Czy Jalen Brunson jest już kandydatem na MVP, czy to tylko szum medialny wywołany przez trenera? Mike Brown z New York Knicks głośno domaga się uznania dla swojego lidera, co idealnie zbiega się z historycznym występem w Pucharze NBA. Czy tegoroczna kampania to ten moment, w którym mały rozgrywający zdominuje ligę, czy może to tylko „boost” przed finałowym starciem w Las Vegas?
Trener Brown apeluje: Dajcie Brunsonowi miejsce przy stole MVP
Szum wokół Jalena Brunsona narasta, a głównym inżynierem tego hałasu, poza samym zawodnikiem, jest jego szkoleniowiec, Mike Brown. Po tym, jak Brunson rozniósł Orlando Magic w półfinale Pucharu NBA, notując 40 punktów i 8 asyst w zwycięstwie 132-120, Brown postanowił głośno zaapelować do mediów NBA. Nie było to subtelne poproszenie; to było wezwanie do regularnego traktowania jego gwiazdy jako poważnego kandydata do nagrody Najbardziej Wartościowego Gracza.
„On sprawia, że gra jest łatwiejsza dla każdego” – stwierdził Brown na temat gry Brunsona, jak cytuje portal NBA.com. „Do tego właśnie powołani są gracze MVP, a on z pewnością to dzisiaj pokazał. Zdobywał dla nas punkty, kiedy nasz ruch ofensywny i inne elementy nie działały. Kiedy masz gościa, który potrafi wejść i zdobyć punkty, utrzymuje cię w grze, daje prowadzenie, a na koniec dnia – po prostu cię niesie do zwycięstwa”.
To mocne słowa z ust trenera, który doskonale rozumie, czym jest bycie liderem w nowoczesnej NBA. Brunson, ten niespodziewany diament wyselekcjonowany przez Knicks, nie jest typowym kandydatem. Nie ma tej atletycznej dominacji, którą często widujemy u faworytów, ale ma coś równie bezcennego: absolutną twardość mentalną i umiejętność trafiania kluczowych rzutów.
Kapitan Clutch: Gwiazda, która nie boi się ciśnienia
Mike Brown doskonale wie, że statystyki to jedno, a momenty decydujące to drugie. Chwalił zdolność Brunsona do błyszczenia pod największą presją, nawiązując do jego niesamowitych występów z zeszłorocznych play-offów i gier rozgrywanych w „crunch time”. Warto przypomnieć, że Brunson jest panującym zdobywcą nagrody dla Najlepszego Zawodnika w Końcówkach (Clutch Player of the Year).
Co ciekawe, ten sezon charakteryzuje się tym, że Knicks często deklasują rywali, wygrywając z przewagą 8.8 punktu na mecz. W efekcie, Brunson nie znajduje się na szczycie ligowych wskaźników clutch time, po prostu dlatego, że rzadko musi ratować drużynę w wyrównanych końcówkach. Ale jak pokazał w sobotę przeciwko Magic, kiedy sytuacja wymagała finezji — a może raczej brutalnej egzekucji — on dostarczył, idąc dziewięć razy na linię rzutów wolnych, by przypieczętować wygraną.
Trener Brown nie ukrywał swojej wizji: „Pięknie jest móc obserwować, jak robi to, co potrafi najlepiej, na tak dużej scenie i w takim otoczeniu, tak aby, miejmy nadzieję, media i kibice nadal mówili o nim jako o MVP tej ligi, bo dokładnie nim jest”. To jest właśnie sedno sprawy: Brown chce, aby świat koszykówki przestał traktować Brunsona jako „czarnego konia”, a zaczął jako stały element dyskusji o tron Best in the League.
Skok na Drabinie MVP i Ostatni Boss
Brunson notuje rekordowe w karierze średnie – 28.8 punktu i 2.8 celnych trójek na mecz, co pchnęło Knicks do świetnego bilansu 18-7. Obecnie plasuje się na szóstym miejscu najnowszej drabinki KIA MVP, ale jego pozycja jest ruchoma. Jeżeli Knicks utrzymają formę i przegonią Detroit Pistons na szczycie Wschodu, notowania Brunsona wystrzelą w kosmos.
Absolwent Villanova zakończył poprzedni sezon na dziesiątym miejscu w głosowaniu MVP, rok wcześniej zajmując piąte miejsce w rywalizacji o nagrodę imienia Michaela Jordana. Mimo tych osiągnięć, kapitan Knicks koncentruje się wyłącznie na wygrywaniu meczów, ignorując indywidualne trofea. Jak sam mawia, i tu tkwi jego siła, będąca lekcją dla młodszych graczy: „Zawsze powtarzam, że moja pewność siebie bierze się z etyki pracy i sposobu, w jaki się przygotowuję. Dopóki to się nie zmieni, dopóki to nie zachwieje, wiem, że niezależnie od wszystkiego, daję z siebie wszystko i nie boję się porażki”. To esencja najbardziej utytułowanego zawodnika Knicks od czasów Patricka Ewinga.
Teraz przed Brunsonem i Knicks stoi ostatni test sezonu pre-regularnego – Finał Pucharu NBA przeciwko San Antonio Spurs, prowadzonym przez cudowne dziecko, Victora Wembanyamę. Knicks wchodzą w ten mecz jako minimalni faworyci (-2.5), a stawka jest nietypowa: chociaż gra nie wlicza się do bilansu 82 meczów, zwycięzcy zgarniają po 500 000 dolarów nagrody dla każdego zawodnika. To doskonała okazja dla Brunsona, by na narodowej scenie udowodnić, że jego MVP status nie jest jedynie życzeniem trenera.









