Wielki powrót w Zatoce: Czy Seth Curry uleczy rany Warriors? Kibice Golden State wstrzymują oddech przed starciem z Jazzem. Po ostatniej porażce z Thunderem, nadzieje na odzyskanie świetności ligi znów spoczywają na barkach Currych. Czy młodszy z braci, Seth, okaże się brakującym elementem układanki trenera Steve’a Kerra?
Niespodziewany zwrot akcji: Seth Curry z powrotem na parkiecie?
W poniedziałkowy wieczór, koszykarskie emocje przeniosą się do Salt Lake City, gdzie Golden State Warriors zmierzą się z Utah Jazz. Warriors, obecnie ósma siła Konferencji Zachodniej z bilansem 32-31 po 63 meczach, zmagają się z niestabilną formą – z ostatnich dziesięciu spotkań wygrali zaledwie cztery, a na wyjazdach ich statystyki są wręcz alarmujące (13-18). Ta niewyraźna forma napędza potrzebę wzmocnienia składu i szybkiego odzyskania rytmu przed fazą play-off.
Ostatnie starcie to bolesna porażka 97-104 z Oklahoma City Thunder, gdzie Seth Curry, były gwiazdor Duke, nie miał okazji pomóc drużynie, pozostając poza składem od grudnia. Jednak tuż przed kluczowym spotkaniem z Jazzem, Kerr i sztab szkoleniowy ogłosili wiadomość, która z pewnością podniosła morale w szatni: Seth Curry został oznaczony jako „prawdopodobny” do gry. Oznacza to, że były zawodnik Dallas Mavericks i Philadelphia 76ers jest gotów do powrotu na parkiety NBA.
Warto przypomnieć – choć jego rola na razie wydaje się drugoplanowa – statystyki Curry’ego z tego sezonu, choć skromne, są efektywne. W dwóch dotychczas rozegranych meczach notował średnio 7.0 punktu, 2.0 zbiórki, 1.5 asysty i 1.0 przechwytu, trafiając oszałamiające 66.7% rzutów z gry. Jak donosi Twitterowy profil SleeperWarriors, powołując się na Daltona J. Johnsona: „Seth Curry jest prawdopodobny na poniedziałkowy mecz Warriors-Jazz. Curry nie zagrał od 2 grudnia”. Powrót zawodnika, który ma na koncie 41 meczów w fazie play-off (w tym 16 jako starter), może okazać się niezwykle istotny dla rotacji Golden State.
Kufer Curry’ego: Historia strzelca, który pisze rekordy
Zanim Seth Curry wskoczył do klanu Warriors, jego kariera była swoistym rollercoasterem po wielu ekipach ligi: od Mavericks, przez 76ers, Nets, Hornets, Blazers, Kings, Suns, Cavaliers, aż po Memphis Grizzlies – łącznie dwanaście sezonów i niemal każda destynacja w NBA.
Jego dotychczasowe osiągnięcia w NBA są imponujące, zwłaszcza biorąc pod uwagę jego specjalizację. W 552 meczach notuje średnio 9.9 punktu, 2.0 zbiórki i 1.9 asysty, przy niesamowitej efektywności 47.2% z gry i 43.3% za trzy. To ostatnie statystyczne osiągnięcie jest kluczowe. Zestawienie opublikowane przez Underdog 5 lutego ukazało jego miejsce w historii:
„Najlepszy procent rzutów za trzy w historii NBA (minimum 2000 prób): LUKE KENNARD – 44.2%, Joe Harris – 43.6%, Seth Curry – 43.3%, Kyle Korver – 42.9%, Steve Nash – 42.8%, Stephen Curry – 42.2%.”
Fakt, że Seth Curry plasuje się tak wysoko w elitarnym zestawieniu najlepszych strzelców dystansu obok legend takich jak Nash i jego brat Stephen, jasno pokazuje, jak cennym aktywem może być na ławce Warriors. Jego doświadczenie w ważnych momentach, jak widać na zdjęciu z bratem, który po dramatycznym dogrywce pokonał Portland Trail Blazers w 2019 roku, sugeruje, że nie boi się presji.
Gdzie są Warriors, a gdzie Jazz: Sytuacja obu ekip przed starciem
Warriors, utykający w obecnym sezonie, muszą wreszcie znaleźć spójność. Wyjazdowy bilans 13-18 to coś, co martwi kibiców, przyzwyczajonych do dominacji pod wodzą Stephena Curry’ego i trenera Steve’a Kerra. Jak pokazało ostatnie spotkanie z Phoenix Suns, gdzie przegrali 98-99, różnice w meczach są minimalne. Przygotowując się do play-offów, każda wygrana, a zwłaszcza przełamanie niekorzystnych trendów wyjazdowych, jest na wagę złota.
Z drugiej strony, Utah Jazz, z bilansem 19-45, zajmują żałosne 14. miejsce na Zachodzie. Ich forma również nie napawa optymizmem – z ostatnich dziesięciu meczów wygrali zaledwie dwa. Jazz są na etapie przebudowy, a ich aspiracje na ten sezon dawno legły w gruzach. Ich ostatnie dziesięć spotkań to pasmo porażek, co stawia ich w idealnej pozycji dla Warriors, aby odzyskać pewność siebie kosztem osłabionego rywala.
Po starciu w Salt Lake City, Warriors będą musieli szybko przestawić tryby na kolejny mecz, który rozegrają we wtorek na własnym parkiecie przeciwko Chicago Bulls, prowadzonym przez Josha Giddeya. To sekwencja spotkań, której Warriors nie mogą przegrać, jeśli chcą utrzymać swoją ósmą pozycję i uniknąć niebezpiecznych „turniejów play-in”. Powrót Setha Curry’ego – strzelca o historycznej celności – może stać się katalizatorem tej zmiany.









