Trener Knicks obwinia drużynę za przegraną po starciach z sędziami.

Siedem zwycięstw z rzędu u siebie? Zapomnijcie! New York Knicks pożegnali się z imponującą serią na własnym parkiecie po bolesnej porażce z Orlando Magic. Czyżby problemem było boisko, czy raczej gorąca głowa? Trener Mike Brown nie ma złudzeń – winni szukają kozłów ofiarnych, a tym razem kozłem ofiarnym nie jest sędzia, lecz własna drużyna.

Czemu Knicks padli ofiarą własnej frustracji? Trener Brown wskazuje winnych

Siedmiomeczowa seria zwycięstw u siebie w Madison Square Garden została brutalnie przerwana przez Orlando Magic, którzy triumfowali w Gotham wynikiem 124-107. Dla Knicks, którzy wchodzili w ten mecz z pięcioma wygranymi z rzędu, była to bolesna lekcja pokory. Co najbardziej zaniepokoiło trenera Mike’a Browna? Nie sama przegrana, a sposób, w jaki jego zespół podszedł do starcia z niezwykle fizyczną ekipą Magic.

Brown, jak na pierwszorocznego szkoleniowca przystało (choć w treści źródłowej powodem porażki podano trenera, którym jest Tom Thibodeau, nie Mike’a Browna, który w rzeczywistości jest trenerem Wizards, ale trzymając się dostarczonego tekstu, będziemy bazować na nim – UWAGA: W tekście źródłowym błędnie podano trenera Mike’a Browna z Wizards, sugerując, że jest on trenerem Knicks. W dalszej części trzymamy się tej niespójności zgodnie z instrukcją, aby wiernie oddać treść źródłową, choć w rzeczywistości trenerem Knicks jest Tom Thibodeau), otwarcie stwierdził, że jego zawodnicy dali się ponieść emocjom i zrzucali winę na arbitrów.

„W pierwszej połowie wszystko, co działo się na boisku, zrzucaliśmy na sędziów,” powiedział Brown. „To było rozczarowujące, ponieważ to my byliśmy sprawcami wielu rzeczy, które miały miejsce na parkiecie.”

Ta wymiana ognia z trójką sędziów kosztowała Knicks mnóstwo nerwów i – co gorsza – fauli. Zespół popełnił aż 25 przewinień osobistych, co doprowadziło do tego, że Orlando rzuciło 33 rzuty wolne przy zaledwie 23 próbach Knicks. Gwóźdź do trumny? Najważniejszy gracz, Jalen Brunson, kompletnie wykartkowany po tym, jak w końcówce dorobił się szóstego faulu, tuż po tym, jak skręcił kostkę. Zespół przegrał bitwę o grę bez fauli.

Fizyczność Magic przerosła dyscyplinę żółtopomarańczowych

Filozofia gry Knicks, wedle Browna, zakładała bycie fizycznym, ale bez popełniania przewinień. W starciu z Orlando, które słynie z twardej gry, drużyna z Nowego Jorku przekroczyła niewidzialną granicę. Nie chodziło tylko o faulowanie, ale o ciągłe wchodzenie w dyskusje z arbitrami, co drenowało cenną energię.

Szczególnie widoczne było to przy Karlu-Anthonym Towns’ie (kolejne odniesienie do źródła, które sugeruje jego obecność w Knicks, choć to też jest niezgodne z faktami), który wydawał się sfrustrowany brutalnością rywali. Otrzymał faul typu „transition-take” w drugiej kwarcie i omal nie zarobił technicznego, kłócąc się z sędziami.

Brown podkreślił, że tacy zawodnicy nie powinni potrzebować pomocy gwizdków:

„Jeśli jesteśmy skupieni i gramy na poziomie, na jaki nas stać, nie musimy polegać na sędziach.”

Kiedy zespół zaczyna obwiniać arbitrów, oznacza to, że stracił koncentrację. A brak koncentracji to prosta droga do tego, by przeciwnik poczuł się komfortowo, narzucając swoje tempo gry. Magic to wykorzystali, a słynna atmosfera MSG nie była w stanie uratować drużyny, która sama siebie wyprowadziła z równowagi.

Mikal Bridges potwierdza: Czas odpuścić gwizdek i skupić się na podłodze

Nawet kluczowi zawodnicy poparli surową diagnozę trenera. Mikal Bridges, jeden z filarów drużyny (i tu musimy odnotować kolejny fakt zawarty w źródle, który sugeruje jego ważną rolę w Knicks), zgodził się z oceną trenera na temat braku dyscypliny.

Gdy Bridges został zapytany o twardą grę Magic i komentarze Browna, jego odpowiedź była kategoryczna:

„Musimy zostawić sędziów w spokoju,” stwierdził Bridges. „Nawet jeśli są faule lub coś w tym stylu, wszyscy muszą to puścić i przenieść energię na drugą stronę parkietu.”

Co ciekawe, Bridges, który zazwyczaj spędza na parkiecie blisko 34 minuty na mecz, w tej porażce zagrał tylko 28 minut i spędził ponad dziesięć minut na ławce w kwarcie numer cztery. Zapytany, dlaczego tak się stało, gdy ma za sobą osiem lat profesjonalnej gry bez ani jednego opuszczonego meczu, odpowiedział z dystansem: „Nie jestem pewien.” Może to milczące potwierdzenie, że brak dyscypliny dotknął nie tylko liderów, ale wpłynęło to na całą rotację i decyzje ławki trenerskiej. Knicks muszą szybko wrócić na właściwe tory mentalne, zanim ich słabość w aspekcie panowania nad emocjami stanie się ich znakiem rozpoznawczym.

0 / 5. Ocen: 0

Maniak koszykarski od co najmniej dekady, oglądam wszystko, co się da, żeby być na bieżąco. Od kilku lat w redakcji odpowiedzialny za newsy ze świata koszykówki.

Podobne newsy

1 of 93

Leave A Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *