Rywale wierzą, że Karl-Anthony Towns jest na sprzedaż, mimo zapewnień Knicks.

Po niedawnym zwycięstwie New York Knicks nad Philadelphia 76ers, rozmowy na temat przyszłości Karla-Anthony’ego Townsa w Nowym Jorku znów rozgorzały na nowo. Czy nieustanne problemy z faulami i odnowione spekulacje transferowe oznaczają koniec jego pobytu na Madison Square Garden? Ta sytuacja, choć oficjalnie bagatelizowana przez zarząd, budzi spore kontrowersje wśród rywali. Czas przeanalizować, co tak naprawdę dzieje się za kulisami tej nowojorskiej sagi.

Rywale widzą szansę: Czy Towns jest na sprzedaż?

Ostatni tydzień obfitował w doniesienia, które poddają w wątpliwość status „nietykalnego” Karla-Anthony’ego Townsa. Po zaciętym meczu, w którym Knicks wygrali 112–109, a Towns musiał oglądać końcówkę z ławki z powodu nadmiaru fauli, rynkowe nastroje uległy zmianie. Jak donosi ceniony insider Marc Stein, zespoły ligowe zaczynają postrzegać sytuację inaczej, niż przedstawiał to oficjalny front office Knicks.

Stein w swoim biuletynie „The Stein Line” zaznaczył, że choć przedstawiciele Knicks starają się uspokoić nastroje i minimalizować plotki o wymianie, zwłaszcza w kontekście styczniowych problemów drużyny, to po drugiej stronie ligi panuje inne przekonanie. Jak czytamy u Steina: „W kuluarach utrzymuje się przekonanie w niektórych zespołach rywalizujących, że Towns jest w jakimś stopniu dostępny na wymianę. Albo, że Knicks przynajmniej starali się wybadać, jakie miałby zainteresowanie na rynku”. Warto podkreślić, że na razie bazujemy na percepcji, a nie na twardych dowodach, co staje się standardem w gorącym okresie przed transferowym.

Problemy z faulami: Koszmar, który powraca

Zbieżność daty publikacji raportu z kolejnym nierównym występem Townsa nie mogła być przypadkowa. W starciu z 76ers, mimo że Nowy Jork zbudował komfortową przewagę 17 punktów, ta zmalała do zaledwie sześciu oczek, kiedy Towns musiał usiąść na ławce z powodu fauli. Po tym, jak opuścił parkiet na 5:24 przed końcem, defensywa Knicks, wspierana przez Mitchella Robinsona, ostatecznie dowiezła zwycięstwo.

Tendencja Townsa do popełniania niepotrzebnych przewinień ciągnie się za nim przez całą karierę, ale w bezlitosnym środowisku nowojorskich mediów problemy te są wyolbrzymione. Nawet kolega z drużyny, Josh Hart, nie owijał w bawełnę, komentując sytuację po porażce z Golden State: „Nie wiem. Musi to on sam indywidualnie rozgryźć. Mówienie mu, by nie faulował, wydaje się nieco redundantne. Musi być mądrzejszy w kwestii pokazywania rąk w obronie, po prostu być solidniejszym. I myślę, że o to chodzi – być solidnym, bardziej poprawnym fundamentalnie. A czasem po prostu odpuścić sędziom”.

Statystyki za styczeń mówią same za siebie: Towns notuje sezonowe maksimum na poziomie 3,9 faulu na mecz, jego średnia punktów spadła do 16,6, a minuty na parkiecie skurczyły się do 28,8 na mecz. To nie jest profil zawodnika, którego chcesz mieć jako absolutny filar drużyny walczącej o mistrzostwo, zwłaszcza gdy musisz polegać na obronie.

Deklaracje zaangażowania czy gra pozorów?

Mimo narastających wątpliwości, kierownictwo Knicks stale emanuje pewnością siebie co do przyszłości Townsa. Według Sama Amicka z „The Athletic”, Nowy Jork nie prowadził żadnych rozmów handlowych dotyczących Townsa i zamierza zachować cierpliwość do końca sezonu. Amick relacjonuje: „Według źródeł ligowych i klubowych, Knicks nie angażowali się w żadne dyskusje na temat możliwej wymiany Townsa w tym sezonie i zamierzają z nim wytrwać w tym wymagającym okresie”. To zbieżne z publicznymi deklaracjami właściciela Jamesa Dolana, który upierał się, że „Ta grupa może wygrać mistrzostwo; wierzę w to”.

Co stoi za tą wiernością? Po pierwsze, głębokie więzi osobiste i zawodowe. Prezes Knicks, Leon Rose, był agentem Townsa w Creative Artists Agency, co Amick wskazuje jako kluczowy czynnik przyciągnięcia go z Minnesoty do Nowego Jorku. Po drugie, kwestie finansowe są niebagatelne. Kontrakt Towns’a opiewa na 57 milionów dolarów w nadchodzącym sezonie, a on sam posiada opcję gracza na 61 milionów w rozgrywkach 2027–28. Taka inwestycja sugeruje, że widziano w nim element budujący trzon zespołu, a nie jedynie krótkotrwały aktywo do wymiany.

Stein sceptyczny wobec transferowego trzęsienia ziemi

Nawet jeśli rywale uważnie obserwują sytuację, sam Marc Stein ma poważne wątpliwości, czy Knicks zdecydują się na tak drastyczny ruch w trakcie sezonu. Zadaje on kluczowe pytania retoryczne: „Czy Knicks, gdyby do tego doszło, byliby skłonni oddać Townsa w jakiejkolwiek wymianie, która nie obejmowałaby pozyskania Giannisa Antetokounmpo z Milwaukee?” Dalej kontynuuje: „Czy James Dolan i Leon Rose (były agent Townsa) naprawdę usankcjonowaliby jakieś drastyczne wstrząsy w trakcie sezonu i potencjalnie osłabili swój zespół, pozbywając się Townsa w połowie drogi?”. Choć Stein kończy zaznaczeniem, że „Najbliższe 10 dni na pewno nam to powie”, całościowy obraz sugeruje, że to raczej próba wybadania rynku niż realny plan działania.

0 / 5. Ocen: 0

Maniak koszykarski od co najmniej dekady, oglądam wszystko, co się da, żeby być na bieżąco. Od kilku lat w redakcji odpowiedzialny za newsy ze świata koszykówki.

Podobne newsy

1 of 482