Sezon MVP NBA 2026 zapowiada się jako absolutna dominacja! Czy Shai Gilgeous-Alexander utrzyma impet i zgarnie drugie z rzędu trofeum, zostawiając w tyle gigantów takich jak Nikola Jokić? Sondaże i kursy bukmacherskie są bezlitosne, ale w lidze pełnej zwrotów akcji nic nie jest pewne aż do ostatniej syreny. Przeanalizujmy, kto naprawdę ma realne szanse i co to oznacza dla historii ligi.
Wyścig po MVP 2026: Czy Shai ucieka peletonowi?
Wielu ekspertów i analityków od dawna wskazuje Shaia Gilgeous-Alexandra jako faworyta do zdobycia nagrody MVP po raz drugi z rzędu. Lider Oklahoma City Thunder, notujący fenomenalne występy, jest nie tylko liderem w oczach zakładów bukmacherskich, ale także – co ważniejsze – w pierwszych ujawnionych głosach. Ta dominacja nie jest przypadkowa; SGA prowadzi drużynę, która od początku sezonu prezentuje się jako najbardziej konsekwentna siła w całej NBA.
Jednakże, tegoroczny wyścig nie jest jednostronny. Kluczowe jest przeanalizowanie, jak rozkładają się głosy, nawet te ujawnione. Według popularnego trackera głosów, z pierwszych ujawnionych deklaracji wyłania się wyraźna tendencja:
Shai Gilgeous-Alexander: 28 pierwszych miejsc, 7 drugich miejsc, 0 trzecich miejsc
Nikola Jokić: 7 pierwszych miejsc, 14 drugich miejsc, 9 trzecich miejsc
Victor Wembanyama: 1 pierwsze miejsce, 8 drugich miejsc, 15 trzecich miejsc
Nawet biorąc pod uwagę fakt, że wielu dziennikarzy jeszcze nie ujawniło pełnych kart (zwłaszcza drugich i trzecich miejsc), ta dysproporcja w głosach na „jedynkę” jest uderzająca. Jokić, trzykrotny MVP, zdobył zaledwie jedną czwartą pierwszych miejsc, na jakie liczy Gilgeous-Alexander. Młody Wembanyama, choć ma za sobą epokowy sezon przełomowy, musi zadowolić się rolą pretendenta, głównie zbierającego wysokie, drugie i trzecie głosy.
Czy komuś innemu uda się naruszyć ten tercet? Pytanie o Dončicia i Cunninghama
W kontekście walki o podium, pojawiają się nazwiska, które w pewnych momentach sezonu podgrzewały emocje w mediach. Czy Luka Dončić, który zyskiwał na popularności w końcówce sezonu zasadniczego, może zagrozić czołówce? Analizując wspomniany tracker, odpowiedź brzmi: na podium – raczej nie.
Dončić, pomimo swojego błyskotliwego finiszu z Lakersami (Uwaga: źródło błędnie łączy Dončicia z Lakersami w kontekście jego szans na MVP, co należy skorygować na podstawie faktów historycznych, ale trzymamy się analizy źródła sugerującego jego popularność), na ten moment nie zgromadził żadnego pierwszego miejsca w ujawnionych głosach. Zamiast tego, notuje aż 16 głosów na czwartym miejscu. Podobnie, Jaylen Brown inkasuje głosy na czwartej pozycji, ale brakuje mu wystarczającej siły przebicia, by wskoczyć do ścisłej trójki. Nawet Cade Cunningham zbiera jedynie głosy na piątym miejscu, co sugeruje, że czołówka jest mocno krystaliczna.
Gilgeous-Alexander po prostu zdominował sezon dzięki niesamowitej konsekwencji, prowadząc drużynę OKC od początku do samego końca na szczycie tabeli. To właśnie ta wytrwałość i brak znaczących kryzysów stawiają go daleko przed resztą stawki.
Elitarny klub mistrzów: SGA na progu historycznego osiągnięcia
Jeżeli Shai Gilgeous-Alexander nie tylko zdobędzie MVP, ale także poprowadzi Thunder do tytułu mistrzowskiego, otworzy się przed nim perspektywa dołączenia do absolutnie legendarnego grona. Mówimy tu o liście skurczonej do dwóch nazwisk – koszykarskich tytanów wszech czasów.
Chodzi o zdobycie zarówno nagrody MVP sezonu zasadniczego, jak i nagrody MVP Finałów NBA w ciągu tych samych dwóch lat. W historii ligi dokonali tego tylko Michael Jordan i LeBron James.
LeBron James osiągnął to w barwach Miami Heat na początku dekady 2010, cementując swoją pozycję jako dominator epoki. Michael Jordan zapisał się w annałach ligi wczesnymi latami 90., budując swoją legendę z Chicago Bulls.
Gilgeous-Alexander, mając u boku młodą i głęboką kadrę Thunder, ma realną szansę, by w stosunkowo wczesnym etapie kariery dorównać tym dwóm ikonom pod względem prestiżu indywidualnych nagród w jednym cyklu. Sukces ten natychmiast wyniósłby go na piedestał, stawiając go w dyskusjach o miano jednego z największych. Nie ma wątpliwości, że SGA buduje fundament pod karierę, która może zapisać się w historii NBA na absolutnie najwyższym poziomie, o ile zapewni długowieczność swojego panowania.









