Golden State Warriors zmagają się z kontuzją Stephena Curry’ego, a na barki Kristapsa Porziņģisa spada nagle większy ciężar gatunkowy. Czy Łotysz jest gotów podjąć wyzwanie i wypełnić gigantyczną lukę w rotacji? Pierwszy występ po wymianie był obiecujący, ale teraz nadchodzi prawdziwy test odporności i kondycji Łotysza.
Czy Porziņģis dostanie zielone światło na większe minuty? Koniec ostrożności w Bay Area
Golden State Warriors zamierzają mocniej postawić na swojego najnowszego zawodnika z przedniej linii. Po ostrożnym debiucie, Kristaps Porziņģis ma zobaczyć znaczący wzrost swoich minut na parkiecie. To kluczowy moment dla Wojowników, którzy muszą jakoś przetrwać czas bez Stephena Curry’ego, uziemionego z powodu zespołu bólu rzepkowo-udowego, powszechnie określanego jako „kolano biegacza”.
Jak donosi Nick Friedell z The Athletic, trener Steve Kerr oficjalnie potwierdził, że obciążenie Porziņģisa zostanie zwiększone, począwszy od niedzielnego starcia z Denver Nuggets. „Kerr mówi, że minuty Porziņģisa zostaną nieco podniesione w meczu z Nuggets” – napisał Friedell na platformie X. „Kerr dodaje, że Porziņģis czuje się dobrze, a sztab medyczny zezwolił mu na dodatkowe minuty. W debiucie w czwartek zagrał 17 minut.” Ta decyzja to wyraźny sygnał postępu w procesie wdrażania Łotysza i podkreśla desperacką potrzebę ustabilizowania rotacji bez swojego największego gwiazdora.
Pierwszy akt: Błysk geniuszu przeciwko byłej ekipie
Porziņģis zadebiutował w barwach Warriors w czwartek, w przegranym 121–110 meczu z Boston Celtics, jego dawną drużyną. Występ ten nastąpił po pauzie spowodowanej zapaleniem ścięgna Achillesa – najpierw przez 13 spotkań przed transferem, a potem po kolejnych trzech meczach po zmianie klubu. Ale nawet w zaledwie 17 minut, „KP” zademonstrował ten dwukierunkowy wachlarz umiejętności, który uczynił z niego tak pożądanego nabytku. Zanotował zaledwie 12 punktów przy skuteczności 5/9 z gry, w tym 2/5 za trzy punkty, dokładając do tego dwa bloki.
Co ciekawe, sam zawodnik sugerował chęć grania dłużej. Po meczu Porziņģis powiedział: „Nawet dziś chciałbym pograć dłużej. Nawet jeśli padnę ze zmęczenia na boisku, wciąż chcę się pchać do przodu. Ale wiem, że muszę iść krok po kroku. Mam nadzieję, że w następnym meczu dodamy kilka minut.” Ta prośba została właśnie spełniona.
Długi powrót po Achillesie: Kroki milowe, nie sprint
Warriors od początku zakładali ostrożne podejście do Porziņģisa, którego debiut był opóźniony ze względu na problemy z zapaleniem ścięgna Achillesa – kontuzją, która potrafi długo dokuczać, jeśli jest lekceważona. Porziņģis sam przyznał, że musi odzyskać pełnię sił: „Chcę dojść do idealnej formy, żebym mógł wejść na parkiet i nie spóźniać się choćby o pół kroku” – tłumaczył. „Muszę być szybki i mieć sprężystość w nogach. Rzuty nie były idealne; kilka było nieco spłaszczonych. To rzeczy, które zajmą chwilę, by nabrać dobrego rytmu.”
Rdza była widoczna w drobnych niuansach. Łotysz zanotował tylko jedną asystę i popełnił dwa straty, obie związane z tempem gry i brakiem zgrania z nowym systemem Golden State. Z drugiej strony, tylko jedna zbiórka i oba bloki przyszły jako pomoc defensywna, a nie rezultat dominacji w „pomalowanym”. Mimo to, ogólny trend był zdecydowanie pozytywny.
Przełom w drugiej połowie: Lepsza chemia i coraz więcej komfortu
Statystycznie, występ Porziņģisa opowiadał wyraźną historię adaptacji. Mimo że w siedmiu minutach pierwszej połowy jego wskaźnik plus/minus wynosił minus 19, to po przerwie, w dziesięciu minutach drugiej połowy, odwrócił sytuację na plus 15, co świadczy o wyraźnej poprawie wyczucia czasu i komfortu na parkiecie.
Kerr skomentował tę progresję: „Pierwszy mecz w nowej drużynie jest zawsze trudny. Nie znasz dobrze kolegów z drużyny. Nie czujesz jeszcze płynności tego, co się dzieje. Ale zauważyłem, że od pierwszej do drugiej połowy po prostu wyglądał na bardziej komfortowego i oswojonego z sytuacją.” Porziņģis podzielił tę opinię: „W miarę upływu gry było coraz lepiej i lepiej. To pierwszy krok do dalszej budowy. Miałem swoje szanse, kilka strat. Myślę, że to tylko kwestia czasu, aby złapać lepszy rytm od tego momentu.”
Test z Jokiciem: Kiedy rola się powiększa
Większa liczba minut dla Porziņģisa oznacza natychmiastowy, gigantyczny test: obronę przeciwko trzykrotnemu MVP, Nikolę Jokiciowi. To starcie będzie miało podwójne znaczenie – sprawdzi nie tylko kondycję Porziņģisa, ale i to, jak szybko jest w stanie przejąć odpowiedzialność jako strzelec i osłona obręczy, czyli role, których Warriors desperacko potrzebują przy absencji Curry’ego.
Weteran Al Horford, który grał z Porziņģisem w Bostonie, jest przekonany, że na najlepszą wersję Łotysza jeszcze poczekamy. „Myślę, że będzie nadal robił postępy, odzyska siłę w nogach i będzie mógł grać dłużej” – powiedział Horford. „Wtedy zobaczymy prawdziwego KP. Jak na pierwszy mecz po tak długiej przerwie, spisał się naprawdę dobrze.” Decyzja Warriors o zwiększeniu jego roli to zakład, że Porziņģis będzie rósł natychmiastowo w tej niełatwej fazie sezonu.









