Pritchard inspiruje się uwagami Millera i pogrąża szanse Sixers.

Wyobraźcie sobie, że jeden z najbardziej irytujących komentatorów w historii NBA staje się nieświadomym paliwem rakietowym dla rezerwowego gracza. Payton Pritchard z Boston Celtics, człowiek, którego obecność na parkiecie potrafi być równie nieprzewidywalna co jego rzut z dystansu, wszedł na absolutnie kosmiczny poziom w kluczowym meczu playoff. Kiedy na trybunach zasiada sam Reggie Miller, dla większości to zaszczyt, dla Pritcharda – zaproszenie do werbalnej wojny na parkiecie.

Kiedy Reggie Miller podnosi ciśnienie: 32 punkty iskrą z trybun

Mówimy o starciu, gdzie stawka była niemal namacalna – powrót Joela Embiida miał odwrócić losy serii dla Philadelphia 76ers, a tu nagle wkracza rezerwowy Boston Celtics i kradnie całe show. Druga niedziela w Filadelfii przyniosła 128-96 dla Celtics i prowadzenie 3-1, ale największą sensacją nie były statystyki Jaysonem Tatumem, lecz szaleństwo Paytona Pritcharda. Z 32 punktami, pięcioma asystami i kapitalną skutecznością (12/21 z gry, 6/12 za trzy), Pritchard kompletnie zdominował parkiet. Co więcej? Rutynowo po celnym rzucie odwracał się i posyłał zacepne słowa w stronę trybun, w kierunku analityka NBC – legendy NBA, Reggiego Millera.

Wygląda na to, że obecność Millera w roli komentatora działa na Pritcharda jak adrenalina. Sam zawodnik po meczu uchylił rąbka tajemnicy na temat tej osobliwej rywalizacji: „Lubię patrzeć na Reggiego. To mój facet. Przeszliśmy razem sporo w tym roku, trochę krytyki i takie tam, ale on jest moim gościem. Zawsze mamy przyjacielską sprzeczkę.” Ta „przyjacielska sprzeczka” przełożyła się na demolkę w meczu numer cztery. W decydującym momencie, gdy Sixers desperacko walczyli o utrzymanie serii przy życiu, Miller siedział na trybunach, a Pritchard regularnie fundował mu spektakl.

Skąd wzięła się ta nietypowa vendetta: Miller i sprawa Caitlin Clark

Ta cała historia ma swoje korzenie głębiej, w pewnym kontrowersyjnym porównaniu, które miało miejsce w styczniu. Kiedy poproszono Millera o porównanie stylu gry gwiazdy WNBA, Caitlin Clark, do zawodnika NBA, legenda sięgnęła po rezerwowego Celtics. Miller stwierdził: „Podoba mi się Payton Pritchard z Bostonu, sposób, w jaki operuje piłką. Trafia dobre rzuty, gdy zegar tyka. Bardzo podobnie do tej młodej damy tutaj.”

Paradoksalnie, choć to fani Clark poczuli się urażeni (oczekiwano porównania do Curry’ego czy Dončića), to najwięcej energii w swoim celu zdaje się czerpać właśnie Pritchard. Podobny wybuch mocy zanotował już 22 lutego, gdy Celtics grali w Los Angeles, a Miller komentował mecz. Wtedy Pritchard rzucił 30 punktów na rewelacyjnym procencie 10/14! Reggie Miller, choć czerpie korzyści z tej interakcji, sam to potwierdza, traktując to jako wzajemny szacunek podszyty zdrową rywalizacją. „To mój facet. Kocham gościa. Wiele przeszliśmy razem. Szanuję tego faceta. Jest zawodnikiem, twardzielem. Nie wiem, o co chodziło w tej całej kontrowersji. Po prostu ludzie go nie znali. Przedstawiłem go Ameryce” – skomentował Miller dla transmisji NBC.

Celtics zdominowali, ale to Pritchard zmienił tempo

Oczywiście, Celtics nie wygrali tylko dzięki psychologicznej grze swojego szóstego zawodnika. Jayson Tatum zagrał arcydzieło, notując 30 punktów i 11 asyst, a Jaylen Brown dołożył 20 oczek. Jednak to jest właśnie ten moment, kiedy rola Pritcharda staje się kluczowa, zwłaszcza w kontekście powrotu Embiida. Joel, po powrocie po wyrostku robaczkowym, zanotował przyzwoite statystyki (26 punktów, 10 zbiórek), ale jego efektywność (9/21 z gry) i bilans -25 w statystykach plus/minus uświadomiły 76ers, że powrót gwiazdy to nie automatyczna wygrana.

Pritchard sam zauważył, że jego podejście do gry musiało ewoluować, by zmaksymalizować wpływ na serię. Po dwóch skromniejszych występach w pierwszych meczach (łącznie 16 punktów), w spotkaniach numer trzy i cztery zebrał się na 45 oczek! „Próbowałem zmienić energię, zmienić rytm gry. W pierwszych dwóch meczach nie podobało mi się, jak atakowałem strefę podkoszową. W tych ostatnich dwóch meczach czułem, że muszę być bardziej agresywny, schodząc niżej do obręczy (getting downhill), a to otworzyło dla mnie wszystko. A potem wszedł rzut za trzy. To było dobre” – wyjaśnił Pritchard. Jego agresywność i zdolność do kreowania sytuacji, podsycana przez Millerowskie zaczepki, okazała się decydująca w przejęciu kontroli nad tą serią playoff.

0 / 5. Ocen: 0

Maniak koszykarski od co najmniej dekady, oglądam wszystko, co się da, żeby być na bieżąco. Od kilku lat w redakcji odpowiedzialny za newsy ze świata koszykówki.

Podobne newsy

1 of 483