Napięcie na linii San Antonio Spurs! Największa nadzieja tej organizacji, Victor Wembanyama, musiał opuścić parkiet w trakcie meczu z Philadelphia 76ers z powodu urazu. Czy to tylko drobna przeszkoda na drodze do play-offów, czy może sygnał ostrzegawczy dla wszystkich, którzy pokładali w nim nadzieje na szybki powrót do elity? Kibice zaciskają kciuki, ale niepokój wisi w powietrzu nad Teksasem.
Czy żebra Wemby’ego zatrzymają renesans Spurs?
San Antonio Spurs w ostatnim czasie prezentowali się solidnie, notując najlepszy bilans od 1 lutego. Wygrana 115-102 nad Philadelphia 76ers w ponudniowy wieczór (6 kwietnia) miała być kolejnym krokiem w tym marszu ku lepszemu jutru, zwłaszcza że Wembanyama, zdobywca tytułów Gracza Tygodnia i (w domyśle) Miesiąca, jest w centrum tej odrodzonej maszyny. Niestety, radość przerwała kontuzja. Po zaledwie 16 minutach na parkiecie, francuski fenomen został wycofany z gry z powodu urazu żebra. Zanim to nastąpiło, „Wemby” zdążył nabić 17 punktów przy świetnej skuteczności 7/11 z gry, dorzucić pięć zbiórek, asystę i blok, kończąc ten krótki etap z pozytywnym wskaźnikiem +/- 7.
Ten incydent budzi natychmiastowe pytania, zwłaszcza że mówimy o zawodniku, którego zdrowie jest absolutnie kluczowe dla przyszłości klubu, a jego notowania w kontekście MVP stale rosną. Każde opuszczenie parkietu, nawet z powodu drobnej niedyspozycji, rodzi spekulacje. Pamiętajmy, że raptem kilka dni wcześniej Wembanyama zmagał się z bólem kostki, który wykluczył go z meczu przeciwko Los Angeles Clippers 2 kwietnia. Po powrocie do gry z Denver Nuggets 4 kwietnia, zanotował imponujące 34 punkty, 18 zbiórek i 7 asyst, co tylko potwierdza jego gigantyczny wpływ na zespół. Teraz jednak kontuzja żeber – to brzmi poważniej niż zwykły stłuczenie.
Co mówi trener? Głos Mitcha Johnsona w sprawie urazu
W obliczu widocznego niepokoju mediów i fanów, głos zabrał sztab szkoleniowy. Trener Mitch Johnson starał się stonować nastroje po spotkaniu, sugerując, że fakt, iż Wembanyama mógł grać po początkowym dyskomforcie, jest pewnym plusem. Jednak detali na temat kontuzji brakowało.
Kiedy Johnsona zapytano o aktualny stan Victora Wembanyamy po urazie żeber, odpowiedział:
„Nie. Myślę, że pozytywne jest to, że on sam czuł, że może wrócić i faktycznie zagrał ostatnie cztery lub pięć minut [pierwszej] połowy. Z mojego punktu widzenia, to jest pozytyw.”
Ta wypowiedź jest dwuznaczna. Z jednej strony, trener podkreśla chęć gracza do powrotu po urazie, co świadczy o jego mentalności. Z drugiej strony, skoro musiał grać pod wpływem bólu i ostatecznie zszedł z parkietu, to sygnał, że problem może być poważniejszy, niż pierwotnie zakładano. W kontekście nadchodzących play-offów, gdzie minuty lidera będą tylko rosły, San Antonio musi podjąć maksymalnie ostrożne kroki. Spurs zapewne w najbliższym czasie ogłoszą wyniki szczegółowych badań.
Inni koszykarze biorą ciężar gry na swoje barki
Co znamienne, mimo przedwczesnego opuszczenia parkietu przez ich największą gwiazdę, Spurs zdołali domknąć mecz z 76ers na swoją korzyść. To pokazuje, że ten młody zespół potrafi się adaptować, ale nie może to być regułą.
Kiedy Wembanyama zszedł do szatni, inni musieli wkroczyć do akcji. Stephon Castle zakończył spotkanie z 19 punktami spędzonymi na parkiecie przez 31 minut. Jego statystyki były imponujące: 6/13 z gry, a do tego zanotował potrójną dwucyfrową zdobycz w asystach i zbiórkach (13 asyst i 10 zbiórek) – to jest solidne double-double z dodatkiem na poziomie triple-double. Dodatkowo, Dylan Harper z ławki wniósł 17 punktów, trafiając wszystkie trzy próby za trzy punkty, mając fenomenalną skuteczność 7/11 z gry. Nawet De’Aaron Fox miał swój cichy, ale produktywny udział, notując 13 punktów przy 50% skuteczności rzutów z gry, do czego dodał cztery asysty i dwa przechwyty.
Niemniej jednak, cała nadzieja drużyny, jej narracja i potencjał do znaczących zwycięstw, są nierozerwalnie związane z kondycją fizyczną Victora Wembanyamy. Oczekiwanie na dokładniejsze wieści dotyczące jego żeber będzie teraz równie intensywne, jak oglądanie jego kolejnych występów. Następny test czeka ich już 8 kwietnia w starciu z Portland Trail Blazers. Oby to była krótka przerwa, a nie początek frustrującej serii wykluczeń.









