Nocne dylematy Lakers: Czy decyzja trenera Redicka o rotacji centrów w kluczowym momencie była genialnym ruchem, czy czystym szaleństwem? Los Angeles Lakers wygrali z Grizzlies, ale to, co działo się pod koniec czwartej kwarty, z pewnością dało do myślenia analitykom i kibicom. Odkrywamy, dlaczego Jaxson Hayes nagle zyskał minuty i jak defensywa stała się ich tajną bronią w dogrywkach.
Kontrowersyjna zmiana w malowaniu: Hayes górą nad Aytonem?
Minęło 6 minut i 20 sekund czwartej kwarty spotkania Lakers z Memphis Grizzlies. Wynik oscylował wokół remisu. Wówczas trener JJ Redick, zamiast trzymać w grze Jeksona Hayesa, który miał być zmianą na tej pozycji, postanowił wrócić do podstawowego centra, Deandre Aytona. Jednak ten eksperyment trwał oszałamiająco krótko – zaledwie 51 sekund później Redick musiał zmienić zdanie. Wrócił Hayes i to on dokończył mecz, notując 23 minuty i 11 sekund gry, co było dla niego drugim najdłuższym czasem spędzonym na parkiecie wchodząc z ławki w tym sezonie. Rezultat? Lakers odskoczyli na 10-2 w kluczowym fragmencie, uszczelniając zwycięstwo.
Kiedy po meczu zapytano Redicka o tak nagłą korektę w rotacji, odpowiedź była zaskakująco prosta i brutalnie szczera: „On grał lepiej” (przetłumaczone: „He was playing better”). W świecie NBA, gdzie decyzje trenerskie często są otoczone mgłą złożonej analizy statystycznej i złożonych instrukcji, takie stwierdzenie brzmi niemal rewolucyjnie. Hayes, zastępując Aytona, przyczynił się do tego, że Grizzlies w decydującym momencie mieli fatalną skuteczność 1 na 5 i zanotowali trzy straty. To dowód na to, że czasami instynkt trenera i „czucie gry” są cenniejsze niż skomplikowane modele predykcyjne.
Dlaczego Lakers wygrywają mecze, które powinni przegrywać? Tajna broń w „clutch time”
Wygrana z Grizzlies umocniła bilans Lakers na 21-11 i mogła być iskrą potrzebną do przełamania ostatniej słabszej passy, w której drużyna przegrała cztery z pięciu spotkań. Najbardziej imponujące jest jednak to, że Lakers pozostają niepokonani w meczach typu „clutch” (ostatnie minuty, niewielka różnica punktów) – notują bilans 11-0. Redick, co nie zdarza mu się często, wskazał na defensywę jako główny architekt tych zwycięstw.
Jak sam powiedział, analizując końcówkę: „Nie wiem, jakie są najnowsze dane statystyczne, ale nasza obrona w końcówkach jest naprawdę dobra. Myślę, że pod koniec, kiedy znowu wprowadziliśmy Jaxsona, byliśmy w stanie wykonać kilka zagrań typu 'blitz’ i wymusić straty”.
I faktycznie, „zaktualizowane dane” potwierdzają jego słowa. Lakers dominują w tej statystycznej kategorii. Są numerem jeden w lidze pod względem skuteczności rzutów z gry (FG%) w „clutch time”, pozwalając rywalom na zaledwie 34,1% trafień. Dodatkowo zajmują szóstą pozycję w rankingu skuteczności rzutów za trzy punkty (23,8%). Ich rating defensywny w tych kluczowych momentach to imponujące 89.8, co daje im pierwsze miejsce w NBA.
Redick podkreślił znaczenie organizacji obrony w półdystansie: „Chodziło o zdobycie kilku kolejnych posiadań z rzędu. Wiem, że oni zdobyli dużo punktów z kontrataków – przypisano im tylko 20 punktów z szybkiego ataku, 27 punktów po naszych stratach. Ich ofensywa pozycyjna, wiecie, pewnie mieli tam 70 punktów. Uważam, że kiedy byliśmy w stanie ustawić naszą obronę, to był jeden z naszych najlepszych meczów defensywnych od dłuższego czasu w ataku pozycyjnym”.
Rola „zbawicieli” z ławki: Czy rezerwowi zagrażają statusowi gwiazd?
W starciu z Grizzlies, Redick chwalił nie tylko swoje decyzje personalne, ale też energię wniesioną przez zawodników, którzy na chwilę przejęli role kluczowych graczy z powodu kontuzji Austina Reavesa i Rui Hachimury. Jake LaRavia (21 punktów, 9 zbiórek) i Marcus Smart (13 punktów, 8 zbiórek, 7 asyst) odegrali „masywną” rolę.
Ich wybitna gra, wynikająca z umiejętności „gwiazdorzenia w swoich rolach”, może dać zarządowi Lakers powód do zmartwień przed zbliżającym się deadline’em transferowym. Jeżeli ci gracze potrafią tak efektywnie uzupełniać braki, czy transfery Reavesa lub Hachimury staną się bardziej realne?
Redick widzi to inaczej – jako ulgę dla swoich supergwiazd: „To jest kolosalne. Patrzę na to tak: to nie może zależeć tylko od jednego faceta. Ci gracze, którzy potrafią zabłysnąć w swojej roli, robiąc te wszystkie rzeczy – czy to Smart, Vando (Jarred Vanderbilt), Jake, czy Jaxson – kiedy zbiorowa grupa gra tak jak dziś, to jest to ogromne dla naszego zespołu”.
Co ciekawe, ta solidna gra rezerwowych, zdaniem trenera, odciąża obciążenie psychiczne i fizyczne pierwszego składu: „To może zabrzmieć dziwnie, ale to, co oni robią, faktycznie zdejmuje presję i ciężar z LeBrona i Luki, a także z AR, kiedy jest w składzie. Nie jest tak, że nie prosimy tych chłopaków o szybki powrót do obrony czy o fizyczną postawę. Prosimy o to wszystko. Ale to, że ta grupa facetów akceptuje wbieganie na parkiet i bronienie z twardością, jest kluczowe”.









