Stephen Curry dorównuje Michaelowi Jordanowi, dominując w NBA po trzydziestce.

Stephen Curry po raz kolejny udowadnia, że wiek to tylko liczba, serwując historyczny spektakl! Czy ten niesamowity wybuch formy w Golden State Warriors to sygnał, że jeszcze nie jest czas na schodzenie ze sceny, czy raczej desperacki krzyk o wsparcie otoczenia? Trzydziestosiedmioletni MVP rzuca 49 punktów, stając w jednym rzędzie z legendami, ale czy jego mistrzowskie wejście uratuje drużynę przed przeciętnością?

Curry zrównuje się z Jordanem: Czy to nowy szczyt koszykarskiej długowieczności?

Golden State Warriors potrzebowali absolutnie każdej kropli geniuszu Stephena Curry’ego w ten piątkowy wieczór. W jednym z najbardziej elektryzujących występów tego sezonu, 37-letni rozgrywający zdobył blisko 50 punktów, co bezpośrednio przełożyło się na zwycięstwo nad San Antonio Spurs wynikiem 109 do 108 w rozgrywkach NBA Cup. Ale to nie tylko zwycięstwo podnosi rangę tego wieczoru – to historia, którą Curry pisał na parkiecie.

Curry zanotował swój 44. mecz z co najmniej 40 punktami po ukończeniu 30. roku życia, tym samym zrównując się dotychczasowym rekordem Michaela Jordana w tej kategorii w NBA. Co więcej, stał się dopiero trzecim koszykarzem w wieku 37 lat lub starszym – obok LeBrona Jamesa i wspomnianego Jordana – który zanotował serię dwóch kolejnych meczów z co najmniej 40 punktami z rzędu. Curry wkroczył w elitarny rejon, redefiniując pojęcie „późna faza kariery”.

Ten występ był niesamowicie kompletny pod względem ofensywnym. Statystyki mówią same za siebie: 16 celnych rzutów z 26 prób ogółem, 9 celnych trójek na 17 oddanych oraz perfekcyjne 8/8 z linii rzutów wolnych. Do tego dorzucił cztery zbiórki, dwie asysty i dwa przechwyty w zaledwie 36 minut gry. Warriors przegrywali różnicą dwucyfrową w czwartej kwarcie, ale Curry, niczym architekt chaosu, rozpoczął lawinę. Zdobył 31 punktów z 62 punktów drużyny zdobytych w drugiej połowie, w tym serię 14 punktów z rzędu, by zamknąć trzecią kwartę, i dorzucił kolejne 10 w decydującej odsłonie.

Jego rzuty graniczyły z absurdem. Wykonywał trudne step-backi pod presją obrońców, trafiał głębokie trójki w pół-transition, a nawet popisywał się nieprawdopodobnym wsadem z faulem, który wyglądał jak glitch w grze wideo. Po meczu sam odniósł się do znaczenia tych osiągnięć:

„To całkiem fajne z perspektywy indywidualnego osiągnięcia” – powiedział Curry za pośrednictwem NBC Sports Warriors. „Długowieczność to coś, z czego jestem dumny.”

To już jego trzeci mecz z 40+ punktami w obecnym sezonie. W swojej 17. edycji rozgrywek wciąż wygląda na najbardziej niebezpiecznego strzelca w hali każdej nocy.

Dlaczego ta seria stawia Curry’ego na innym poziomie w porównaniu do innych rozgrywających?

Gwiazda Warriors na nowo definiuje, czym jest dominacja rozgrywającego w końcowej fazie kariery. Dane Carsona Brebera z Volume Sports wskazują, że dotychczasowy rekord punktów na mecz wśród graczy w wieku 37 lat lub starszych, należał do Dwyane’a Wade’a i wynosił 15,0 punktów na mecz. Curry notuje obecnie średnią 29,1 punktu przy efektywności TS (True Shooting) wynoszącej 64,8%! To niemal podwojenie rekordu przy jednocześnie znakomitej efektywności. To ewenement.

Nawet Michael Jordan, który w swoich latach 38 i 39 był formalnie określany jako niski skrzydłowy, notował przeciętnie odpowiednio 22,9 i 20,0 punktu. LeBron James w swoim sezonie w wieku 37 lat zdobywał 30,3 punktu, ale jego najwyższa dwumeczowa suma w tamtym okresie wynosiła 82 punkty. Curry właśnie zdobył 95 punktów w dwóch meczach wyjazdowych.

Ponadto, dorównał Jordanowi w liczbie kolejnych meczów z minimum 45 punktami w zaawansowanym wieku, ale Jordan potrzebował do tego aż 70 prób rzutowych. Curry zamknął się w zaledwie 51 próbach. Taki poziom wydajności strzeleckiej, wolumenu punktowania i długowieczności po prostu nie występuje w historii NBA u rozgrywających.

Warriors: Curry ratuje ofensywę, ale brakuje mięsa na zewnątrz

Chociaż Curry rozświetlił oblicze meczu z San Antonio, reszta składu Warriors miała poważne kłopoty z wygenerowaniem stabilnej ofensywy. Gracze Warriors poza Currym zebrali 22 celne rzuty na 64 próby ogółem i tylko 8/28 za trzy punkty. Tylko Jimmy Butler (który zagrał tam w jakichś alternatywnych realiach) był jedynym zawodnikiem, który zdobył więcej niż 10 punktów, kończąc z dorobkiem 21 punktów. Will Richard oddał swoje rzuty efektywnie (4/7), ale od reszty wspierającego korpusu Golden State dostarczył niewiele.

Ławka rezerwowych dodała zaledwie 12 punktów, zanim Gary Payton II trafił dwa kluczowe rzuty za trzy. Golden State wygrało walkę na zbiórki (39 łącznie, w tym 15 ofensywnych), ale duża część tego wynikała z nadmiernego wysiłku, a nie płynnej struktury akcji ofensywnych.

Arcydzieło Curry’ego zamaskowało niedociągnięcia. Jego rzuty uratowały mecz. Jednak Warriors potrzebują niezawodności wokół swojego lidera, jeśli zamierzają wrócić do walki o mistrzostwo. Ruch może okazać się konieczny. Krążą pogłoski, że sam Jonathan Kuminga może nie wystarczyć, aby sprowadzić gracza zmieniającego oblicze drużyny. Jednak pakiet zbudowany wokół Kumingi i jednego lub dwóch wyborów w pierwszej rundzie mógłby otworzyć drogę do pozyskania graczy kalibru Treya Murphy’ego III. Taka zmiana mogłaby wynieść Golden State do tego samego poziomu, co Oklahoma City czy Denver. Zarząd wie, o co toczy się gra. Curry nadal gra na poziomie MVP. Pytanie brzmi, czy skład wokół niego jest zdolny sprostać temu momentowi.

Warriors udali się teraz do Nowego Orleanu, by zmierzyć się z Pelicans w niedzielę. Dopóki Curry gra w ten sposób, Golden State zawsze będzie miało szansę. Ale aby Warriors ponownie wskoczyli do grona prawdziwych pretendentów ligi, noce takie jak ta piątkowa mogą okazać się najgłośniejszym przypomnieniem, że potrzebne jest wsparcie – i to najlepiej im szybciej, tym lepiej.

0 / 5. Ocen: 0

Maniak koszykarski od co najmniej dekady, oglądam wszystko, co się da, żeby być na bieżąco. Od kilku lat w redakcji odpowiedzialny za newsy ze świata koszykówki.

Podobne newsy

1 of 93

Leave A Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *