Sezon Houston Rockets zakończył się katastrofą, a w ogniu krytyki znalazł się Kevin Durant, obarczany winą za niestabilną formę zespołu. Po wycieku informacji o rzekomym tajnym koncie w mediach społecznościowych, gdzie obrażano kolegów z drużyny, Fred VanVleet postanowił publicznie stanąć w obronie swojej gwiazdy. Czy to wystarczy, by załatać pęknięcia w szatni i uspokoić nastroje przed kluczowym latem dla organizacji z Teksasu?
Czy kłamstwo jest bardziej kuszące niż prawda? Obrona VanVleeta w cieniu skandalu KD
Odprawa Houston Rockets po porażce w pierwszej rundzie play-off z Los Angeles Lakers była daleka od optymistycznej. W centrum burzy, która przetoczyła się nad klubem, znalazł się Kevin Durant. Oskarżenia o prowadzenie „konta-przynęty” (burner account), z którego rzekomo krytykował on takich zawodników jak Alperen Şengün i Jabari Smith Jr., rzuciły cień na całą kampanię. W obliczu narastającej presji, do gry wkroczył weteran Fred VanVleet, by spróbować oczyścić atmosferę.
VanVleet, cytowany przez Sporting News, stanął murem za Durantem, sugerując, że całe zamieszanie zostało wyolbrzymione przez media i żądnych sensacji.
„Wiesz, kłamstwo zawsze jest bardziej pociągające niż prawda. Rozumiesz, o co mi chodzi? To jest po prostu rozrywka. Mieliśmy tego lata kilka dziwnych rzeczy. Myślę, że darem i przekleństwem KD jest to, że jest tak otwarty, tak autentyczny i tak przystępny, tak sobą, że zostawia to przestrzeń dla tych palantów, by wtrącić swoje trzy grosze i dodać własny zwrot akcji, a potem, jeśli on nie wyjdzie i bezpośrednio temu nie zaprzeczy lub temu się nie przeciwstawi, czego oni chcą.”
Trudno nie przyznać, że media z całą pewnością podkręciły narrację, bez twardych dowodów zamieniając plotkę w pożar. Ale czy to uwalnia Duranta od wszelkiej odpowiedzialności? W kontekście koszykówki, gdzie zaufanie w szatni jest walutą cenniejszą niż złoto, nadszarpnięta reputacja KD, naznaczona wcześniejszymi incydentami z kontami parawanowymi (choćby wobec byłego zespołu Oklahoma City Thunder), nie jest sprzymierzeńcem budowania mistrzowskiej chemii. Drużyna z Houston faktycznie wydawała się mniej zgrana po przerwie na All-Star, czyli dokładnie w momencie, gdy ta historia ujrzała światło dzienne.
Czy incydent z „przynętą” kosztował Rockets play-offy? Historia powtarza się w Teksasie
Motyw „szeptanego” obrażania kolegów z drużyny nie jest dla Duranta nowy. Wcześniej nagłaśniano przypadki, gdy używał on fałszywego profilu, by kwestionować wartość byłych kolegów z Thunder, poza Rasellem Westbrookiem, twierdząc, że nikt inny nie zasługuje na walkę o tytuł. Ironia polega na tym, że Houston usłyszało niemal identyczne zarzuty – że Şengün i Smith Jr. są balastem hamującym KD w zdobyciu mistrzostwa NBA.
Najbardziej intrygujące jest tu milczenie samego gracza. W świecie profesjonalnego sportu, gdzie każda sekunda uwagi mediów może być zmarnowana, proste i bezpośrednie zaprzeczenie mogłoby natychmiast zdusić ten rumor. Durant jednak wybrał inną strategię, skoncentrowaną na koszykówce. Choć VanVleet może argumentować, że to dowód autentyczności KD, dla kibiców i sterników klubu, brak stanowczego „nie” był cichym przyzwoleniem. Dyskomfort narastał, a pęknięcia w relacjach stały się widoczne na parkiecie.
Czy KD już jest na liście transferowej? Lekcja z nieudanego „all-in”
W świetle niepowodzenia w play-off i rosnących napięć wewnętrznych, rodzi się fundamentalne pytanie: czy Houston Rockets po zaledwie jednym sezonie rozważą wystawienie Kevina Duranta na listę transferową? Wymiana Jalena Greena i Dillona Brooksa, mająca pokazać, że Rockets są gotowi na „all-in” po mistrzostwo, przyniosła efekt odwrotny do zamierzonego – sezon był gorszy.
Kierownictwo klubu sygnalizuje, że latem będą gotowi słuchać ofert na niemal każdego, byle tylko wzmocnić skład pod kątem realnej walki o tytuł. Pierwszy rok Duranta w barwach Rakiet to spektakularna porażka w kontekście mistrzowskich ambicji. W świecie NBA, gdzie czas na budowanie super-zespołów jest krótki, organizacja ta nie waha się przed drastycznymi ruchami. Jeśli wyczerpie się argument „jeden sezon na zgranie”, Durant, mimo horrendalnego kontraktu i statusu superstara, może stać się pionkiem w grze o restrukturyzację składu, mającej dać im większą głębię lub lepsze dopasowanie talentów w kluczowych fazach sezonu.









