Schröder kozłem ofiarnym Kings w obliczu kryzysu.

Sezon 2025-2026 miał być dla Sacramento Kings czasem przełomu, a zamiast tego stał się sceną dla narastającego chaosu i bolesnego rozczarowania. Drużyna, która nie zdołała znacząco wzmocnić swoich deficytów po bolesnej porażce w turnieju Play-In, teraz dryfuje w otchłani porażek, a największym absurdem jest to, kto pociąga za sznurki na parkiecie.

Dziwny miks talentu i kryzysu w Kalifornii

Sezon 2025-26 dla Sacramento Kings od początku zapowiadał się jako fascynujący eksperyment, który, jak się okazuje, zamienia się w koszmarny fresk. Po odpadnięciu z walki o fazę play-off w zeszłym roku, offseason nie szał z rozwiązaniami. Zespół postawił na Kevina Kliforda (Nique Clifford) w drafcie i podpisał trzyletni kontrakt z Dennisem Schröderem, mając nadzieję na załatanie dziury na pozycji rozgrywającego. Jakby tego było mało, tuż przed startem rozgrywek dołączył Russell Westbrook. Co jest kluczowe? Obrona? Ta pozostała absolutnie zaniedbana.

Sytuację pogorszyła kontuzja, która uderzyła w fundamenty zespołu: Keegan Murray zerwał więzadło poboczne poboczne (UCL) w okresie przedsezonowym. To bolesne, gdy tracisz kluczowego gracza typu „3-and-D” przed pełnym rokiem pracy nowego trenera, Douga Christie. Efekt? Ekipa zaczęła sezon od bilansu 3-12 i aktualnie zmaga się z fatalną serią siedmiu porażek z rzędu.

Punktem kulminacyjnym tej sportowej degrengolady stał się ostatni mecz. W starciu, które Kings przegrali, to Dennis Schröder – gracz z imponującą, ale kojarzoną z reprezentacją narodową karierą – zanotował najwięcej prób rzutów z gry. Pomyłka? Absolutnie nie. To jest właśnie problem Sacramento.

Schröder jako alfa i omega rzutów? To jest dramat

Kiedy w składzie masz graczy pokroju DeMara DeRozana, dynamicznego Zacha LaVine’a czy MVP finałów Dyngusa Sabonisa, to wizja, w której głównym „strzelcem” jest Dennis Schröder, powinna uruchomić czerwone flagi. Oczywiście, Niemiec ma za sobą pamiętne występy. Nikt mu nie odbierze prowadzenia reprezentacji Niemiec do mistrzostwa Europy w 2025 roku, co dla wielu przypieczętowało jego miejsce w gablocie sławy. Jednak liga to inna bajka.

W Sacramento gra się z zawodnikami, którzy są profesjonalnymi strzelcami. W ostatniej porażce z nienagannym bilansem 15-1 Oklahoma City Thunder, dysproporcje były aż nadto widoczne. LaVine, którego średnia kariery to ponad 21 punktów na mecz, oddał zaledwie 10 rzutów. DeRozan, który przez dwanaście sezonów z rzędu notował średnią powyżej 20 punktów, miał na swoim koncie tylko 12 prób.

Oczywiście, nawet bez Sabonisa, to jest niedopuszczalne. Schröder, mimo swojego niewątpliwego talentu, nie jest tym typem zawodnika, który powinien dominować w statystykach oddanych rzutów w zespole z takimi snajperami. Piłka musi krążyć znacznie lepiej. Statystyki rezerwowego rozgrywającego są równie zastanawiające – w ostatnich czterech startach oddawał 32 rzuty, by w dwóch meczach po powrocie na ławkę, gdy pełnił rolę „szóstego miecza”, zanotować 34 próby.

Nie ma sensu, dlaczego którykolwiek z mechanizmów, Schröder czy Westbrook, po zejściu z ławki, oddaje więcej rzutów niż kiedy zaczyna mecz. Zwłaszcza gdy obok gra „mikrofalowy strzelec” pokroju Malika Monka. Kłopoty kadrowe są wszechobecne, a to tylko jeden z najbardziej rażących objawów.

Czy Doug Christie ma jakiekolwiek recepty na ten bałagan?

Nie mam pojęcia, jak czują się fani Sacramento Kings, ale z pewnością nie jest to przyjemne uczucie. Ich trener, Doug Christie, nie raczy ich optymistycznymi komunikatami. Już w zeszłym sezonie Zach LaVine otwarcie sugerował, że „wibracje” (vibes) w zespole były niestabilne. Aktualnie, w obliczu jawnego upadku, wydaje się, że zmiany na stołku trenerskim lub w składzie to tylko kwestia czasu.

Na horyzoncie pojawiło się jednak światełko w tunelu. Przewiduje się, że Keegan Murray ma powrócić na parkiet w czwartek. To kluczowe wzmocnienie dla drużyny, która tak bardzo potrzebuje jego wszechstronności w obronie i umiejętności rzutowych.

Jednak największym problemem pozostaje sposób zarządzania rotacją, zwłaszcza minimalny czas gry dla Keona Ellisa. Ten obrońca, który potrafi odmienić oblicze defensywy, bywa sadzany na głębokiej rezerwie, nie otrzymując nawet zbliżonej liczby minut, co w poprzednich latach. Gdy zawodnik rotacyjny zbiera okrzyki z trybun w trakcie meczu typu „Chcemy (jego)!”, to jest to jasny sygnał, że coś jest fundamentalnie nie tak z decyzjami na boisku.

Kings utknęli w kosmicznym czyśćcu. Są obładowani weteranami, których za chwilę być może trzeba będzie rozliczyć transferami – DeRozan, LaVine, Sabonis i inni. Obecnie to 3-12. A co najgorsze – w ostatniej porażce to Dennis Schröder prowadził drużynę w próbach rzutowych. Biorąc pod uwagę, że zaledwie dwa lata temu (sezon 2022-23) atmosfera w Sacramento była elektryzująca, a „wibracje były wysokie”, kibicom łatwo jest poczuć, że na kolejny zapalony promień belki nad halą trzeba będzie poczekać bardzo, bardzo długo.

0 / 5. Ocen: 0

Maniak koszykarski od co najmniej dekady, oglądam wszystko, co się da, żeby być na bieżąco. Od kilku lat w redakcji odpowiedzialny za newsy ze świata koszykówki.

Podobne newsy

1 of 435