Trener Raptors: Scottie Barnes pokazał ogromny progres w play-offach.

Sezon Toronto Raptors właśnie się skończył po zaciętej walce z Cleveland Cavaliers, ale w powietrzu unosi się obietnica przyszłości jaśniejszej niż bieżące rozczarowanie. Trener Darko Rajaković ma powody do optymizmu, szczególnie gdy mowa o gwieździe zespołu, Scottie Barnsie, którego postawa w fazie play-off wzbudziła entuzjazm ekspertów. Czy to właśnie on poprowadzi Kanadyjczyków do wielkiej przebudowy?

Rajaković nie ma wątpliwości: Scottie Barnes to diament, który dopiero oszlifuje

Konkluzja sezonu dla Toronto Raptors była bolesna – porażka 114-102 z Cleveland Cavaliers przypieczętowała odpadnięcie z rywalizacji w pierwszej rundzie, kończąc tym samym zaciętą serię, w której oba zespoły pokazały wolę walki. Mimo że Cavaliers przechodzą dalej, a Raptors (w tym Barnes) udają się na zasłużony urlop, to słowa trenera Rajakovicia rzucają nowe światło na to, co czeka organizację.

Po meczu, szkoleniowiec nie szczędził pochwał pod adresem swojego All-Star. Rajaković, człowiek znany z budowania kultury pracy, podkreślił, jak znaczący krok naprzód wykonał Barnes w obliczu presji play-off. To nie jest tylko miłe słowo dla mediów; to zapowiedź nadchodzącej dominacji.

Trener stwierdził wprost podczas konferencji prasowej:

„Jak na ten etap jego kariery, myślę, że dał z siebie wszystko. Zrobił ogromny krok naprzód. Stał się o wiele lepszy w tej serii play-off… ale to nie jest najlepsza wersja Scotttiego, jaką zobaczymy. Wiem, jak bardzo jest głodny, jak dużo będzie pracował przez całe lato, i jakim graczem będzie w przyszłym roku. Myślę, że w przyszłym roku zobaczymy jeszcze lepszego Scotttiego” (tłumaczenie własne).

Tego typu deklaracje, płynące od trenera, który dopiero buduje swój system, są kluczowe. Sugerują one, że chociaż sezon się skończył porażką, fundament pod przyszłe sukcesy jest solidny, a głównym budulcem jest właśnie Barnes. To musi być niesamowite dla młodego zawodnika – wiedzieć, że twój sztab wierzy w jego nieograniczony potencjał.

Raptors: Więcej niż tylko siedem meczów z rywalem z Ohio

Trzeba obiektywnie spojrzeć na ten sezon Toronto. Czy był idealny? Absolutnie nie. Ale czy przyniósł ogromny progres? Zdecydowanie tak. Mówimy tu o wzroście o 16 zwycięstw, co przełożyło się na powrót do fazy posezonowej po raz pierwszy od sezonu 2021-2022. Choć przegrali w siedmiu meczach, co w NBA zawsze boli, to z perspektywy analityka byli o krok od sensacyjnego wyeliminowania teoretycznie silniejszych Cavaliers.

To był świetny rok dla Toronto, biorąc pod uwagę, kto wniósł największy wkład. Mieliśmy dwójkę All-Starów: Barnesa i Brandona Ingrama (choć Ingram związany jest z innym zespołem, informacja o byciu All-Starem może sugerować w kontekście źródła pewne nieścisłości w zestawieniu, ale skupmy się na ogólnej tendencji rozwoju kadry). Co więcej, debiutant Collin Murray-Boyles pokazał błyski potencjału na pozycję lidera centrów. Do tego dochodzą solidni gracze drugiej klasy, jak Jamal Shead i Ja’Kobe Walter, którzy udowodnili, że potrafią być wartościowymi elementami rotacji w NBA. Nawet gracze tacy jak Sandro Mamukelashvili i RJ Barrett notowali solidne występy.

Wszystko to brzmi jak przepis na sukces, ale w każdej drużynie pojawia się problem: kogo złożyć w ofierze?

Dylematy na lato: Kto zostaje, a kto pójdzie na giełdę transferową?

Kiedy sezon kończy się niepowodzeniem, naturalnie pojawia się pytanie o to, kogo warto wymienić, aby przyspieszyć skok jakościowy. W Toronto mamy co najmniej dwa gorące nazwiska, których przyszłość, delikatnie mówiąc, jest niepewna.

Pierwszy to rozgrywający Immanuel Quickley. Rozegrał solidny okres, gdy był zdrowy, ale niestety opuścił play-offy z powodu kontuzji. A teraz spójrzmy na fakty: ma gigantyczny kontrakt. W obliczu tych zobowiązań finansowych, logicznym ruchem dla zarządu może być wystawienie go na rynek transferowy już tego lata. Czy oddadzą tak cenny zasób? Czas pokaże, ale opłacalność jego pensji stawia pod znakiem zapytania jego długoterminowe miejsce w strukturach klubu.

Drugim przypadkiem jest Jakob Poeltl, centrum. Był kontuzjowany przez większość sezonu i nawet gdy był na parkiecie, sprawiał wrażenie gracza, który cofnął się w rozwoju. Problem polega na tym, że przed nim otwiera się perspektywa nowego, sowitego kontraktu, który zacznie obowiązywać w przyszłym roku. Przejście po Poeltlu w wymianie bez dodania cennych wyborów w drafcie może być trudne. Jednak skoro Murray-Boyles pokazał, że potrafi być startowym centrem na poziomie NBA, Raptors byliby nierozsądni, gdyby nie spróbowali wyizolować Poeltla na rynku transferowym. Potrzebują dynamiki, a nie drogich, naznaczonych kontuzjami centrów z przeszłością.

0 / 5. Ocen: 0

Maniak koszykarski od co najmniej dekady, oglądam wszystko, co się da, żeby być na bieżąco. Od kilku lat w redakcji odpowiedzialny za newsy ze świata koszykówki.

Podobne newsy

1 of 388