Rockets rozsypali się w końcówce, a Dončić kpił z ławki.

Houston Rockets byli o krok od odwrócenia losów pierwszej rundy play-off. Zamiast tego, po katastrofalnym finiszu w trzecim meczu, stoją nad krawędzią eliminacji, co z pewnością boli nawet najbardziej zagorzałych kibiców. Jak wyglądał ten spektakularny (dla Lakers) i tragiczny (dla Rockets) odwrót akcji, który pogrążył teksańską drużynę? Przyjrzyjmy się kluczowym momentom.

Katastrofa w końcówce: Jak Rockets pozwolili Lakersom odrobić sześć punktów?

Houston Rockets byli w komfortowej sytuacji. Prowadzili sześcioma punktami na mniej niż 30 sekund przed końcem regulaminowego czasu gry, wydawało się, że pierwsza wygrana w tej serii jest w zasięgu ręki. Nic z tych rzeczy. Seria koszmarnych błędów w ostatnich sekundach sprawiła, że Rockets ulegli Lakers 112-108 po dogrywce, wpadając w niebezpieczny stan 0-3 w serii. Trener Ime Udoka nie przebierał w słowach, określając to, co się wydarzyło: „Fatalne błędy” – powiedział Udoka. „Nie wiem, czy to kwestia młodości, strachu przed momentem, czy cokolwiek innego, ale to było nie do przyjęcia”.

Drużyna Houston wydawała się kontrolować sytuację po próbach wymuszenia strat na LeBronie Jamesie, co dało im prowadzenie 101-95 w decydujących minutach. Wówczas jednak nastąpił spektakularny zwrot akcji. Marcus Smart został sfaulowany przy próbie rzutu za trzy punkty po stracie Houston i wykorzystał wszystkie trzy rzuty wolne, zmniejszając stratę do trzech punktów. To była dopiero przystawka. Chwilę później James ukradł piłkę Reedowi Sheppardowi i trafił za trzy, doprowadzając do remisu na 13 sekund przed końcem. Sheppard wziął całą winę na siebie: „To był głupi błąd w rozegraniu” – przyznał obrońca. „Powinienem był po prostu wykonać prostą akcję”.

Niepowodzenie w kluczowym momencie przypomina o ciągłej słabości tego młodego składu – niezdolności do domknięcia meczów.

Lekcja bólu i irytujący teatr na ławce rezerwowych

To, co dodatkowo podsycało frustrację koszykarzy z Houston, to obecność Luki Dončicia, który co prawda pauzował z powodu urazu ścięgna podkolanowego, ale nie zamierzał być biernym obserwatorem. Gwiazda Lakers była niezwykle aktywna na ławce. Uwieczniono go, jak reagował na niecelne rzuty Rockets, wchodził w werbalne potyczki z zawodnikami rywali i żył grą z boku boiska, gdy emocje sięgały zenitu. Choć jego zachowanie nie miało bezpośredniego wpływu na wynik, z pewnością dołożyło kolejną warstwę irytacji dla Rockets w ten trudny wieczór. To jakby oglądać, jak rywal, który ma kontuzję, z uśmiechem obserwuje twoje potknięcia.

Houston miało szansę odzyskać kontrolę. Alperen Şengün nie trafił w kluczowych sekundach z odległości siedmiu stóp, a próba rzutu za zwycięstwo na syrenie w wykonaniu Jamesa otarła się tylko o obręcz, wymuszając dogrywkę. W dodatkowym czasie gry Lakers wykorzystali swoją przewagę doświadczenia i mentalną stabilność, podczas gdy Rockets nie potrafili się pozbierać.

Czy Udoka ma rację? „Dorosnijcie!”

Udoka doskonale zdaje sobie sprawę z powtarzającego się problemu, który trapi jego zespół w tych kluczowych kwartach. „To jest oczywiście nasza słabość – domykać mecze i kończyć akcje” – stwierdził trener. „Skala błędów czy typ błędów, których dopuszczamy, jest rażąca i nie można sobie na to pozwolić”. Mimo fantastycznych indywidualnych występów – 33 punktów i 16 zbiórek Şengüna oraz 26 punktów i 11 zbiórek Amena Thompsona – zabrakło zimnej krwi w najważniejszych momentach.

Sytuacji nie pomogła nieobecność Kevina Duranta, który opuścił drugi mecz z rzędu z powodu urazu kostki. Paradoksalnie, nawet bez swojej gwiazdy, Rockets byli w stanie wygrać, co sprawia, że ta porażka jest jeszcze trudniejsza do przełknięcia. Trener Lakers, JJ Redick, podkreślił wagę wyjazdu: „Trudno jest wygrywać na wyjeździe w play-offach” – zaznaczył Redick. „A to był dla nas ogromny test”.

Udoka nie marnował czasu na analizę po meczu i od razu po spotkaniu kazał drużynie przeanalizować ostatnie 30 sekund. Jego komunikat dla młodych zawodników był brutalnie szczery: „Dorośnijcie” – przekazał. „Nie jesteście już tacy młodzi”. Şengün, choć zdruzgotany, zapowiada walkę w kolejnym starciu: „Będziemy wściekli dzisiaj, to pewne” – powiedział lider Rockets. „Ale musimy to odrzucić. Nikt się nie poddaje”.

Z Game 4 zaplanowanym na niedzielę w Houston, Rockets muszą natychmiast się zrestartować. Czy uda im się wyeliminować kardynalne błędy i utrzymać sezon przy życiu, czy pass zwycięstw Lakers zaprowadzi ich do czyszczącego zamiatania? Czasu na refleksję jest bardzo mało.

0 / 5. Ocen: 0

Maniak koszykarski od co najmniej dekady, oglądam wszystko, co się da, żeby być na bieżąco. Od kilku lat w redakcji odpowiedzialny za newsy ze świata koszykówki.

Podobne newsy

1 of 482