Wojownicy z Złotego Stamu zyskują "koszmarne dopasowanie" z Porzingisem, porównywanym do Wembayamy.

Wymiana w Golden State Warriors wywołała spore poruszenie w lidze, a pozyskanie Kristapsa Porzingisa z Atlanta Hawks miało być strzałem w dziesiątkę, mającym załatać największą bolączkę dynastii Curry’ego. Mimo że fani w Zatoce od dawna narzekali na brak autentycznego rozmiaru pod koszem, to porównanie łotewskiego centra do Victora Wembanyamy, rzucone przez De’Anthony’ego Melton, przekracza wszelkie oczekiwania. Czy „Unicorn” naprawdę może dać Warriors przewagę, jakiej nie widzieliśmy od lat?

Dlaczego Porzingis to Game Changer dla Wojowników?

Golden State Warriors zdecydowali się na odważny ruch w okienku transferowym, wysyłając do Atlanty Jonathana Kumingę i Buddy’ego Hielda, by sprowadzić 7-stopowego 2-calowego centra. Ta transakcja miała jeden cel: zaadresować ich najbardziej widoczną słabość. Przez całą erę Stephena Curry’ego, Wojownicy polegali na grze obwodowej i niezrównanym rzucie, ale brakowało im wszechstronności w strefie malowanej. Porzingis wprowadza zupełnie nową dynamikę.

De’Anthony Melton, grający w Warriors, nie owijał w bawełnę, wyjaśniając, dlaczego ten transfer jest tak istotny. Porównał on Porzingisa bezpośrednio do rewolucyjnego centra San Antonio Spurs, Victora Wembanyamy, twierdząc: > „Jest koszmarem rezerwowym dla wielu drużyn. Widzicie Spurs, mają Wembanyamę, który ma siedem stóp wzrostu i te rzeczy, które potrafi robić. Tworzy koszmarne sytuacje na tle matchupów, które wnosi na stół”.

To porównanie jest niezwykle mocne. Wembanyama jest obecnie centralnym punktem każdej strategii obronnej rywali. Jego zdolność do ochrony obręczy, jednoczesne rzucanie z dystansu i wymuszanie zmian w schematach ofensywnych przeciwnika definiuje grę Spurs. Porzingis, choć nie jest klonem Francuza, oferuje podobny zestaw narzędzi. Mając 218 cm wzrostu, może rzucać nad niższymi obrońcami, karać wymiany w postoju i rozciągać obronę rzutami za trzy punkty.

Jak kontynuował Melton, sedno sprawy tkwi w kreowaniu nierównego krycia: > „Myślę, że to, że (Porzingis) jest na parkiecie, da nam mnóstwo wzrostu i mnóstwo niemożliwych matchupów, których potrzebujemy. Niektóre drużyny po prostu ich zniszczy, bo fizycznie nie są w stanie mu sprostać”.

I to jest klucz do zrozumienia tej wymiany. Jeśli rywale wsadzają na Porzingisa tradycyjnego centra, ten zostaje wyciągnięty na obwód, otwierając przestrzeń dla Curry’ego i spółki. Jeśli zmuszą niższego gracza do krycia, Porzingis natychmiast wykorzysta przewagę post-upową. To jest ten poziom wszechstronności w ofensywie, którego Warriors nie widzieli w erze dynamicznego duetu Curry-Thompson.

Jak ten transfer redefiniuje ofensywę Wojowników?

Dotychczasowa dominacja Golden State była oparta na kosmicznym roamingu Curry’ego i precyzyjnym rzucie Klay’a Thompsona. Choć to przyniosło cztery mistrzostwa, nigdy nie posiadali gracza, który jednocześnie byłby zagrożeniem wewnątrz i na zewnątrz. Porzingis, który przed kontuzją notował 17,1 punktu na mecz w barwach Hawks (a jego wskaźnik 25,4 punktu na 36 minut plasował go w czołówce ligi), wnosi tę brakującą hybrydę.

Dla Steve’a Kerra, menedżera Warriors, Porzingis to karta, której nigdy wcześniej nie miał w talii. Defensywy i tak muszą skupiać się na eliminowaniu rzutu Curry’ego. Teraz dochodzi do tego gigant, który potrafi zdobywać punkty z każdego metra parkietu. To zjawisko typu „double-edged sword” dla obrońców.

Niestety, debiut Porzingisa jest na razie odroczony. Od 7 stycznia opuścił parkiety z powodu tendinopatii ścięgna Achillesa. Trener Steve Kerr zdradził niedawno, że Lotysz „wyglądał dobrze” podczas środowego treningu i ostateczna decyzja o jego udziale w nadchodzącym meczu z Boston Celtics zapadnie po wewnętrznej gierce.

Sukces tej transakcji, jakkolwiek ekscytujący by nie był, zależy wyłącznie od zdrowia Porzingisa. Mając 30 lat i historię urazów z ostatnich dwóch sezonów, Warriors podjęli ryzyko. Jednakże, jak doniesienia sugerują, Dyrektor ds. Medycyny Sportowej, Rick Celebrini, był przekonany o jego zdolności do wniesienia wartości, zanim transakcja została sfinalizowana.

Wojownicy w grze play-in: Porzingis jako trampolina do wyższych celów

Obecnie Warriors plasują się na ósmym miejscu na Zachodzie z bilansem 29-26, co stawia ich w strefie play-in. Z kontuzją Jimmy’ego Butlera, który wykluczył Miami Heat z kandydowania do tytułu, aspiracje Warriors do mistrzostwa, choć na początku sezonu wysokie, teraz oscylują wokół zapewnienia sobie miejsca w fazie posezonowej.

Porzingis może być czynnikiem, który pozwoli tej drużynie przeskoczyć kilka progów. Wprowadza on element, który wymusza na rywalach nie tylko dostosowanie się do znanych schematów (Curry, Green, Thompson), ale wymaga stworzenia zupełnie nowych planów na powstrzymanie elastycznego wysokiego gracza. Jeżeli Porzingis zdoła wytrzymać obciążenie fizyczne i wkomponować się w system, Warriors zyskają przewagę gigantycznego rozmiaru, której nie mieli od czasów… cóż, nigdy wcześniej w tej erze. Kolejne dwa miesiące ligi pokażą, czy to szalone porównanie do Wembanyamy nie okaże się prorocze.

0 / 5. Ocen: 0

Maniak koszykarski od co najmniej dekady, oglądam wszystko, co się da, żeby być na bieżąco. Od kilku lat w redakcji odpowiedzialny za newsy ze świata koszykówki.

Podobne newsy

1 of 256

Leave A Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *