Nadchodzące tygodnie w świecie NBA zapowiadają się niczym najlepszy thriller na rynku transferowym, a jego głównym wątkiem jest przyszłość Giannisa Antetokounmpo. Każda drużyna, od gigantów po aspirujące zespoły, z pewnością analizuje, czy ma szansę włączyć greckiego gwiazdora do swojego składu. Czy Milwaukee Bucks rzeczywiście zdołają utrzymać swojego MVP, czy czeka nas prawdziwy trzęsienie ziemi w lidze?
Kto naprawdę chce greckiego potwora? Analiza potencjalnych przystani dla Antetokounmpo
Młynek pogłosek (rumor mill) w NBA nigdy nie zwalnia tempa, ale temat Giannisa Antetokounmpo to już wyższa kategoria – to potencjalny game changer dla całej ligi. Pytanie nie brzmi czy o niego pytać, ale jak to zrobić. Zwykłe podejrzenia wskazują na stałych bywalców ligowych spekulacji: Knicks, Lakers, Warriors czy Miami Heat. Ale lista chętnych jest znacznie dłuższa i obejmuje zespoły, które niedawno próbowały swoich sił w lutym, jak Timberwolves czy Cavaliers, a także drużyny, które cierpliwie czekały na okno transferowe, jak Nets. Nie możemy też wykluczyć „dzikich kart” – Clippers, Raptors, Mavericks, czy nawet Rockets. Czy jednak ktoś prześcignie Milwaukee?
Cóż, Bucks sami mogą podjąć próbę „przestawienia trybów” w zespole i przekonać Antetokounmpo do podpisania nowego kontraktu. Lecz jeśli grecka gwiazda zdecyduje się odejść, oto najbardziej prawdopodobne cele, uszeregowane według prawdopodobieństwa i logiki.
Wielka Trójka: Najbardziej prawdopodobne kierunki transferu Giannisa
Gdy mówimy o transferze epokowym, musimy brać pod uwagę nie tylko wartość sportową, ale i preferencje zawodnika.
Lakers: Z perspektywy Antetokounmpo, Los Angeles Lakers zawsze będą na szczycie listy destynacji, jeśli zdecyduje się na opuszczenie Milwaukee. Problem polega na tym, że Lakers mają niewiele bezpośrednich aktywów, którymi mogliby satysfakcjonować Bucks. Ich siła leży w posiadaniu trzech pierwszorundowych wyborów w drafcie i elastyczności płacowej, którą można by wykorzystać w wieloskładnikowej, skomplikowanej wymianie. Jak usłyszeliśmy od jednego z dyrektorów w Konferencji Zachodniej: „Jeśli powie, że chce iść do Lakersów, by grać z Luką Dončićem (choć to osobny temat, bo LAL obecnie nie wymieni swoich aktywów za Dončicia, choć spekulacje łączą go z Dončićem, a nie Antetokounmpo w Lakers!), to zajmie to mnóstwo wysiłku, ale oni to załatwią”. To pokazuje, że siła marki i chęć gracza mogą przeważyć nad brakiem idealnego trade package.
Knicks: W Nowym Jorku od dawna tli się wzajemne zainteresowanie. Wiele wskazuje na to, że wymiana typu straight swap za Karla-Anthony’ego Townsa nie wystarczy, by przekonać Milwaukee. Prawdopodobnie Knicks musieliby włączyć do transakcji kogoś pokroju Mikala Bridgesa i przyjąć na siebie nieidealny kontrakt. Jak sugerował jeden z dyrektorów w Konferencji Wschodniej: „Mogliby zrealizować wymianę zawierającą ten kontrakt (Mylesa Turnera). Knicks i tak potrzebują silnego centra. Jeśli KAT zostanie przekierowany za młodego gracza i wybory, nie będzie to najgorsza opcja dla Milwaukee”. To skomplikowana układanka, ale New York ma zasoby, by ją finansowo i kadrowo poskładać.
Nets: Brooklyn również jawi się jako interesujący punkt na mapie dla Giannisa. By wykonać taki ruch, Bucks prawdopodobnie musieliby przejąć kontrakt Michaela Portera Jr. (lub odesłać go do trzeciej drużyny) i otrzymać od Nets młodego perspektywicznego gracza oraz pakiet czterech wyborów w pierwszej rundzie. Nets mogą mieć dość ciągłego przebudowywania, ale Antetokounmpo jest zbyt kuszącą perspektywą, by ją zignorować.
Remis i Defcon 5: Czy Bucks zablokują transfer?
Powyższe scenariusze zakładają, że Giannis faktycznie zażąda wymiany. A co, jeśli utrzyma się impas, podobny do głośnej sagi z Portland?
Bucks: Milwaukee nie wymieni Antetokounmpo, dopóki on sam nie poprosi o transfer, a póki co, nie wykazał on chęci zmiany pracodawcy. Jeśli ten impas potrwa, wszystkie plotki ucichną, a dyskusja o super-transakcji zamrze, gdy latem podpisze extension do października. Jeden z dyrektorów z Wschodu skomentował sytuację: „Ta sytuacja przypomina mi Damiana Lillarda w Portland. On nie chciał prosić o odejście, a oni nie zamierzali go ruszać, dopóki on nie poprosił. Ale im dłużej to trwało, tym gorzej było dla wszystkich”.
Cavaliers: Cleveland zaskoczyło wszystkich zimą, gdy włączyli się do gry o Giannisa, mimo wymiany z Jamesem Hardenem. Nie należy ich skreślać, zwłaszcza że motywacja jest potężna: muszą przekonać Donovana Mitchella, by został. Jak zauważył ten sam dyrektor wschodniej ekipy: „Poziom ‘Defcon 5’ dla sprawy Mitchella pojawi się, jeśli nie dotrą do Finałów lub przynajmniej do Finałów Konferencji Wschodniej. Wtedy mogą wystawić na stół (Evana) Mobleya i innego gracza – to będzie trudna propozycja dla Bucks, by odmówić”.
Miami Heat: To już niemal klisza – kiedy wielkie nazwisko ląduje na rynku, pojawia się wzmianka o Miami Heat. Czy jednak mieliby wystarczająco atrakcyjny pakiet, zbudowany wokół Tylera Herro i być może Kela’Ela Ware’a, by przekonać Bucks do rozmów? „Nie sądzę, by Heat i Giannis pasowali do siebie realnie” – podsumował dyrektor ze Wschodu.
Dzikie karty i zespoły, które muszą zrezygnować
W NBA zawsze istnieje element niespodzianki, sytuacja, której żaden analityk nie przewidział.
Reszta ligi: „Myślę, że może pojawić się niespodzianka we wszystkim” – stwierdził dyrektor z Zachodu. „Spójrzmy prawdzie w oczy, każda drużyna to rozważa, każdy właściciel chce wiedzieć: 'Jak możemy zdobyć Giannisa?’. Zatem Raptors, Celtics, czy Magic – wszyscy nad tym myślą”. Oczywiście, wola samego Antetokounmpo będzie miała decydujący głos, co utrudnia wyłonienie się zupełnie nieoczekiwanego kandydata.
Warriors: Golden State próbowało już swoich sił, ale panuje przekonanie, że Giannis woli grać w zespole, gdzie on jest najstarszym filarem drużyny, a nie w otoczeniu graczy, którzy są od niego starsi. „Nie widzę, by Milwaukee chciało pakietu z Draymondem Greenem w centrum” – dodał dyrektor z Zachodu.
Timberwolves: Wielu było zdumionych, gdy Minnesota pojawiła się w lutym jako jeden z głównych pretendentów. Teraz to tym bardziej mało prawdopodobne. „Nie wiem, na ile to było realne, oni mają niewiele do zaoferowania” – ocenił dyrektor z Zachodu.









