Sezon Golden State Warriors to sinusoida, w której kontuzje i niepowodzenia zdają się być stałymi bywalcami, spychając mistrzowską ekipę poza bezpieczne rejony playoff. Czy uda im się znaleźć magiczny guzik reset, zwłaszcza po serii upokarzających porażek, by jeszcze w tym roku zagrozić rywalom? Odpowiedź może kryć się w powrocie kluczowych graczy, nawet jeśli ich skład wciąż wygląda jak prowizoryczne zestawienie.
Czy Draymond Green i reszta wrócą do gry, by uratować serię porażek?
Golden State Warriors, bez wątpienia, są jedną z najbardziej dotkniętych plagą kontuzji drużyn w tegorocznych rozgrywkach NBA. Mimo to, podopieczni Steve’a Kerra zaciekle walczą o udział w fazie posezonowej, licząc na odrobinę szczęścia w kwestii zdrowia, co pozwoliłoby im wydostać się z obecnego dołka. Ich najbliższe wyzwanie to wyjazd do stolicy, by zmierzyć się z Washington Wizards. I choć na parkiecie wciąż zabraknie kilku kluczowych elementów układanki, na szczęście dla fanów, pewne „ciężkie działa” wracają do rotacji, by zamknąć ostatni segment dwudniowego maratonu meczowego.
W piątek, starcie z Minnesota Timberwolves okazało się kompletną katastrofą. Przed rozpoczęciem meczu z parkietu zszedł weteran, Draymond Green, z powodu dolegliwości bólowych w dolnej części pleców. Co gorsza, w trakcie spotkania Warriors stracili kolejnych trzech zawodników: Al Horford doznał kontuzji łydki, Seth Curry naciągnął przywodziciel, a Quinten Post opuścił parkiet z urazem kostki. Ta lawina nieszczęść kontynuowała się w niedzielę przeciwko New York Knicks, gdzie Horford, Curry i Green zostali wykluczeni z gry. Dodatkowo, Warriors musieli obejść się bez wysokiego Kristapsa Porziņģisa, który nadal zmaga się z tajemniczą chorobą, powodującą jego nieregularne występy.
Jedynym, który zdołał zagrać przeciwko Knicks, był Post, spędzając na parkiecie 35 minut i notując 22 punkty, 3 asysty i 3 zbiórki. Jednak nadzieja dla Warriors powraca przed poniedziałkowym wyjazdem do D.C. Green został podniesiony do statusu „prawdopodobny” (probable), zgodnie z sugestiami Steve’a Kerra z weekendu. Post otrzymał status „wątpliwy” (questionable), natomiast Porziņģis, który od czasu wymiany z Atlanta Hawks zagrał w czterech meczach, tym razem nie znalazł się w raporcie kontuzji, co sugeruje jego gotowość do gry. W tych czterech spotkaniach weteran centra notował średnio 14.5 punktu, 3.5 zbiórki i 2.5 asysty, trafiając 41% rzutów z gry i 31% za trzy, grając średnio 20.8 minuty na wieczór. Warriors pragną przerwać fatalną serię pięciu porażek z rzędu, a pojedynek z Wizards rozpocznie się o 19:00 czasu ET.
Wreszcie powrót Dyrygenta – Jaki skład na to szaleństwo?
Fani Warriors zadrżeli na wieść o wycofaniu Greena z piątkowego meczu, co z pewnością wpłynęło na morale drużyny. Draymond Green to nie tylko defensywny tytan, ale także główny kreator gry, którego nieobecność odczuwalna jest w każdym elemencie ofensywy. Jego powrót do zestawienia jest kluczowy dla odbudowy chemii na parkiecie.
Zgodnie z najnowszymi doniesieniami, trener Steve Kerr szykuje interesującą, choć wciąż daleką od optymalnej, piątkę na starcie z Wizards. Oficjalnie ogłoszono, że w pierwszej piątce zobaczymy: Brandina Podziemskiego, De’Anthony’ego Melton, Willa Richarda, Gui Santosa i powracającego do gry Draymonda Greena. Warto zwrócić uwagę na fakt, że w składzie widnieją gracze, którzy jeszcze niedawno byli na obrzeżach rotacji lub wracają po urazach. To świadczy o desperacji, ale i o zaufaniu, jakie Kerr pokłada w młodszym narybku oraz powracających do formy weteranach.
Pięć porażek z rzędu: Czy to już kryzys egzystencjalny?
Pięć kolejnych porażek to dla organizacji o ambicjach mistrzowskich sygnał alarmowy, który powinien być słyszalny aż w San Francisco. O ile w obliczu wszechobecnych kontuzji można znaleźć pewne usprawiedliwienie, to styl, w jakim Warriors tracą te mecze, budzi poważne wątpliwości co do mentalnej wytrzymałości zespołu. Kiedy na parkiecie brakuje liderów, cała konstrukcja wydaje się kruszyć, a obciążenie na barkach pozostałych zawodników jest po prostu zbyt duże.
Powrót Greena, potencjalny występ Porziņģisa – to wszystko bilet w jedną stronę do nadziei. Jeśli Warriors mają myśleć o walce o dziką kartę (lub cokolwiek, co pozwoli im przedłużyć sezon), muszą natychmiast zatrzymać ten negatywny trend. Starcie z Wizards, mimo że to mecz wyjazdowy, musi być traktowane jako obowiązek, a nie kolejna szansa na „zbieranie doświadczenia”. Drużyna ze stolicy może nie być najgroźniejszym rywalem, ale w obecnej sytuacji, nawet słabszy rywal może okazać się zabójcą morale, jeśli Warriors nie wejdą w mecz z odpowiednią agresją.









