Wembanyama celuje w 60 zwycięstw, by zrównoważyć debiutancki sezon.

San Antonio Spurs przeszli transformację, o jakiej kibice marzyli od lat, i nagle z drużyny „tankującej” dla wyboru w drafcie stali się postrachem Zachodu, walcząc o jedynkę w konferencji. Czy to sen, czy może brutalna rzeczywistość narzucona przez kosmicznego debiutanta? Ta zmiana tempa w Teksasie jest elektryzująca, a główny architekt tej rewolucji ma ambicje sięgające znacznie wyżej niż 50 zwycięstw.

Czy 50 zwycięstw to już za mało dla Wembanyamy? Ambicje idą po 60

Przez ostatnie lata nazwa San Antonio Spurs kojarzyła się głównie z kolumną „Lottery Pick”. Jednak po zwycięstwie nad Los Angeles Clippers, drużyna z Teksasu przekroczyła magiczną granicę 50 wygranych po raz pierwszy od dziewięciu lat. To spektakularny skok, zwłaszcza biorąc pod uwagę ich niedawne problemy. W tej chwili do pierwszego miejsca na Zachodzie, okupowanego przez Thunder, brakuje im zaledwie trzech zwycięstw. Sukces ten jest niemal w całości przypisywany jednemu człowiekowi – Victorowi Wembanyamie.

W ciągu zaledwie trzech sezonów „Wemby” ewoluował z talentu perspektywicznego do absolutnej czołówki ligi. Ale jak się okazuje, mierzenie się z najlepszymi nie jest dla niego celem samym w sobie. Po wspomnianym triumfie nad Clippers, Wembanyama rzucił wyzwanie, które zaskoczyło nawet najbardziej zagorzałych optymistów:

„Jest postęp. Nadal to za mało. Chcę dojść do co najmniej 60 wygranych, aby zrównoważyć mój debiutancki sezon.”

Taka deklaracja, zwłaszcza od gracza w jego wieku, świadczy o mentalności zwycięzcy. Aby osiągnąć ten pułap, Spurs muszą wygrać co najmniej dziesięć z pozostałych meczów. Biorąc pod uwagę ich obecną formę – osiemnaście zwycięstw w dwudziestu ostatnich spotkaniach – wizja zdobycia 60 wygranych przestaje być fantazją, a staje się całkiem realnym scenariuszem. Ta drużyna udowodniła, że nie jest tylko uczestnikiem play-off, ale poważnym kandydatem do tytułu. Kluczowe jest tu zdrowie Francuza; po rozegraniu zaledwie 46 meczów w poprzednim roku, jego obecna gotowość do gry jest fundamentem tej ofensywy.

Fundament dominacji: Wembanyama jako przyszły MVP i tarcza obrony

Victor Wembanyama konsekwentnie podkreśla, że indywidualne wyróżnienia schodzą na dalszy plan; liczy się tylko drużynowe zwycięstwo. Ta filozofia przenosi się bezpośrednio na parkiet, szczególnie po stronie defensywnej. Choć statystyki strzeleckie mogą być imponujące, to jego wpływ na obronę jest nieporównywalny z niczym, co widzieliśmy w tej lidze od dawna.

Obecnie San Antonio Spurs notują trzeci najlepszy wskaźnik efektywności obronnej (Defensive Rating) w całej NBA, ustępując jedynie Thunder i zaskakująco słabym (z perspektywy wyników) Detroit Pistons. To nie przypadek. Długość, wyczucie czasu i umiejętność niemal natychmiastowego zamykania przestrzeni sprawiają, że przeciwnicy czują się przy nim klaustrofobicznie. W parze z tym, Spurs plasują się na czwartym miejscu pod względem efektywności ofensywnej. Bilans? Drużyna jest doskonale zbalansowana.

Choć w tym roku nagroda MVP prawdopodobnie ucieknie mu z rąk, Wembanyama prezentuje profil gracza, który zdominuje erę. Po dwóch latach spędzonych na dnie tabeli, teraz smakuje, jak to jest być jednym z głównych faworytów. Wie, że utrzymanie tego poziomu intensywności podczas zaciętych bojów play-off to zupełnie inna liga mentalna.

Czy Thunder mają się czego obawiać? Zmiana paradygmatu na Zachodzie

Dotychczas powrót na szczyt Spurs wydawał się odległą perspektywą, wymagającą lat budowania. A jednak, pojawienie się Wembanyamy przyspieszyło ten proces w tempie, które może zaburzyć cały układ sił na Zachodzie. Kiedy drużyna, która jeszcze niedawno „tankowała”, nagle zaczyna regularnie deptać po piętach ubiegłorocznym mistrzom, staje się to tematem numer jeden mediów.

Oklahoma City Thunder, w swojej walce o obronę tytułu, z pewnością musi brać pod uwagę rosnące zagrożenie z Teksasu. Spurs, dzięki wszechstronności swojego supergwiazdora i lepszemu zbalansowaniu składu, mogą okazać się najgroźniejszą przeszkodą na ich drodze do finału. To już nie są ci sami Spurs, którzy na początku sezonu walczyli o pierwsze punkty w tabeli; to realny pretendent, napędzany głodem zwycięstw swojego kapitana, który chce podwoić liczbę wygranych z zaledwie 50 do imponujących 60.

0 / 5. Ocen: 0

Maniak koszykarski od co najmniej dekady, oglądam wszystko, co się da, żeby być na bieżąco. Od kilku lat w redakcji odpowiedzialny za newsy ze świata koszykówki.

Podobne newsy

1 of 482