowej pewności, że Nowy Jork włączy się do gry, mimo że Antetokounmpo wyrażał chęć gry w MSG. Trenerzy i zarząd lubią obecny miks personalny i wierzą, że wyciągnęli wnioski z niedawnych porażek w play-offach.
Milwaukee: Czemu sprzedaż Giannisa to logistyczny koszmar
Dla Bucks stworzenie sensownego rynku dla Antetokounmpo nie będzie spacjerem. W biurach zarządczych NBA panuje niepisana reguła, że znacznie łatwiej jest wymienić gracza po sezonie niż w trakcie niego, gdy pula kandydatów – i ich finansowe możliwości – jest ograniczona.
Giannis wciąż potrafi dostarczyć towaru premium. Notuje średnie 28,9 punktu, 10,0 zbiórki i 5,8 asysty, a jego 64,1% skuteczności z gry to absolutny rekord kariery. Oczywiście, mierzył się niedawno z kontuzją łydki, przez co zagrał tylko w 18 meczach w tym sezonie. Niedawno wrócił, zdobywając 29 punktów w kontrowersyjnym zwycięstwie nad Chicago Bulls (szczególnie zapamiętany został jego „showboatowy” wsad w końcówce, który rozwścieczył Bulls).
Jak donosi weteran insider Sam Amick z The Athletic, Knicks są „całkiem zadowoleni ze swojej obecnej załogi i nie ma gwarancji, że staną się licytantami na Antetokounmpo”. Amick podkreślił, że inni czołowi pretendenci na Zachodzie – jak Thunder, Spurs czy Rockets – nie chcą zaburzać swojej stabilności transferem Giannisa. I tu dochodzimy do Nowego Jorku.
Amick podsumował to tak: „Następnie jest ten jeden zespół, w którym Antetokounmpo wyraził chęć gry zeszłego lata – New York Knicks. Do odwołania, niedawno koronowani mistrzowie NBA Cup są w pełni zaangażowani w swój obecny trzon talentu walczącego o mistrzostwo”.
Czy KAT musi ustąpić, by zrobić miejsce dla Grecji?
Esencją ewentualnego trade’u Giannis-Knicks jest konieczność pozbycia się dynamicznego skrzydłowego, Karla-Anthony’ego Townsa. Aby transakcja doszła do skutku, Knicks musieliby oddać KAT-a, plus pakiet obejmujący wybory w drafcie pierwszej rundy, być może zamiany wyborów, oraz kilku graczy uzupełniających rotację. Prawdopodobnie potrzebna byłaby ekipa trzecia, by „smarować tryby” tej skomplikowanej operacji, ale trzonem zamiany musiałoby być oddanie KAT-a za Antetokounmpo.
Niewątpliwie Knicks zainwestowali w KAT-a emocjonalnie i kontraktowo. Jednak jego historia nieprzewidywalności i notoryczne „niedociąganie” w decydujących momentach play-off jest powodem do niepokoju. Czy zarząd Knicks będzie równie oddany swojemu obecnemu podkoszowemu, gdy Bucks rzuci na stół asa w postaci Greckiej Freak? To stawia pod znakiem zapytania przyszłość Townsa w Wielkim Jabłku.









