Sezon Memphis Grizzlies to koszykarska katastrofa, którą trudno opisać inaczej. Zespół tonie w ligowej tabeli, a na domiar złego, lista kontuzjowanych graczy przypomina listę życzeń na przyszłość, a nie skład na bieżące rozgrywki. Czy powrót Ty Jerome’a to iskra nadziei, czy tylko chwilowe pocieszenie w apokalipsie Grind City?
Ty Jerome: Czy transfer z Cavaliers to lekarstwo na Grizzlies?
Nie da się ukryć, że sezon dla Memphis Grizzlies to pasmo porażek. Po ostatnim, szóstym z rzędu przegranym meczu, ich bilans to dramatyczne 18-29, co stawia ich cztery wygrane za ostatnim miejscem premiowanym udziałem w Play-In na Zachodzie. Sytuację pogarsza fakt, że od dłuższego czasu drużyna musi radzić sobie bez swoich centrów, Zacha Edeya i Brandona Clarke’a. Co gorsza, koszmar się pogłębia: Ja Morant doznał ponownego urazu tuż przed deadlinem, a Scotty Pippen Jr. w ogóle nie zadebiutował w tym sezonie. W obliczu tych problemów, powrót Ty Jerome’a na parkiet jest niczym sygnał ratunkowy.
Ten wyczekiwany letni nabytek, sprowadzony z Cleveland Cavaliers, wreszcie zadebiutował, rozpoczynając spotkanie jako rozgrywający. I choć minęło grubo ponad pół sezonu, ten debiut absolutnie nie rozczarował. W zaledwie 20 minut, zawodnik z Uniwersytetu Wirginii (UVA) rzucił 20 punktów i zanotował sześć asyst. W obecnej sytuacji, z Morantem poza grą, Jerome jest tymczasowym PG1, a te liczby pokazują, że nie będzie on tylko statystą.
W ubiegłym roku Jerome był jednym z głównych kandydatów do nagrody dla Najlepszego Rezerwowego Sezonu (Sixth Man of the Year). To gracz, który może natychmiast podnieść morale i energię zespołu w tych trudnych tygodniach. Pytanie brzmi, czego dokładnie możemy się spodziewać po jego powrocie w Grind City?
Zaskakujący odejście z Cleveland i nagły impet w Memphis
Decyzja Cavaliers, by nie przedłużyć kontraktu Jerome’a po tak solidnym poprzednim roku, była dla wielu zagadką. W Cleveland postawiono na Sama Merrilla, co, szczerze mówiąc, okazało się dla nich dobrym ruchem finansowym, bo Merrill gra znakomicie. Tymczasem Jerome podpisał w Memphis trzyletni kontrakt opiewający na 29 milionów dolarów, podczas gdy Merrill zgarnął cztery lata i 38 milionów.
To, co Jerome zaprezentował od pierwszych minut, to element ofensywny, którego Grizzliesom tak potwornie brakowało: zdolność do penetracji i kreowania punktów. Odkąd Morant jest nieobecny, rolę dyrygenta pełnił Cam Spencer. Spencer wykonał zadanie w zakresie asystowania więcej niż przyzwoicie, ale nie potrafi wejść pod kosz i stworzyć fizycznej przewagi w taki sposób jak Jerome. Mówimy tu o graczu, który w zeszłym sezonie notował średnio 13 punktów na mecz, grając niecałe 20 minut dziennie. Choć jego debiut w fazie play-off rok wcześniej wzbudził powszechny zachwyt, pozostaje pewien znak zapytania.
Główną bolączką Jerome’a jest jego historia zdrowotna. Zaledwie dwa lata temu kontuzja kostki w drugim meczu sezonu wykluczyła go z gry na 80 spotkań. Nigdy nie rozegrał więcej niż 49 meczów w jednym sezonie. Jego „piętą achillesową” była dotychczas dostępność na parkiecie. W tym sezonie jednak, jeśli jest zdrowy, ten 28-letni weteran może stać się regularnym dostarczycielem 20 punktów w tym systemie.
Jerome musi ciągnąć ten wózek – kto pomoże Jarenowi Jacksonowi Jr.?
Jaren Jackson Jr. desperacko potrzebuje wsparcia w Memphis i to wsparcie w końcu dotarło. Kontuzje zdziesiątkowały skład i drastycznie obniżyły sufit możliwości tego zespołu na ten sezon. Ale powrót Ty Jerome’a daje szansę na dodanie brakującego elementu ofensywnego.
Wymiana Desmonda Bane’a za kapitał w drafcie była świetnym posunięciem z perspektywy budowania przyszłości, ale dla bieżącej gry na parkiecie, to pogorszenie sytuacji. Kentavious Caldwell-Pope, który przyszedł w ramach tych ruchów, radzi sobie tu równie słabo, co w barwach Magic.
Patrząc w przyszłość, Ja Morant czeka jeszcze kilka tygodni przerwy. Nie wiadomo, kiedy na boisku znajdzie się Scotty Pippen Jr., a brak Edeya przez tak długi czas to ogromna strata, biorąc pod uwagę pozytywny wpływ, jaki wywierał na wygrywanie rok wcześniej.
Teraz ciężar podniesienia tej drużyny spoczywa na barkach gracza, który może to zrobić – na Jerome’ie. Został zatrudniony nie bez powodu i teraz będzie musiał przejąć pałeczkę lidera. Dobrze jest widzieć tego zawodnika z powrotem w akcji, gotowego wziąć na siebie odpowiedzialność.









