Filadelfia 76ers dokonali prawdziwej trzęsącej ligą wymiany, sprowadzając Jaylena Browna i natychmiast stając się kandydatem do czołowej czwórki Konferencji Wschodniej, o ile gwiazdy zdołają utrzymać zdrowie. Jednak zarząd Siódemek nie zamierza poprzestać na spektakularnych transferach, aktywnie pracując nad wzmocnieniem ławki rezerwowych. Czy to wystarczy, by realnie zagrozić elitom Wschodu w nadchodzącym sezonie?
Bombowa wymiana i kluczowy ruch na ławce: Simons w Filadelfii
Transfer Jaylena Browna to bez wątpienia wydarzenie, które redefiniuje status Philadelphia 76ers w niezwykle konkurencyjnej Konferencji Wschodniej. Nagłe podniesienie poprzeczki wymaga jednak zrównoważenia składu, zwłaszcza widząc bolączki z poprzednich lat. Mimo zaabsorbowania gigantycznego kontraktu Browna, Sixers zdołali znaleźć lukę w budżecie na jeszcze jeden kluczowy ruch. Tym ruchem, który ma zapewnić iskry z ławki, okazało się pozyskanie Anferneea Simonsa.
Jak donosił Shams Charania z ESPN, Simons związał się z 76ers dwuletnim kontraktem opiewającym na 12,3 miliona dolarów. Śmiało można to określić jako „niezwykle korzystną umowę dla drużyny” (Tłum. „an extremely team-friendly deal”), nawet biorąc pod uwagę opcję zawodnika w ostatnim sezonie. To klasyczny ruch typu „win-now”, gdzie drużyna potrzebująca natychmiastowej produktywności ściąga gracza o potencjale strzeleckim, nie rujnując przy tym twardego sufitu płacowego.
Simons, który w zeszłym sezonie notował średnio 14,3 punktu, trafiając 38,5 procent za trzy – grając dla Celtics i Chicago Bulls – to gracz, który może w jednej chwili „rozgrzać się” ofensywnie. Dokładnie tego potrzebuje Filadelfia, by regularnie punktować, gdy Joel Embiid odpoczywa, lub by stanowić zabójczą broń w drugiej piątce. Mając ustaloną podstawową obronę (backcourt) na lata, Simons idealnie pasuje na rolę szóstego zawodnika, który dostarcza „worki z punktami” (Tłum. „gets them buckets”).
Czy Simons jest lekarstwem na bolączki play-off?
Brak solidnej głębi składu definitywnie gnębił Philly w zeszłorocznych play-offach, zwłaszcza w starciu z New York Knicks. Kontuzje i zmęczenie kluczowych graczy obnażyły braki ławki. Z nowym, gwiazdorskim quintetem startowym i Anferneeem Simonsem wchodzącym z ławki, 76ers stają się drużyną o wiele groźniejszą i głębszą.
Jednak nie możemy zapominać, że Wschód stał się piekielnie trudny. Mimo to, Simons wprowadza do rotacji element czystej dynamiki, którego brakowało po odejściu niektórych zmienników. Jego zdolność do natychmiastowego kreowania rzutu z dystansu jest nie do przecenienia.
Zdrowie Embiida nadal pozostaje kwestią życia i śmierci
Pomimo wszystkich tych transferowych fajerwerków i strategicznego wzmocnienia rezerw, należy zadać brutalne pytanie: co z Yoanem Embiidem? Jego zdrowie nadal determinuje absolutny pułap możliwości tej franczyzy. Proste stwierdzenie brzmi: jeśli Embiid nie jest dostępny w play-offach, to ta drużyna nie ma szans na mistrzostwo.
Sprowadzenie Browna, który w kontekście ligi NBA uchodzi za niemal „Iron Mana” (Tłum. „Ironman in modern NBA standards”), powinno pomóc rozłożyć obciążenia w sezonie zasadniczym, dając Embiidowi niezbędny odpoczynek. Embiid wciąż posiada największy indywidualny talent w zespole, ale jego historia niedostępności niweczy argumenty o byciu najlepszym graczem ligi. Nowy zarząd wydaje się rozumieć tę dysfunkcję i reaguje: transferem Browna i mądrymi kontraktami jak Simona.
Dodanie Deana Wade’a, elastycznego skrzydłowego zdolnego do rzucania z dystansu i przyzwoitej obrony, oraz perspektywa rozwoju w drugim roku VJ Edgecombe’a, sprawiają, że Filadelfia to ekipa, której trzeba się obawiać. Pozostałe potęgi Wschodu również się wzmacniają. To dokładnie takie posunięcia, jakie Sixers musieli podjąć, by nie zostać w tyle – to jest wyścig zbrojeń, a Filadelfia właśnie dołączyła najnowszy model broni do swojego arsenału.









