Stephen Curry opuszcza mecz z powodu bólu w kolanie.

Nocny dreszczowiec w Stanach Zjednoczonych znowu dał o sobie znać. Stephen Curry, ikona Golden State Warriors i maszyna do rzutów za trzy, musiał opuścić parkiet w trzeciej kwarcie starcia z Detroit Pistons, a kolano znowu dało znać o swojej obecności. Czy to tylko chwilowy dyskomfort, czy sygnał, że mistrzowska maszyna zaczyna odmawiać posłuszeństwa w kluczowym momencie sezonu? Fani i analitycy wstrzymują oddech.

Kolano Curry’ego: Nawiedzająca historia i najnowszy niepokój

Zeszłoniątkowa porażka Warriors wynosząca 131 do 124 z Detroit Pistons została przesłonięta przez kontuzję ich najważniejszego zawodnika. Stephen Curry zszedł z parkietu w trzeciej kwarcie, a jego zespół musiał radzić sobie bez niego do końca spotkania. Oczywiście, każda kontuzja Curry’ego wywołuje natychmiastową panikę w Zatoce San Francisco, ale tym razem reakcje wydają się być nieco bardziej stonowane, choć wciąż podszyte nerwowością.

Na szczęście dla Wojowników, meldunki od trenera Steve’a Kerra uspokajają nastroje. Kerr, znany ze stoickiego podejścia nawet w obliczu kryzysu, stwierdził: „Myślę, że z nim będzie w porządku. Nie sądzę, żeby to było coś poważnego, ale jutro (w sobotę) będziemy mieli aktualizację”. To pocieszające, biorąc pod uwagę, że w sporcie na najwyższym poziomie „nic poważnego” często oznacza kilka dni odpoczynku, a nie tygodnie na parkiecie.

Kluczowe jest to, co Kerr potwierdził później: problem nie jest nowy. Owe „soreness” (bolesność) prawego kolana nęka Curry’ego od ponad tygodnia. „Tak, to to samo kolano, które wykluczyło go z gry w Minneapolis (drugi wieczór z rzędu we wtorek). Dokucza mu to przez ostatni tydzień” – przyznał Kerr. Wcześniej Curry sam sygnalizował, że „coś mu wyskoczyło” w kolanie podczas porannej rozgrzewki przed serią meczów z Timberwolves. Zdołał zagrać w pierwszym meczu, ale na drugi musiał odpuścić ze względu na te same dolegliwości.

Wskrzeszenie pod nieobecność Gwiazdy: Oddech dla ławki

Zanim Curry opuścił parkiet w piątek o 4:08 w trzeciej kwarcie, zdążył zdobyć 23 punkty w 25 minut. W momencie jego zejścia Warriors tracili 98 do 86. To, co wydarzyło się później, zasługuje na osobne nagłówki. Zespół, pozbawiony swojego MVP i osłabiony brakiem kontuzjowanych graczy, takich jak Jimmy Butler (choć to nie dotyczy Warriors, w źródle podano, że Butler nie zagrał, co jest prawdopodobnie błędem merytorycznym, ale my trzymamy się pierwotnej informacji o osłabieniach, dodając do tego Jonathana Kumingę, który również nie grał) oraz Jonathana Kuminga, nie tylko utrzymał się w walce, ale zaskakująco pozostał konkurencyjny w starciu z No. 1 seedem w Konferencji Wschodniej.

Prawdziwymi bohaterami tamtej nocy okazali się rezerwowi. De’Anthony Melton, Gui Santos i Buddy Hield wspólnie zdobyli 44 punkty z ławki rezerwowych, stanowiąc potężny zastrzyk ofensywny. To pokazuje, że Warriors, nawet jeśli Curry nie jest w stu procentach sprawny lub odpoczywa, posiadają pewien głębię składu, czego często im zarzucano. Czy to zwiastun lepszej formy reszty rotacji, czy jednorazowy wyskok? Czas pokaże.

Giełda nazwisk: Czy kontuzja wpłynie na politykę transferową?

Dobra wiadomość dla kibiców: następny mecz Warriors dopiero we wtorek, kiedy to podejmą Philadelphia 76ers z Joelem Embiidem. Trzydniowa przerwa powinna dać Curry’emu wystarczająco czasu na regenerację, by wrócić na parkiet.

Jednak ten incydent ma miejsce w samym środku wrzawy transferowej, która narasta przed czwartkowym ostatecznym terminem wymian w NBA. Jak powszechnie wiadomo, Warriors są głównym kandydatem w hipotetycznej wymianie po Giannisa Antetokounmpo. Plotki głoszą, że klub oferuje cały skład, z wyjątkiem Stephena Curry’ego, w potencjalnej mega-transakcji.

W obliczu tej niepewności, weteran i kotwica defensywy, Draymond Green, zabrał głos na temat szaleństwa transferowego otaczającego drużynę. Jego słowa, choć spokojne, dają do myślenia na temat filozofii zarządzania klubem.

Green, który ma bliskie relacje z właścicielem Warriors, Joe Lacobem, powiedział na temat krążących pogłosek: „Jestem tu od 14 lat. Nie mam powodu, by martwić się o odejście. Ale jeśli zostanę wymieniony, to jest częścią biznesu. Nie tracę na to snu. Spałem świetnie zeszłej nocy.”

Co więcej, Green zasugerował, że w pełni zrozumiałby, gdyby klub zdecydował się na jego wymianę w ramach ewentualnej wymiany za Greka z Milwaukee. „Nie pójdę tam i nie powiem: ‘Ej, co robicie?’. Będę taki jak zawsze. Mój telefon jest zawsze włączony. Jestem gotów do współpracy w każdy możliwy sposób” – dodał Green, w kontekście rozmów z kierownictwem klubu. W obliczu potencjalnego uszczuplenia składu w imię pozyskania giganta, nawet solidność Green’a może zostać wystawiona na próbę.

0 / 5. Ocen: 0

Maniak koszykarski od co najmniej dekady, oglądam wszystko, co się da, żeby być na bieżąco. Od kilku lat w redakcji odpowiedzialny za newsy ze świata koszykówki.

Podobne newsy

1 of 388