Choć Boston Celtics zaliczyli bolesną porażkę w piątym meczu pierwszej rundy playoffów przeciwko Philadelphia 76ers, na horyzoncie pojawił się blask indywidualnego osiągnięcia, które na pewno zapisze się w annałach ligi. Mowa oczywiście o Jaysonie Tatumie, który w cieniu serii zbiera laury za swój niezaprzeczalny talent do zdobywania punktów. Czy to jednak wystarczy, by uciszyć głosy krytyki dotyczące tej konkretnej serii? Prześledźmy, co dokładnie osiągnął skrzydłowy i jakie wyzwania czekają na niego w najbliższych dniach.
Tatum na historycznej trajektorii: Kto jest przed nim?
Celtics przegrali piąty mecz, co zredukowało ich przewagę w serii do 3-2, ale w tym samym czasie Jayson Tatum wyśrubował kolejny niewiarygodny rekord. Jak ogłosiła drużyna z Bostonu, Tatum wyprzedził legendę Los Angeles Lakers, Kobego Bryanta, pod względem liczby zdobytych punktów w fazie posezonowej przed ukończeniem 29. roku życia. To osiągnięcie, choć odnotowane w dniu porażki, świadczy o wyjątkowym statusie Tatuma w kontekście gwiazd NBA w tym przedziale wiekowym.
Obecnie, na liście najskuteczniejszych zawodników playoffów przed 29. urodzinami, Tatum (z dorobkiem 3056 punktów) plasuje się na drugim miejscu. Króluje mu jedynie LeBron James, który na tym etapie swojej kariery zgromadził imponujące 3871 punktów. Brzmi jak wyzwanie godne Batmana, prawda? Wyprzedzenie Kobe’ego to symboliczne wejście do elitarnego klubu, zwłaszcza biorąc pod uwagę, jak wysoki jest kaliber graczy, których już minął.
Wyprzedzając Mity: Szybciej niż Ginobili i Westbrook
Dziewięć sezonów, 126 meczów playoffowych, dwa Finały NBA i pięć wizyt w Finałach Konferencji Wschodniej – to bilans Tatuma, który w marcu przyszłego roku skończy 29 lat. Tempo, w jakim ten zawodnik gromadzi punkty w post-sezonie, jest wręcz oszałamiające. Zaledwie w ubiegłym roku wyprzedził w klasyfikacji wszech czasów playoffów nie byle kogo, bo między innymi Manu Ginobiliego oraz MVP z 2017 roku, Russella Westbrooka. To są nazwiska, które nie znikają z ksiąg rekordów ot tak.
W przegranym meczu nr 5, Tatum zanotował 24 punkty, 16 zbiórek i cztery asysty. Po spotkaniu starał się zachować zimną krew, choć frustracja była wyczuwalna:
„Przede wszystkim, oddajmy im uznanie – zagrali dobrze. I tak, kilka rzutów, które czuliśmy, że są dobre, po prostu nie wpadło. Ale czasem tak się zdarza. Wiesz, to po prostu trudne. Jeśli nie zdobywasz punktów tak, jak chcesz, nakłada to ogromną presję na twoją obronę, a oni wykonali kilka akcji po drugiej stronie parkietu.”
Wypowiedź ta idealnie oddaje dylemat Tatuma – kiedy rzut nie siedzi, kosztem cierpi reszta gry ofensywnej, a 76ers nie marnują szans.
Tajemnica Trzech Punktów: Dlaczego Boston zawodzi u siebie?
Statystyki nie kłamią, a te dotyczące rzutów za trzy punkty w piątkowym meczu spowszednionej ligi są wręcz alarmujące. Celtics poszli na 11/39 zza łuku, co dało fatalne 28%. Co gorsza, to nie jest jednorazowy incydent. Zespół trenera Joe Mazzulli ma niepokojący bilans 1-7 w tym sezonie, kiedy to ich skuteczność z dystansu spada poniżej 30%. Dlaczego drużyna, która uchodzi za maszynę ofensywną, tak dramatycznie traci moc w hali TD Garden, gdy wpadnie w dołek rzutowy?
Payton Pritchard próbował uchwycić sedno problemu, lecz sam przyznał, że nie ma na to prostej odpowiedzi:
„Nie wiem. Będziemy musieli to rozgryźć. Nie potrafię tego określić, ale szczerze mówiąc, czujemy się lepiej na wyjeździe. Nie chcemy, żeby tak było. Chcemy dominować w domu i na wyjeździe. Zdecydowanie musimy to naprawić.”
Ta konstatacja, że woli się wygrywać z dala od Bostonu, powinna dać do myślenia sztabowi szkoleniowemu. Brak skuteczności z dystansu w playoffach to jak wyjście na ring bez rękawic bokserskich. Jeżeli James Harden i Joel Embiid zaczynają kontrolować rytm meczu, a Twoje gwiazdy nie mogą trafić otwartych trójek, to przepis na kolejną porażkę.
Czy szósty mecz będzie rozstrzygający, czy czeka nas dramat w siódmym?
Celtics mają szansę zamknąć serię już w czwartek, w szóstym meczu, który odbędzie się na parkiecie 76ers. To jest ten moment, kiedy gwiazdy muszą pokazać, czy dominacja w sezonie zasadniczym to nie była jedynie statystyczna wydmuszka. Jeżeli Jayson Tatum chce iść w ślady LeBrona i Kobego, musi zacząć wygrywać w stresujących warunkach, kiedy rzuty przestają wpadać.
Jeśli jednak Celtom nie uda się wygrać na wyjeździe, seria wróci do Bostonu na decydujący, potencjalny siódmy mecz w sobotę. Wówczas presja powróci do domu, a tam, jak pokazują statystyki, zła skuteczność rzutowa jest niemal autonomicznym wyrokiem na porażkę. Dla Tatuma to pole bitwy, by udowodnić, że jest nie tylko zbieraczem punktów historycznych, ale i bezwzględnym egzekutorem w kluczowych momentach.









