Rockets tracą chemię po transferze Duranta!

Houston Rockets mieli wszystko, by w tym sezonie wejść na wyższy poziom, ale zamiast tego, wydaje się, że złapali zadyszkę. Transfer Kevina Duranta miał być gwoździem do trumny dla rywali w Konferencji Zachodniej, jednak najnowsze doniesienia z szatni sugerują, że chemia w zespole jest tak słaba, że włodarze klubu już żałują tej epokowej decyzji. Czy „KD” stał się dla Rakiet bardziej obciążeniem niż zbawieniem?

Czy Houston Rockets mają syndrom „kupiliśmy go, a teraz żałujemy”?

Kiedy Houston Rockets, po sezonie, w którym niespodziewanie zajęli drugie miejsce w konferencji, zdecydowali się na wymianę po Kevina Duranta, miało to być definitywne posunięcie w kierunku mistrzostwa. Mieli już solidny trzon, a Durant, legenda ligi, miał być brakującym elementem układanki. Niestety, ta wizja rozbija się o twardą rzeczywistość. Mimo że Durant notuje kosmiczne statystyki, a Rockets okupują solidne piąte miejsce na Zachodzie, w zespole panuje głęboki dysonans.

Źródła bliskie drużynie wskazują na alarmujący spadek morale i zgrania, co rzadko bywa dobrym prognostykiem przed fazą pucharową. Jak donosi Ashish Mathur, sprawa ma się następująco:

„Niektórzy członkowie Houston Rockets żałują wymiany po Kevina Duranta zeszłego lata. Choć Durant notuje znakomite liczby, a Rockets są na piątym miejscu w Konferencji Zachodniej, chemia i koleżeństwo w zespole nie są tak dobre, jak w zeszłym sezonie – mówią źródła. 'Wielu chłopaków tęskni za Jalenem i Dillonem’ – powiedział jeden z informatorów. 'Kevin nikogo tu jeszcze nie polubił.’”

To jest sedno problemu: przepłacili za indywidualny talent, poświęcając organiczną więź, która sprawiała, że Rockets byli groźni w ubiegłym roku. Zamiast podnieść sufit, jak zakładano, obniżyli podłogę. Brak przewagi własnego parkietu w pierwszej rundzie to realne zagrożenie. Czy taki kompromis ma sens, jeśli nie prowadzi do finału? Trudno powiedzieć.

Czy utracona chemia jest warta pojedynczej legendy?

Wymiana, w wyniku której do Houston trafił Durant, w zamian za Dillona Brooksa i Jalena Greena, na papierze wyglądała jak strzał w dziesiątkę. Brooks i Green byli solidnymi, młodymi elementami, ale postrzegani jako element do przebudowy. Nikt jednak nie przewidział, jak bardzo koledzy z drużyny będą tęsknić za ich obecnością. Ofiarowano zaufanie i wzajemne zrozumienie na parkiecie dla „łowców pierścieni” z legendą na czele. Na ten moment, ten układ wygląda jak klasyczny błąd w zarządzaniu szatnią.

Oczywiście, Durant sprawia, że grają lepszą koszykówkę ofensywnie, ale defensywa i płynność akcji cierpią. W tej układance brakuje fundamentalnego elementu: klasycznego point guarda, który pociągnąłby za sobą wóz. Powrót Freda VanVleeta ma pomóc załatać dziury na parkiecie, ale jeśli problem leży w szatni i niechęci Duranta do integracji, to powrót rekonwalescenta nie naprawi atmosfery. Czy KD jest gotów ciężko pracować nad więzami społecznymi, czy tylko na boisku?

Burza wokół „konta-przynęty” Duranta: punkt zwrotny sezonu?

Wiele problemów, które teraz wychodzą na jaw, można powiązać z niesławną aferą z kontem Duranta na Twitterze podczas Weekendu Gwiazd. Plotki mówiły, że Durant, posługując się fałszywym kontem, publicznie krytykował młodych graczy Rockets, wskazując na Alperena Senguna i Jabari Smitha jako powód problemów drużyny. Choć sam Durant stanowczo zaprzeczył i odmówił dyskusji z mediami, ta sytuacja musiała uderzyć w morale.

Od tamtego momentu Rockets wyglądają na mniej zgranych, a spory między Durantem a trenerem Ime Udoką o rolę w ofensywie stały się bardziej widoczne podczas meczów. To klasyczny konflikt ego, który w najlepszych drużynach bywa tłumiony, ale tutaj wydaje się eskalować.

Houston musi teraz natychmiast przełamać ten impas. Cała ta inwestycja i poświęcenie chemii zostaną ocenione wyłącznie przez pryzmat wyników w play-offach. Jeśli Rockets znów odpadną w pierwszej rundzie, sezon ten natychmiast zostanie uznany za monumentalną porażkę, a negatywne światło padnie na Duranta jako gracza, który rozbił budowany od lat kolektyw dla identycznego rezultatu. Dyskusja o „buyer’s remorse” to dopiero początek, jeśli play-offy nie przyniosą spektakularnego sukcesu.

0 / 5. Ocen: 0

Maniak koszykarski od co najmniej dekady, oglądam wszystko, co się da, żeby być na bieżąco. Od kilku lat w redakcji odpowiedzialny za newsy ze świata koszykówki.

Podobne newsy

1 of 483