Powrót Króla Atlanty? Trae Young wznawia grę po kontuzji, ale czy Hawksem zagrają jeszcze lepiej bez swojego lidera? To pytanie, które elektryzuje całą Wschodnią Konferencję NBA. Po niemal dwóch miesiącach absencji, jeden z najbardziej widowiskowych rozgrywających ligi wraca na parkiet, a to rodzi pytania o stabilność rewelacyjnej formy, którą zespół z Georgii osiągnął w międzyczasie.
Czy powrót Trae Younga to ratunek czy komplikacja dla tej niespodzianki Wschodu?
Atlanta Hawks, mimo braku swojego supergwiazdora, notuje wynik 15 zwycięstw i 12 porażek, co plasuje ich na siódmym miejscu w Konferencji Wschodniej. Co więcej, do trzeciej lokaty dzieli ich zaledwie jedno zwycięstwo – to wynik, który dla wielu jest absolutnie zaskakujący, biorąc pod uwagę okoliczności. Na całe szczęście dla fanów, Shams Charania z ESPN poinformował, że Young ma zaliczyć swój wielki powrót już w najbliższy czwartek, kiedy to Hawks zmierzą się z Charlotte Hornets. Naturalnie, nikt nie spodziewa się, że od razu wskoczy w pełny rytm meczowy – ograniczenie minut dla zawodnika wracającego po urazie kolana to standardowa procedura. Pytanie brzmi: czy ten powrót utrzyma pęd, czy może zaburzy wypracowaną chemię?
Niespodziewana dominacja: Jak Hawks radzili sobie w „epoce bez Younga”?
Trae Young, który doznał urazu 29 października, pauzował przez blisko dwa miesiące. Logika podpowiada, że taki brak MVP-kandydata powinien pogrążyć drużynę. A jednak. W tym okresie Atlanta zanotowała bilans 13-9, a ich ofensywa rozkwitła, zdobywając średnio 118,9 punktu na mecz. To stawia pod znakiem zapytania pewien element narracji o tym, że zespół bez Younga jest skazany na porażkę.
Kto przeszedł transformację? Nickeil Alexander-Walker (NAW) wszedł do pierwszej piątki i momentalnie stał się kluczowym elementem układanki. Średnia 21,2 punktu na mecz i ponad 40% skuteczności za trzy to imponujące liczby. NAW ma obecnie trzeci najlepszy wskaźnik użycia (usage rate) w zespole, pomijając oczywiście Younga. Mówiąc fachowo, Alexander-Walker dostarczył głębi i kreacji, której obrona rywali nie przewidziała.
Jednak prawdziwym architektem tej rewolucji jest Jalen Johnson. Ten 24-latek stał się liderem punktowym Hawks, notując średnio 22,1 punktu na mecz. Co więcej, Johnson dostarcza wszechstronności na parkiecie, będąc w gazie, którego nie sposób zignorować – notował cztery z rzędu występy zakończone triple-double przed starciem w czwartek. Choć Hawks niezmiernie cieszą się z odzyskania głównego playmakera, muszą przyznać, że ich „zastępcy” spisali się lepiej niż solidnie.
Pojedynek tytanów: Kiedy „Ice Trae” mierzy się z melodią LaMelo Balla
Fakt, że debiut Younga zbiega się z potencjalnym powrotem LaMelo Balla w szeregach Charlotte Hornets, zwiastuje absolutne fajerwerki. Jeszcze do niedawna starcia Younga z Ballem były reklamowane jako telewizyjne hity – dwóch dynamicznych, widowiskowych rozgrywających, choć reprezentujących kluby notujące spory niedosyt w ostatnich latach.
Mimo że Young jest o trzy lata starszy, ich rywalizacja jest zaskakująco wyrównana: w dotychczasowych dziesięciu spotkaniach obaj wygrali po pięć razy. Young notuje średnio 23,2 punktu i 9,5 asysty, podczas gdy Ball odpowiada 22,2 punktu i 8,3 asysty. Obaj panowie, pomimo problemów kadrowych swoich organizacji, potrafią dostarczać koszykarskich fajerwerków.
Na papierze, Hawks powinni mieć przewagę w tym starciu. W końcu wraca ich gwiazda, a Jalen Johnson jest w życiowej formie. Jednak w NBA, gdzie trend „minute restriction” może zneutralizować na starcie najlepszego gracza, nie ma prostych odpowiedzi. To będzie fascynujący test dla odrodzonych Hawks: czy nowa równowaga systemu zadziała z Youngiem w roli głównej, czy też jego powrót wymusi bolesną rekalibrację akcji ofensywnych? Czwartkowy wieczór zapowiada się elektryzująco.









