Zimowy renesans czy polityka? Jonathan Kuminga, pomimo chęci odejścia z Golden State Warriors, nagle wrócił na parkiet, a GSW zderzyło się z brutalną prawdą o braku rynku dla swojej perły. Czy ten sezon to już definitywny koniec jego ery w Bay Area, czy może niespodziewany zwrot akcji uratuje relację skonfliktowanych stron?
Wojownicy i zimny prysznic: Gdzie jest rynek na Kumingę?
Po tym, jak Jonathan Kuminga podpisał nowy kontrakt z Golden State Warriors pod koniec ubiegłego roku, narastało pewne wyczekiwanie. Kiedy kalendarz wskazał 15 stycznia, wielu obserwatorów ligi sądziło, że Generalny Menadżer Mike Dunleavy Jr. wreszcie sfinalizuje transakcję, na którą wszyscy czekali – wymianę młodego skrzydłowego. W końcu, nowa umowa uruchomiła klauzulę NBA, która blokowała jego potencjalny transfer do połowy stycznia. Fani spekulowali, że Warriors stworzyli już interesujący katalog opcji wymiany i po prostu wybiorą najlepszą. Jak się jednak okazało, wizja ta była bujaniem w obłokach.
Rzeczywistość okazała się o wiele bardziej przyziemna, a wręcz bolesna dla organizacji z Kalifornii. W kuluarach ligowych menedżerowie zgodnie twierdzili, że rynek na Kumingę jest zaskakująco słaby, a ewentualne zainteresowanie rozwinie się dopiero bliżej ostatecznego terminu wymian 5 lutego. Kiedy Dunleavy Jr. stanął przed mediami, zmuszony był przyznać się do tej niewygodnej prawdy.
Zapytany o to, dlaczego Warriors nie handlują Kumingą, mimo że zawodnik złożył oficjalne żądanie transferu 15 stycznia, Dunleavy odpowiedział brutalnie jasno: „Co do żądania, jestem tego świadomy. Jednak w kwestii żądań, musi być popyt na rynku. Zobaczymy, jak to się potoczy”.
Mówiąc prościej, kluby NBA nie rzucają się do drzwi Chase Center, aby zabezpieczyć usługi Kumingi. Choć Sacramento Kings od początku byli wymieniani jako jedyny faktyczny i konsekwentny interesant, oferty napływające spoza tego regionu, które Warriors uznaliby za satysfakcjonujące, po prostu nie miały miejsca. Pojawiały się pogłoski o zainteresowaniu ze strony Mavericks, Lakers czy Miami Heat, ale problem polegał na tym, że dla tych zespołów Kuminga nie stanowi priorytetu. Mają swoje własne, pilniejsze cele do zrealizowania, a dopiero po ich ewentualnym fiasku, młody skrzydłowy Warriors mógłby wskoczyć na szczyt ich listy życzeń.
Niespodziewany zwrot akcji i pęknięta relacja
Podczas gdy na froncie transferowym panował pat, na boisku wydarzyło się coś kompletnie nieoczekiwanego – wręcz w stylu, w jakim prowadzone są sprawy Kumingi w organizacji. W obliczu kontuzji, która zakończyła sezon dla Jimmy’ego Butlera, Kuminga wrócił do gry we wtorek wieczorem, po raz pierwszy od 18 grudnia. I to nie byle jak wrócił. W zaledwie 21 minut popisał się dorobkiem 20 punktów, trafiając 7 z 10 rzutów z gry w ligowym starciu, które Warriors przegrali z Toronto aż 145:127.
Teoretycznie, uraz Butlera powinien kompletnie odwrócić sytuację Kumingi, czyniąc go kluczowym i niezastąpionym elementem składu, co automatycznie wyjęłoby go z obiegu transferowego. Jednak relacja między Warriors a Kumingą jest tak głęboko popękana, że ten jednorazowy „dar losu” może nie wystarczyć, by załatać pęknięcia spowodowane wcześniejszymi decyzjami kadrowymi. Zbyt wiele zostało powiedziane i zrobione po obu stronach, co sugeruje, że wymiana jest jedyną drogą wyjścia z tego impasu.
Trener Steve Kerr wielokrotnie powtarzał, że Kuminga stracił miejsce w rotacji, ponieważ w nowoczesnym NBA drużyna nie może sobie pozwolić na jednoczesne wystawianie do gry trzech graczy, którzy są niewiarygodnymi strzelcami z dystansu. A ta trójka to właśnie Butler, Draymond Green i sam Kuminga. Teraz, gdy Butlera nie ma, Kuminga ma naturalne okienko.
Problem w tym, że mosty wydają się spalone. Sam Dunleavy Jr. wyraził rozczarowanie, choć podszedł do tematu dość pragmatycznie: „Jestem rozczarowany, że to nie potoczyło się lepiej. Ale cóż, tak to już jest… Wiem, że o transfer zostało poproszone. Ale nic nie jest nieuchronne. Sprawy w tej lidze mogą zmienić się w mgnieniu oka, tak jak to miało miejsce wczoraj wieczorem. Więc on musi być gotowy”.
Szokujące słowa GM: Co dalej z młotem i kowadłem?
Stanowisko Dunleavy’ego wskazuje na swoisty zawieszony stan – oczekiwanie, aż rynek sam się uformuje lub aż Kuminga swoją grą wymusi na klubie radykalne zmiany w planach. To klasyczne przeciąganie liny w NBA, tyle że w tym przypadku obie strony są podatne na uszkodzenia. Warriors z jednej strony ryzykują utratę wartości zawodnika, który nagle zaczął grać na wysokim poziomie, a z drugiej strony, Kuminga traci cenne miesiące rozwoju w systemie, w którym najwyraźniej nie czuł się doceniony.
Choć powrót Kumingi na parkiet po absencji był spektakularny, na razie nic nie zwiastuje natychmiastowej rewolucji w polityce kadrowej Warriors. Najważniejszy wniosek pozostaje ten sam: dopóki Dunleavy Jr. nie otrzyma oferty, która realnie wzmocni szanse Warriors na walkę o tytuł lub zapewni im wartościowy kapitał na przyszłość – transfer Kumingi pozostaje zamrożony. To twarde reality check dla wszystkich, którzy liczyli na szybkie i bezbolesne rozwiązanie tej słynnej już sagi.









