Timberwolves chcą handlu: Julius Randle na celowniku po play-offowej porażce.

Minnesota Timberwolves po kolejnych rozczarowaniach w play-offach stanęła przed lustrem, a odbicie nie jest zbyt zachęcające. Konferencja Zachodnia staje się coraz bardziej wymagająca, a utrzymywanie status quo to recepta na kolejny rok bez szans na mistrzostwo. Czy zespół jest gotów na bolesne, ale konieczne cięcia, by w końcu wejść na wyższy poziom?

Czy Julius Randle to największy hamulec na drodze do tytułu?

Minnesota Timberwolves, po tym jak w dwóch ostatnich sezonach odpadła z rywalizacji z Oklahoma City Thunder oraz San Antonio Spurs, wydaje się potrzebować prawdziwego wstrząsu kadrowego, by realnie myśleć o walce o mistrzostwo w tej piekielnie silnej Konferencji Zachodniej. I wszystko wskazuje na to, że największa rewolucja ma zacząć się od gracza, który miał być wsparciem u boku Anthony’ego Edwardsa – Juliusa Randle’a.

Jak donosi „Dunkin with Wolves”, Randle jest kandydatem numer jeden do zmiany barw. Sytuacja jest prosta: w kluczowych momentach, zwłaszcza przeciwko najlepszym drużynom, Randle kompletnie zawodzi. Kiedy transakcja wchodziła w życie, spekulowano, że zapewni on solidną drugą opcję ofensywną. Rzeczywistość brutalnie zweryfikowała te nadzieje.

Pochodząca ze źródła konkluzja jest druzgocąca:

„Zacznijmy od oczywistości: Julius Randle najprawdopodobniej znajdzie nowy dom tego lata. To drugi z rzędu play-off przeciwko czołowym drużynom, podczas których Randle notował fatalne występy. Kiedy Timberwolves wymienili go, liczyli, że będzie realną drugą opcją obok (Anthony’ego) Edwardsa. Mimo to, Randle nie udowodnił, że potrafi być tym graczem przeciwko najlepszym. Jego skuteczność jest zaś silnie uzależniona od matchupów. Gra Randle’a w serii ze Spurs była katastrofalna na wszystkich płaszczyznach. Bez wątpienia, niemożność zapewnienia drugorzędnego kreowania gry obok Edwardsa była kluczowym powodem porażki Wolves.”

Statystyki mówią same za siebie: zaledwie 12,8 punktu na mecz przy fatalnej efektywności rzutów z gry wynoszącej 34% i żałosnych 19% z dystansu. To nie jest produkcja, na której Timberwolves mogą polegać w fazie pucharowej. W świetle tych danych, pozbycie się Randle’a wydaje się być jedyną logiczną ścieżką naprawczą przed następnym sezonem.

Kontrowersyjna wymiana z Knicks, która okazała się stratą

Warto pamiętać, że transfer Randle’a do Minneapolis był aktem desperacji po tym, jak klub postawił wszystko na jedną kartę, wymieniając All-Stara Karl-Anthony Townsa do New York Knicks. W ramach tej głośnej wymiany do Minnesota trafił Randle oraz Donte DiVincenzo. Efekty to kolosalna różnica.

Podczas gdy obiecano walkę o najwyższe cele, seria z Warriors obnażyła pomyłkę. Zarówno Randle, jak i kontuzjowany DiVincenzo, nie wnieśli nic wartościowego do walki. Tymczasem Karl-Anthony Towns, doprowadzony przez Knicks do drugiego z rzędu Finału Konferencji Wschodniej, gdzie są faworytami do awansu do NBA Finals, udowadnia, że zarządzający w Minnesocie popełnili błąd.

Kilka lat temu podjęto decyzję o pozbyciu się Townsa po ich pierwszym od dwóch dekad występie w Finałach Konferencji Zachodniej, argumentując to koniecznością unikania płacenia mu ekstremalnie wysokiego kontraktu, preferując duet Rudy Gobert – Naz Reid. Po dwóch pełnych sezonach wydaje się jasne, że to Nowy Jork wygrał ten handel.

Wartość Randle’a na rynku transferowym: Kłopotliwy aktyw

Postawa Randle’a w play-offach bez wątpienia drastycznie obniżyła jego wartość rynkową, co stawia Timberwolves w trudnej sytuacji negocjacyjnej. Z ich ograniczonym zestawem aktywów, sprowadzenie kogoś z absolutnej czołówki będzie piekielnie trudne. Wymaga to kreatywności i być może pójścia na kolejny, równie ryzykowny krok.

Mówi się o zainteresowaniu Giannisem Antetokounmpo, ale aby w ogóle usiąść do stołu z Milwaukee Bucks, Minnesota musiałaby zaoferować astronomiczny pakiet wyborów w drafcie, a kontrakt Randle’a mógłby być użyty do dopasowania pensji. W grę wchodzi też scenariusz wymiany Randle’a za innego gracza z nieidealnym kontraktem, ale potencjałem, lub za kilku solidnych zawodników uzupełniających skład, co mogłoby poprawić głębię zespołu. Niezależnie od drogi, Randle jest problemem, który musi zostać rozwiązany – został on brutalnie zdemaskowany jako czynnik hamujący rozwój drużyny w starciach z elitą Zachodu.

0 / 5. Ocen: 0

Maniak koszykarski od co najmniej dekady, oglądam wszystko, co się da, żeby być na bieżąco. Od kilku lat w redakcji odpowiedzialny za newsy ze świata koszykówki.

Podobne newsy

1 of 482