Warriors zabezpieczyli miejsce w turnieju play-in po wygranej z Nets.

Sezon Złotego Stanu Warriors wydaje się być pasmem niekończących się przeciwności, ale mimo kontuzji kluczowych graczy i niestabilnej formy, udało im się osiągnąć cel minimum. Zabezpieczenie miejsca w turnieju play-in to dopiero początek, a teraz prawdziwa walka o to, by nie kończyć sezonu w scenariuszu „jedno wyjście i koniec” dopiero się rozpoczyna.

Potwierdzenie awansu: Co oznacza play-in dla Wojowników?

To już oficjalne – Golden State Warriors zapewnili sobie udział w turnieju play-in. Eliminacja Memphis Grizzlies przypieczętowała dla składu z Zachodniego Wybrzeża choćby minimalną szansę na kontynuację sezonu po fazie zasadniczej, co w obliczu tego, przez co przeszli, jest sporym osiągnięciem. Obecnie Warriors zajmują pozycję, która daje im gwarancję miejsca w czołowej dziesiątce Konferencji Zachodniej. Jednak to, jaką ścieżką będą szli do ewentualnych play-offów, zależy od wyników najbliższych dziewięciu spotkań.

Kluczowa jest różnica między pozycją siódmą/ósmą a dziewiątą/dziesiątą. Zajęcie miejsc 7. lub 8. oznacza otrzymanie dwóch szans na awans do właściwych play-offów. Z kolei lądowanie na 9. lub 10. pozycji to bilet do scenariusza typu „win or go home” – jeden mecz, jedna szansa na przetrwanie, zero marginesu błędu. Warriors na pewno wolą mieć tę podwójną amortyzację.

Ostatnie zwycięstwo, mimo że nie było koncertem koszykarskim, utrzymało ich w walce o wyższe lokaty. Wygrana 109-106 nad Brooklyn Nets w Chase Center była konieczna. Przyznajmy szczerze, nie był to popis – 26 strat przeciwko jednej z najsłabszych defensyw w lidze i konieczność odrabiania strat w czwartej kwarcie. Mimo to, indywidualne występy uratowały sytuację: Gui Santos zanotował rekordowe w karierze 31 punktów, Brandin Podziemski zakończył mecz z 22 punktami i imponującym wskaźnikiem plus/minus wynoszącym +19, a Gary Payton II był perfekcyjny, trafiając 5 z 5 rzutów z gry i nie popełniając ani jednej straty. Znaleźli sposób, by to wygrać.

Sezon pełen dramatów: Kto dźwigał ten wózek?

Trafienie do play-in to efekt heroicznej walki całego składu, zwłaszcza biorąc pod uwagę listę nieobecnych. Sezon Warriors to wręcz podręcznikowy przykład tego, jak kontuzje mogą zrujnować projekt mistrzowski. Jimmy Butler (tutaj widocznie nastąpiła pomyłka w źródle, prawdopodobnie chodziło o innego kluczowego gracza Warriors, zważywszy na kontekst, ale bazując ściśle na dostarczonym tekście – Butler) zerwał więzadło krzyżowe w styczniu. Moses Moody naderwał ścięgno rzepki w Dallas. A Stephen Curry opuścił 23 mecze z powodu uporczywych problemów z prawym kolanem i, jak donosił dziennikarz Anthony Slater, „wciąż nie otrzymał zgody na pełny trening z drużyną (scrimmage)”.

Cała ta seria niefortunnych zdarzeń sprawiła, że Warriors przegrali 16 z ostatnich 23 spotkań. System opierał się na głębi składu, zmuszając rezerwowych do przejmowania znacznie większej roli, a graczy rotacyjnych do niesienia ciężaru liderów.

Draymond Green, który sam ma za sobą swoje perypetie, doskonale uchwycił ducha walki wymaganego w takich okolicznościach. Jak stwierdził wcześniej w tygodniu, cytowany przez NBC Sports Bay Area: „Po prostu nie możesz być tym gościem, który poddaje się, gdy robi się ciężko. Kiedy coś idzie nie tak, nie możesz zeskoczyć z pociągu, nie możesz chodzić i się obrażać, nie możesz rzucić ręcznika”. Jak widać, drużyna nie rzuciła jeszcze ręcznika. Sam fakt bycia w play-in to potwierdzenie tej mentalności.

Czy Curry wróci, by uratować dziewięć ostatnich meczów?

Priorytetem staje się teraz poprawa pozycji w tabeli. Dziewięć meczów, które pozostały, ma kluczowe znaczenie dla „rozstawienia” (seedingu). Jeśli Curry wróci do zdrowia na tyle szybko, by móc rozegrać choć część z tych spotkań, sufit możliwości tej drużyny znacząco się podniesie.

Trener Steve Kerr konsekwentnie trzyma się zasady: Curry zagra, gdy będzie w stu procentach zdrowy, ani chwili wcześniej. Jak jasno zaznaczył: „Steph zagra, kiedy będzie zdrowy. To tak proste”. Kolejna aktualizacja dotycząca jego stanu zdrowia ma nadejść pod koniec tygodnia. To nie jest sytuacja, w której można cokolwiek wymuszać.

Podczas gdy gwiazda zmaga się z rehabilitacją, ci, którzy utrzymali Warriors na powierzchni, muszą kontynuować swój „grind”. Play-in jest pewny. Rozstawienie – już nie. Każde zwycięstwo to szansa na uniknięcie tej straszliwej pułapki jednego meczu o wszystko, która może skończyć sezon w jednej chwili, niezależnie od tego, jak wiele potu i krwi wylano przez te kontuzje. Warriors za dużo wycierpieli, by zadowolić się najtrudniejszą możliwą ścieżką. Muszą walczyć o lepszą pozycję wyjściową.

0 / 5. Ocen: 0

Maniak koszykarski od co najmniej dekady, oglądam wszystko, co się da, żeby być na bieżąco. Od kilku lat w redakcji odpowiedzialny za newsy ze świata koszykówki.

Podobne newsy

1 of 482