Wielkie powroty w NBA zawsze budzą emocje, a kiedy na horyzoncie majaczy powrót fenomenu, jakim jest Victor Wembanyama, serca kibiców szybciej biją. Koszmarna kontuzja lewej łydki na moment wyłączyła MVP-aspiranta z gry, ale najnowsze wieści z San Antonio Spurs brzmią nad wyraz optymistycznie. Czy francuski jednorożec wróci na parkiet, by powalczyć w kluczowym dla ligi turnieju?
Kiedy kosmiczny Wembanyama znów wyląduje na parkiecie? Słowa trenera budzą nadzieję!
San Antonio Spurs, mimo absencji swojego największego diamentu, radzi sobie zaskakująco dobrze. Ostatnie osiem spotkań to bilans 6-2, co pokazuje, że drużyna potrafi wygrywać nawet bez swojego supernowoczesnego środkowego. Niemniej jednak, nikt nie ma wątpliwości – powrót Wembanyamy to przełom, na który czekają wszyscy. Kontuzja mięśnia piszczelowego, zdiagnozowana 16 listopada, nie miała określonej daty powrotu, co zawsze generuje niepokój.
Dobra wiadomość przyszła od trenera Mitcha Johnsona. Jak donosiły media, Johnson przekazał reporterom we wtorek, że zarówno Victor Wembanyama, jak i Stephon Castle, robią znaczące postępy w rekonwalescencji. Choć sztab medyczny zdecydował się wykluczyć ich z wyjazdu drużyny na początek delegacji, sam trener nie wyklucza ich rychłego dołączenia.
Johnson podkreślił mentalność swojego zawodnika, co jest kluczowe w procesie powrotu do pełnej sprawności. Jak powiedział:
„Chcą podróżować, chcą być z drużyną. Myślę, że to fajna sprawa u tych chłopaków na przestrzeni ostatnich lat. Chcą być wokół, niezależnie od tego, czy mogą grać na boisku, czy nie, i wszyscy chcą być na boisku. Czasem musimy ich chronić przed nimi samymi i robić to, co uważamy za najlepsze dla nich i dla drużyny.”
To klasyczna sytuacja: sportowiec chce grać zawsze i wszędzie, a mądrość sztabu medycznego musi postawić tamę młodzieńczemu zapałowi. Ta ostrożność jest w tej sytuacji całkowicie uzasadniona, biorąc pod uwagę niespotykany potencjał Wembanyamy.
Czy Lakers staną się areną rewanżu załogi z Teksasu? Wemby ma konkretny cel!
Fani Los Angeles Lakers często snują teorie, że kontuzjowani gracze uwielbiają wracać do gry akurat przeciwko ich ulubieńcom. Wygląda na to, że ta klątwa może się ziścić. Mitch Johnson zdradził, że Victor Wembanyama „drąży mu ucho” w sprawie powrotu na mecz z Lakersami w ćwierćfinale NBA Cup, który zaplanowano na 10 grudnia. Informacja ta została przekazana przez dziennikarza zajmującego się relacjonowaniem Spurs, Matthew Tynana.
Co prawda, Johnson zaznacza, że ostateczna decyzja należy do personelu medycznego i nie chce składać obietnic, których nie będzie mógł dotrzymać. Ale sam fakt, że Wemby celuje w tak konkretny i medialny termin, świadczy o jego gotowości psychicznej. Oczywiście, ten potencjalny powrót ma dodatkowy smaczek. Mecz w ramach NBA Cup to także szansa na pewnego rodzaju rewanż. Spurs przegrali pierwsze starcie z Lakers 5 listopada, gdzie Luka Dončić zdominował parkiet (35 punktów), a Wembanyama był ograniczony do 19 punktów i ośmiu zbiórek.
Eksperci stawiają na ten termin, ale czy to już ten moment?
Przed oficjalnym wyznaniem trenera Johnsona, analitycy koszykarscy już wytypowali możliwe ramy czasowe dla powrotu Wembanyamy. Jeff McDonald, ceniony dziennikarz piszący o Spurs, już wcześniej prognozował, że Wembanyama celuje w tydzień NBA Cup, choć sam nie postawiłby na zakład, że zagra dokładnie wtedy. W bardziej optymistycznym tonie, McDonald zawiesił poprzeczkę nieco wyżej:
„Mój częściowo poinformowany strzał, jeśli musiałbym postawić mój dom na to, że Wemby zagra w przyszłym tygodniu podczas NBA Cup, postawiłbym na nie. Jeśli musiałbym postawić, że wróci przed świętami Bożego Narodzenia, myślę, że to pewniak. Najlepszy zakład to coś pomiędzy tymi dwiema skrajnościami.”
Inni eksperci byli mniej precyzyjni. Shams Charania z ESPN mówił enigmatycznie o „wielu tygodniach”, podczas gdy jego kolega z ESPN, Michael C. Wright, sugerował bardziej konkretny okres: dwa do trzech tygodni. Sobota ma oznaczać koniec minionego trzeciego tygodnia od momentu odniesienia urazu. Czy oznacza to, że powrót nastąpi tuż przed rozpoczęciem fazy pucharowej NBA Cup? To byłby prawdziwy sportowy statement dla całej ligi.









