Warriors osłabieni w strefie podkoszowej przed meczem z Jazz.

Złoci Wojownicy znowu na zakręcie! Gdy kluczowi gracze z pierwszej linii lądują na ławce, cały ciężar obrony i kreowania gry spada na barki jednego, kontrowersyjnego weterana. Czy Draymond Green samotnie udźwignie presję nadchodzącej, kluczowej serii meczów w Konferencji Zachodniej?

Frontcourt Golden State w głębokim kryzysie: Horford i Porziņģis poza grą

Sytuacja w drużynie Golden State Warriors robi się naprawdę gorąca, szczególnie tuż przed kluczowym starciem z Utah Jazz. To, co miało być wzmocnieniem, obecnie wygląda jak logistyczny koszmar trenera Steve’a Kerra. Weterani, na których liczono w walce o pozycje gwarantujące play-off, nagle zniknęli z raportu kontuzji. Al Horford, mający zarządzać lewym palcem u nogi (uraz stawu, co by nie było!), został wyłączony z gry. Z kolei Kristaps Porziņģis, czyli Łotysz, którego pozyskanie miało dodać dynamiki i wzrostu, odpoczywa z powodu „zarządzania chorobą”. Dwa ważne ogniwa, dwa braki, które zmuszają Warriors do radykalnej rewizji planów. Kiedy na parkiecie brakuje tych dwóch gigantów, cała defensywna architektura opiera się na jednym filarze: Draymondzie Greenie. To scenariusz, który jednych budzi optymizmem, a innych mrozi krwią w żyłach.

Absencja Horforda nastąpiła tuż po tym, jak 39-letni center rozegrał solidne minuty w porażce 104-97 z obrońcami tytułu, Oklahoma City Thunder. Wtam starciu zanotował przyzwoite cztery punkty, pięć zbiórek i cztery asysty, ale kibice pamiętają chwilę wcześniej jego dwa mecze z 17 punktami na głowę przeciwko Houston Rockets i Los Angeles Clippers. Z kolei Porziņģis, ten mierzący 221 cm środkowy, miał dopiero zacząć integrować się z rotacją. W ostatnim meczu przeciwko OKC zgromadził dziewięć punktów, pięć zbiórek i tyle samo asyst. Pokazał przebłyski tej wszechstronności, której Warriors tak bardzo pragnęli, ale na razie jego obecność w składzie to bardziej obietnica niż pewnik – zagrał raptem dwa mecze od transferu. Co znamienne, poniedziałkowy mecz to dopiero początek serii back-to-back, co sugeruje, że obie absencje mogą zostać skorygowane już we wtorek przeciwko Chicago Bulls. To jednak nie zmienia faktu, że na teraz, Kerr musi improwizować.

Czy Draymond Green poczuje się jak superbohater, gdy obrona leży?

Kiedy weteran Al Horford i młody (choć też już nie junior) Porziņģis siedzą na trybunach, Draymond Green staje się kluczowym, niekwestionowanym punktem ciężkości pod koszem. Mówimy o 36-letnim forwadzie, który właśnie zanotował znakomite, wszechstronne spotkanie przeciwko Thunder (16 punktów, 5 asyst, 4 zbiórki, 2 przechwyty). Ale to właśnie koniec tego meczu pozostaje w pamięci: Shai Gilgeous-Alexander posłał nad Greenem decydującą trójkę, przypieczętowując zwycięstwo Oklahomy.

Reakcja Greena po meczu była typowa dla jego charakteru – bezkompromisowa i samokrytyczna. Jak sam przyznał, słowa te mogłyby wisieć w szatni: „Jestem zniesmaczony tym, że pozwoliłem na ten rzut na koniec. To był zbyt duży luz. Powinienem był bardziej naciskać. Biczuję się za to”. To pokazuje, że mimo zaawansowanego wieku, jego paliwem wciąż jest chęć perfekcji w obronie.

Co ciekawe, Green bagatelizuje trudności, mówiąc, że takie wyzwania go napędzają. Dodał: „Myślę, że nasz sztab szkoleniowy odkrył, że mam znacznie więcej energii, gdy dostaję takie zadanie. Bo jak już mówiłem, jeśli trener każe mi kryć Kawhi’ego, KD, albo Shai’a – to jest dla mnie odznaką honorową”. Dla tego czterokrotnego mistrza NBA, polowanie na najlepszych ligowych strzelców wciąż jest motywacją, co sam podkreślał: „Mam 36 lat. Trzy mecze z rzędu – to jest odznaka honorowa. To wyciąga ze mnie to, co najlepsze, kiedy bronisz przeciwko gościom takim jak oni”. To właśnie ta mentalność będzie teraz kluczowa, bo role znów się odwracają – on musi osłaniać resztę defensywy.

Wyścig o Play-off Półmetka: Mało miejsca na błędy

Golden State Warriors, z bilansem 32-31, tkwi niczym mucha w bursztynie w gęstej środkowej grupie Konferencji Zachodniej. Prognozy (choć czasem bywają zawodne) sugerują, że Warriors mają ósmy najłatwiejszy terminarz pozostałych meczów w lidze, ale to marna pociecha, gdy różnice punktowe są tak minimalne. Pozycja szósta, zajmowana przez Denver Nuggets (39-25), jest oddalona o 6,5 meczu, co wydaje się sporym dystansem, ale z kolei Blazers z 10. miejsca (31-34) tracą do nich zaledwie dwa zwycięstwa. Każda porażka pod wpływem absencji w kluczowym momencie może oznaczać spadek do turnieju play-in, a to dla takiej organizacji jest niedopuszczalne.

Mecz z Utah Jazz, pomimo faktu, że Warriors mają poważne luki w składzie, może paradoksalnie okazać się szansą. Dlaczego? Bo Jazz radzi sobie niewiele lepiej, jeśli chodzi o zdrowie w obecnej chwili. Utah również ma poważne problemy w strefie podkoszowej, odpoczywają Lauri Markkanen (biodro), a Jaren Jackson Jr. i Walker Kessler wracają po operacjach, co stawia ich defensywę w niepewnej luce rekonwalescencyjnej.

Niemniej jednak, Warriors nie mogą sobie pozwolić na ulgę. W obliczu absencji Horforda i Porziņģisa, to Draymond Green – z całą swoją defensywną intensywnością i kontrowersyjnym, a jednocześnie niezastąpionym przywództwem – będzie musiał ustabilizować losy rotacji. Teraz, bardziej niż kiedykolwiek, liczy się jego wszechstronność i zdolność do bycia mózgiem operacji w najbliższych kluczowych tygodniach.

0 / 5. Ocen: 0

Maniak koszykarski od co najmniej dekady, oglądam wszystko, co się da, żeby być na bieżąco. Od kilku lat w redakcji odpowiedzialny za newsy ze świata koszykówki.

Podobne newsy

1 of 482